sobota, 16 września 2017

Ta chwila...
Coś pięknego szybko przemija
Dopijam kawy łyk i pływam..
Rzekami doznań niczym ryba..

Ten moment gdy odchodzi siła
Kiedy sekund parę już w tyłach
Miałem powiedzieć, ale.. bywa
Jek po niej deszcz łez spływa


Najgorsze wrażenie, kiedy miłość masz z boku
Dalej siedzi twój umysł, rodzi powoli niepokój
Boisz się zmienić coś w imersji swej osoby
Ale jeśli nie zadziałasz, kto inny krok zrobi


Gdyby nie to że w głowie setki dobrych pomysłów
I planów na wieczór od rzek do poznania umysłu
Nie sztuką wtedy tak po prostu brnąć na chwilę
Kiedy ucieka, a niewypowiedziane szarpie szyję


Kiedy całe to zmęczenie wręcz rozrywa plecy
Zamiast ciepła gładkiej dłoni, grzeje tylko piecyk
Ten impas wywołuje grad błędnych doznań przemian
Działanie powoduje więcej opcji, czyli bezmiar


Nawet wieczorny spacer po rozżarzonych płytach
W dniu kiedy tylko o swe łoże pytasz
Nie odda cierpienia, co nie koi gdy zasypiam
Niewypowiedziane tak przenika...

środa, 6 września 2017

Co wieczór krwawił
Dla ciała to jak nawyk
Brak krwi już.., blady..
Przypadek go prawie zabił

Mimo to w kosz zasady
Sumienie pragnie tylko rady
Czy warte życia są zdrady
Lecz dzisiaj tonie, coraz bardziej biały

Nie czuje nic już od okolic pasa
Brak czucia w nogach.. strata ?
Dłonie zbolałe nie wyciągną wnet asa
Leży jedynie długopis, jego praca

I jedno działa na myśl jak balsam
By oddać wszystko, a zwłaszcza
Nie zabić tej chęci do.. tanga..
Dusza już wisi, niebawem zagra..