poniedziałek, 30 maja 2016

Czas wstać, już rano, na kawę mam znów chęć
Kuba Knap pił dwie ja ich pije razy sześć
Dawaj coś zjeść, żołądek potrzebuje żarcia
Kac gigant trzeci dzień, żołądek z syndromem wyparcia

Ogarniam mordę parszywą jak zwykle
Opaska na ręce, ale skąd? nie wiem, przywykłem
Dalej sprawdzam po kieszeniach i znajduje coś na ząb
Trochę kapsli po żubrach, co zawsze cisne w nią

Dalej portfel i z krzykiem o Boże !
jeszcze mam dwa złote czyli nie najgorzej
Napiłbym się piwka więc sprawdzam kapsle dziko
Wygrałeś dwa żubry mówią idź wymień na piwko

Tylko Pytanie jak ja tam dotrę
Spodnie całe brudne, a dotego mokre
A buty, nie chciałbym być na ich miejscu
Więc wychodzę w klapkach bez słów

Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje


Już godzina piąta, minut trzydzieści
Ziomek pyta co za faza, wczoraj wszyscy zeszli
No ale miał flashbeki, to mówi mi dla beki
Jak to ta dziwna laska wali z deski w klubie krechy

My nie bawimy się w to, tu bronek priorytet
Bez spiny czasem wóda i na kebab wypad w weekend
Albo po kiełbe bo jak każdy dobrze wie
Jest nocny otwarty to kiełby na łep dwie

Lecimy grubo szukać wrażeń nocnych
Czasem na kluby, albo domówka z tych akcji prostszych
A jak jest teren suchy, na plener mamy wczuty
I się dzieje wola nieba, jak są na nim chmury

Tu nie pamięta się krzywych akcji
A jak po mordzie lać to przez przypadki krzywych akcji
Sklejona piona, zawsze bo to daje chęć
Żeby wbić i rozjebac na free każdy stage

Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje









wtorek, 17 maja 2016

Ona

Gdy spojrzenie zamienia bicie serca w cichy rytm
Co do jego taktu zatańczy chętnie każda z gwiazd
Podczas pełni nie roni niebo żadnej łzy
Ona leczy swym wdziękiem bolesny życia czas

Jeden promień światła między kosmykami jej włosów
Niczym górski potok pośród skał i krzewów leśnych
Taki czysty, tajemniczy, za to daje zmiany sposób
By od chwil tych gorszych spłynąć wprost do lepszych



sobota, 14 maja 2016

JAk ten zerwany kwiat

Z dala od rzeczywistości i od świata barw
Uważając od dawna, że każda strata to skarb
Używając emocji do swych egoistycznych celów
W głowie składam wersy do przyszłych przemów

Trzeba ważyć słowa, bo zadają ból sumieniu
Lepiej powiedzieć wstawaj, niż jesteś nierób
To nie poprawność polityczna, to prosta zmiana
Która motywuje, nie odbiera chęci sama

W przeciwnym razie uczuć stos jak zerwany kwiat
Pozbywa się życia i odchodzi oderwany w świat
Tak, to nie jest prostą myślą
To żywot po usłyszeniu Idź stąd

I idzie sam w myśla ch snując plany
Troche zabawy, może pomoże bycie pijanym
Albo dawaj kreske, jointa
I tak całe życie oderwany jest przy piątkach




Z drugiej strony drogi obserwuje go kobieta
Piękna, mądra, lecz jak zwykle coś jest nie tak
W jej głowie krzewi się myśl, jestem samotna
Jak płotka oderwana od rzeczywistości co dnia

Nie ma w tym dramatyzmu, to zimna myśl
Chce znaleźć kogoś, kto pomoże mi przez życie iść
Nie chcę modela pragnę bratniej duszy
Która lód mych odczuć przez przebywanie skruszy

Ona szuka emocji, chce być jak inni ludzie
Zakochani, oderwani od problemów w luzie
Lecz nie jak Ci krzywdzący, raczej jak budujący
Tylko oderwanie od stagnacji da ujście emocji

Ucieka więc do pubu za rogiem
Tam są ludzie co zalewają wódką ogień
Na palarni myśl zalewa myśli splifu woń
wolne serce krzyczy głośno, Myśli Toń !




Gentelmen poznał Panią jak co weekend
Zaczyna się rozmowa co by chcieli robić z życiem
Opowiadają później o tym jak tam trafili...
Nagle

piątek, 13 maja 2016

Ciągle gonimy za marzeniem, to marna opcja
Zamiast cieszyć się, żyć pewnie, lecz z duszą chłopca
Zamiast zapijać można przecież pograć w Scrabble' a
A kto chce poimprezować, ma jeszcze czas zagrać

Zamiast czytać w gazetach o polityce
Można wyjść poharatać w gałę, być sportoholikem
Albo jak Ci melancholii wyznawcy
Ruszyć tyłek z ławki i iść do parku patrzyć na kawki

Po co wogóle jest ta dieta nam ciągle
Po czterdziestce i tak zdrowie czy będzie lepsze, wątpie
Korzystam więc z tych usług araba
Co w soboty skraja trochę cholesterolu do kebaba

Wniosek jest prosty, nie wymaga tłumaczeń
Nie chce też by ktoś myślał identycznie, raczej
Pragnę dzisiaj nieść tą dobrą nowinę
Może nie umrę bogaty, ale szczęśliwie


piątek, 6 maja 2016

Wstając dziś rano nie przyjrzałem się odbiciu 
Co to Bartku dzieje się, może nie chcesz więcej luster w życiu?
Wcale nie! Po prostu szkoda marnować czas 
Na glowie który nad głowami łąki pełne ma gwiazd

I wnet są plany lecz wpierw kawy pierwszy łyk
Rano już czekała na stole, to nie jest żaden zgrzyt
Ja lubię zimną, nic mi dnia nie zepsuje
Rozsyłam dzisiaj dobrą aurę, to nic nie kosztuje 

Czas się gotować by obcować z innymi
Tyle w tym świecie bytów, a każdy jest dziwny
Tyle w tym świecie pięknych uśmiechów, proste!
Uśmiechnę się, tylko najpierw chciałbym coś zjeść

Jaj pięć i skwareczki dla smaku, do tego chlebuś
Zjedzone więc nie braknie siły w tym życiowym biegu
Nagle zdaję sobie sprawę i to jest w sumie durne 
Wyszedłbym z domu ale wszystkie spodnie brudne 

czwartek, 5 maja 2016

Żałuję błędów, braku wiary w lepsze dni
Cytuję w głowie niewypowiedziane słowa
Nie ma odwrotu, drugi koniec ma zawsze kij
To skutki bycia innym niż druga osoba

To nie zagwozdka, czy też starożytnych szyfr
Domysłów pełno, taki języka urok
Lecz najtrudniejsze słowa, niby rzekł je gryf
Nie chcąc ich słyszeć, myśl przeżywa półmrok

Nie chcąc godzić się ze zdaniem popadamy w amok
Chcemy dobrze, po co więc swe ego ukazać
Cóż, może lepiej będzie z mym życiem za rok.. ?
Czy ugoda niekorzystna nie zacznie mnie karać ..?

Przykładów setki, rozwiązań wciąż więcej
Serce i rozum wciąż w kłótni po kres dni
Niech rządzi dusza, po coś wokół ich miejsce
By łatwiej witać dni, kolejne zbiory chwil..

W głowie cytuję niewypowiedziane

środa, 4 maja 2016

Coś jest nie tak

Jej twarz pełna radości, nie wymusisz uśmiechu
Choć oczy przeżyły już setki nieszczęść
Ta eteryczna niemoc by zarazić cierpieniu 
I odnaleźć harmonię chce w zachwytu zamęcie 

Zamach na prawdziwość by uniknąć zwierzeń 
Walka by pozór nie ukazał realnego stanu
Mina choć radosna, coś kryje jak przy pokerze
Chcę zaufania, nie dla hazardzistów raju 

Lecz w rozmowie brak jej życia, czegoś było mało
Wyczuwalny w prostym tekście smutek 
Nie chce mówić więc domyślać się pozostało
Coś jest na rzeczy, słowa są jak zbędny rupieć

Staram się mocno choćbym miał zatrzymać czas 
Ona już wie że tej sprawy nie odpuszczę 
Bez zaufania nigdy nie ma "nas"
Wszak ważny dla mnie jej tylko szczery uśmiech