Kochanek zastawił swe serce w lombardzie
Po to by patrzeć na nią z winem na werandzie
Nie wie co teraz go boli bardziej
Brak wsparcia, czy przed nim postawione żarcie
Jego fundusz maleje, a ona rośnie w siłę
Chociaż kiedyś planem były tylko wspólne chwile
Na dzień dzisiejszy pozostał niedosyt tylko w sercu
Bo ukochanej umysł już tylko myśli gdzie jest ketchup
A pieniądze z czasem zaczęły się kończyć szybciej
Uwaga zamiast na chłopaku to na wieś drifcie
Nie zezwalała mu nawet na piwo wyjść z życiem
Kiedy sama karkówkę krwistą popijała żywcem
I na żywot swój kazała patrzyć w uwielbieniu
Nie leżał z nią pod drzewem, leżał w jej cieniu
To co czuł zostawia bruzdy na sumieniu
Teraz pyta dlaczego stracił życia sens w oka mgnieniu
https://www.youtube.com/watch?v=SH0ogq22174
czwartek, 28 lipca 2016
wtorek, 26 lipca 2016
Pozamiatane liście z drzew
Kurz osiada na okiennicach
W oddali słychać cichy ćwierk
Wiatr wieje w ciszy na ulicach
Przemierza ją zgraja bez skruchy
Co tylko pragną uśmiech nieść
W dal odlatują wszelkie strachy
Uśmiech ich niesie wspólną treść
By w szczęściu odejść do nirwany
Szkarłatnej niczym rubin królów
Stan ten nigdy nie opisany
kojący, nie znający bólu
Choć to jest tylko krótka chwila
To walka o stan trwała długo
By w ciele znalazła się siła
Wielu płaciło wcześniej drogo
To warte dla nich każdej ceny
Niczym wieczności choćby cień
Tak dla większości na tej ziemi..
Marzeniem przeżyć w szczęściu dzień
Kurz osiada na okiennicach
W oddali słychać cichy ćwierk
Wiatr wieje w ciszy na ulicach
Przemierza ją zgraja bez skruchy
Co tylko pragną uśmiech nieść
W dal odlatują wszelkie strachy
Uśmiech ich niesie wspólną treść
By w szczęściu odejść do nirwany
Szkarłatnej niczym rubin królów
Stan ten nigdy nie opisany
kojący, nie znający bólu
Choć to jest tylko krótka chwila
To walka o stan trwała długo
By w ciele znalazła się siła
Wielu płaciło wcześniej drogo
To warte dla nich każdej ceny
Niczym wieczności choćby cień
Tak dla większości na tej ziemi..
Marzeniem przeżyć w szczęściu dzień
W głowie ciaśniej układam każdą myśl,
zagłuszę dziś
Zapierdol mi
Rozwijam taśmy naszych dni,
krótki film
Zapierdol mi
Nie zawsze było tak
jak chcesz
Nie było ci lżej
Nie miej dla mnie litości
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Początków nie pamięta nikt,
brakuje dni
Zapierdol mi
Ulatuje lęk, nie czuję nic,
nie czuję nic
Zapierdol mi
Jedną z wielu rzeczy jesteś dziś,
jedną z wielu mi potrzebnych
Ni odpuszczaj tylko bij
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Nie biorę nic na ból
nie zapomnij mi,
nie biorę nic na ból ,
nie zapomnij mi.
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
zagłuszę dziś
Zapierdol mi
Rozwijam taśmy naszych dni,
krótki film
Zapierdol mi
Nie zawsze było tak
jak chcesz
Nie było ci lżej
Nie miej dla mnie litości
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Początków nie pamięta nikt,
brakuje dni
Zapierdol mi
Ulatuje lęk, nie czuję nic,
nie czuję nic
Zapierdol mi
Jedną z wielu rzeczy jesteś dziś,
jedną z wielu mi potrzebnych
Ni odpuszczaj tylko bij
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Nie biorę nic na ból
nie zapomnij mi,
nie biorę nic na ból ,
nie zapomnij mi.
Dawno mnie nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
niedziela, 24 lipca 2016
poniedziałek, 18 lipca 2016
Równowaga
Początkiem układu jest punk zero
Wtedy od początku jest pustka wewnątrz
Absorbcja tego co wokól często staje się pełnią
Kiedy ciało z wszechświatem zamienia się w jedność
Klarowność myśli i mętlik przy problemach
Natura ludzka wybacza niepewność gdy dylemat
Czasem choć błędny powtarza się ten schemat
Niepewność jest słuszna, gdy mało znany nam jest temat
Ciało nie chce nowych doznań doświadczyć
Kiedy równowaga siłę i pewność ma dostarczyć
I cofa się wtedy kreatywności zmysł poznawczy
Tylko przez brak chęci i przekonanie że to wystarczy
A zbiegiem lat, po pościgu za marzeniami
Gdy porzucony cel, się nie zmieniamy
Walka z myślą trwa, co nam dały te blokady
Skoro teraz zamiast żyć..
poniedziałek, 11 lipca 2016
Punkt Widzenia
Z samego rana budzi mucha mnie szukając wrażeń
Jej żywot kruchy, krótki, lecz ma też wiele marzeń
Tak samo komar, co krew spija wprost z mego ciała
Niby denerwuje, lata, a jemu to odpowiada
Jak szukać dalej to czarny kot też się napatoczy
Misterny plan miał, by pech ludziom przynosić?
Nie! Po prostu lubi błąkać się w poszukiwaniu przygód
A jeśli pecha przyniósł? Cóż, może to tylko psikus
Gdy leci chmara ptaków, jedna jest tylko reakcja
To przecież nalot nazistów, ich cel to defekacja
Zniszczenie mienia, zatrucie pokarmów ludzkich
O wielkie nieba, przecież to nie cel jest wróbli !
A sami, przecież mamy też swój rozum własny
Codzienne knucia z perspektywy tego który traci
Nie ważne ile lat wstecz chcemy spojrzeć
Każdy jeśli chce, potrafi celowość dojrzeć
A przecież chcemy żyć ciągle szczęśliwie
Mocząc nogi w oceanie zatruwamy sferę rybie
A samolotem lecąc mamy za priorytet
Dotrzeć prędko, zwierzętom odbieramy życie
Trywializując własne szkodliwe poczynania
Odrzucamy interes środowiska, to nas otumania
Przez głupi egocentryzm łatwo zmienić przekonania
I wpaść w wir zawiści, żalu, bez sensu znajdowania
Jej żywot kruchy, krótki, lecz ma też wiele marzeń
Tak samo komar, co krew spija wprost z mego ciała
Niby denerwuje, lata, a jemu to odpowiada
Jak szukać dalej to czarny kot też się napatoczy
Misterny plan miał, by pech ludziom przynosić?
Nie! Po prostu lubi błąkać się w poszukiwaniu przygód
A jeśli pecha przyniósł? Cóż, może to tylko psikus
Gdy leci chmara ptaków, jedna jest tylko reakcja
To przecież nalot nazistów, ich cel to defekacja
Zniszczenie mienia, zatrucie pokarmów ludzkich
O wielkie nieba, przecież to nie cel jest wróbli !
A sami, przecież mamy też swój rozum własny
Codzienne knucia z perspektywy tego który traci
Nie ważne ile lat wstecz chcemy spojrzeć
Każdy jeśli chce, potrafi celowość dojrzeć
A przecież chcemy żyć ciągle szczęśliwie
Mocząc nogi w oceanie zatruwamy sferę rybie
A samolotem lecąc mamy za priorytet
Dotrzeć prędko, zwierzętom odbieramy życie
Trywializując własne szkodliwe poczynania
Odrzucamy interes środowiska, to nas otumania
Przez głupi egocentryzm łatwo zmienić przekonania
I wpaść w wir zawiści, żalu, bez sensu znajdowania
czwartek, 7 lipca 2016
Odpoczynek
Cały tydzień pracy, na głowie marzeń w brud
Trochę więcej niż problemów, to chyba cud
I przychodzi zasłużony ten wytchnienia dzień
Potrzebny tylko hamak, zakąski i chmiel
Z samego rana niczym na wezwanie kura wstaję
By tę chwilę umilić dopijam wczorajszą zimną kawę
Oh, jest taka gorzka, swym smakiem kusi
Wypiję jeszcze ciepłą, by do żywych wrócić
Tak bez śniadania, bo nie chce mi się siedzieć długo
Wyruszam w świat szukam wrażeń, by zmysły ująć
Wymieszać marzeń sto, potem to w wierszach wysnuć
Trywialny świat paranoików umysł krzyczy : Wyrzuć !
Jestem na miejscu, podziwiam faunę i florę
Już nie dobija nic, zakładam z pragnień korę
Nie umniejszając tu nikomu jestem ponad tym
Tak wiąże świat ukojenie, zamienia myśli w dym
Trochę więcej niż problemów, to chyba cud
I przychodzi zasłużony ten wytchnienia dzień
Potrzebny tylko hamak, zakąski i chmiel
Z samego rana niczym na wezwanie kura wstaję
By tę chwilę umilić dopijam wczorajszą zimną kawę
Oh, jest taka gorzka, swym smakiem kusi
Wypiję jeszcze ciepłą, by do żywych wrócić
Tak bez śniadania, bo nie chce mi się siedzieć długo
Wyruszam w świat szukam wrażeń, by zmysły ująć
Wymieszać marzeń sto, potem to w wierszach wysnuć
Trywialny świat paranoików umysł krzyczy : Wyrzuć !
Jestem na miejscu, podziwiam faunę i florę
Już nie dobija nic, zakładam z pragnień korę
Nie umniejszając tu nikomu jestem ponad tym
Tak wiąże świat ukojenie, zamienia myśli w dym
Subskrybuj:
Posty (Atom)