niedziela, 25 grudnia 2016

Kusząca samotność

Samotność.. czasami kusi mnie obliczem swym
Gdzie wszystkie troski, ludzie, nie mają wagi
W swoich oczach wśród wad jestem nagi
A każdy krok nie jest dobrym ani złym

Moralność jest kusząca, lecz tylko kiedy ktoś patrzy
Marzenia są niestety tylko celem
Im więcej ich tym ciężej być dla nich sterem
Bo gdy wiele jest kierunków to każdy jest zły

A w rozmowie poglądy to kwestia sporów
Tyle jest odmiennych zdań ilu ludzi
Jeśli któryś jest odmienny to często różni
dlatego nam bliżej do własnych myśli torów


poniedziałek, 19 grudnia 2016

#1

Poznana przypadkiem, krucha..
Piękna, samotna, zagubiona...
Niepewna przyszłości, zazdrosna..
Przyszła nagle dla serca jej wiosna.

Z początku chłodna, z dystansem
Lód serca się stopił spalony romansem
Śnieg starych przeżyć topnieje jak szanse
Że szpony miłości odpuszczą w tej walce

Kończą się roztopy, przychodzi powódź
Zatapia krainy w duszy niewiasty
I strach samotności grzmi jak z nieba piorun
Czy on jest lekiem na serca ból własny

Wody opadły, przychodzi lato
Teraz czas daje cieplejsze dni
Jak była sama, nie było warto
Lecz dała klucz do serca mi..

środa, 14 grudnia 2016

Nie ma w tym kwestii spornej 
Karma odwraca się i obecnie to jest dobre 
Choć rano gdy ubieram spodnie...
Brakuje jej tylko.. śpiącej tam koło mnie 

Brak wszystkiego jest tylko przyzwoleniem 
By wolne chwile zagryzać myślą o aniele..
Bo szczęście odbiera apetyt, a to jest uczuć cement
A w kwestiach spornych rozwiązać kłotnię śląc komplement

Ona tak pełna życia, młoda niewiasta z gór 
Gdy płatki śniegu opuszczały kłęby chmur 
To poznała, wtedy niczego nieświadoma 
Mężczyznę, co w myśli jego zamieszka Ona 


A dla niego.. Wymarzona, wyśniona dama 
Co od od dawna próbowała być tak traktowana 
Jego plecy jak ściana, umysł jak kłęby pierzy 
W nocy wiatr myśli jego ku góralce dzierży

niedziela, 11 grudnia 2016

Wyrwany z konwencji brutalnego świata
Z chęcią poznania co napędza go
Był zawsze dla siebie, lecz teraz odpłaca
Co było nie mija tylko dodaje moc

Spokojny, samotny, lecz pełen uśmiechu
Powłoka ta gruba, nie wyczujesz lęku
Jak poznać się dał Ci, rzecze bez wykrętów
Wieczorem z kieliszkiem pełen sentymentów

wtorek, 29 listopada 2016

List do S

Zbyt wiele lat, przez życie sam kroczyłem
Zbyt wielu barw, przez chęci brak nie widzę
Te dwa odcienie by w życiu trwać najprościej
Porzucam już, i krzyknę jeszcze głośniej

Oddaj mi wolę !
Oddaj co zabrałaś mi
Chcę znów być wolny!
Bez barier przez życie iść

Zaczęło się , jak zwykle dość niewinnie
Żadnej pociechy, lecz ty zawsze przy mnie
Kochałem Cię bo byłaś inspiracją
Lecz życie z Tobą świadomie to kłamstwo

Nie chcę być sam!
Inaczej nie widzę Cię
Świat twój bez barw
Jeden odcień ma biel..

To tylko stan, nie jesteś mi potrzebna
Każdy szept twój, dla ucha mego brednia
Choć czasem odwiedź mnie, teraz pożegnaj
Nie chcę słuchać, tylko czasem się zagłębiać ..

PS - Zawsze Twój i tylko Twój
http://sennypisarz.blogspot.com/2016/11/list-do-s.html

środa, 23 listopada 2016

Kulminacja

Poznajesz, dotujesz, pomagasz i tak
Doznajesz, oddajesz się, chcesz serca znak
Odchodzi, zapomni, cóż z tego bycia
Już nie chce, odbiera dalszą chęć życia

I dąży do końca niczym głaz w lawinie
Rozpędza, nabiera sił nim zabije
I cofa się nagle, to wina skrupułów
I mija, siła uderza do tłumu

Wnet echo dociera o fakcie smutnym
Straty, zniszczenia, i suchość w studni
Znając przyczynę, dobija błahostka
Brak chęci dopada, by była niemocna




Jak ujarzmić wilka naturę nie wiadomo
Jak znaleźć czterolistną koniczyne, no i po co
Dlaczego taka błoga jest dla ludzi nieświadomość
Kiedy w morzu bzdur każdy pragnie tonąć

Którędy przez las ścieżkę obrać
Za co się przebrać, kiedy chce się pospać
Komu potrzebne, to co ja mam dostać
Jak głupiemu problemowi z klasą sprostać


poniedziałek, 14 listopada 2016

Rzecz o prawie

Po co nam prawa narzucane, jak to pojąć
Czy trzeba uczyć się ich, by żyć prosto
Nienamacalne, nierealne, chcę je dotknąć
Choć władza zapewne zechce mnie połknąć

Zasady moralności, dziesięć przykazań boskich
Koran, Tora, pisane przez proroków prostych
Czy konstytucja, albo lista ludzkich praw; stos ich
Czy muszę wszystko znać, by być legalnie dorosłym ?

Nie rozumiałem nigdy dlaczego alfabet znaków
Potrafi przy normalnym życiu nieraz w kajdany zakuć
Choć bez praw świat chaosu byłby domem, to cóż
Czy ważne by się ograniczać nawet w kwestii słów ?


niedziela, 30 października 2016

Więź

Ci ludzie ciągle starsi
Tych szans mniej wciąż, ostatnich
Tych dni dla siebie ważnych
Ubywa jak tusz z drukarki

Wciąż chcemy o nie walczyć
Chęć domeną odważnych
Choć przez to pełno stratnych
To świat pełen dusz bratnich

Szukamy ich jak opętani
W blasku ciał niebieskich, zakochani...
Na tle gwiazd poniżani
Przez pustkę międzi planetami

Jak dwa bieguny, świata strony
Od siebie odwróceni
Bo choć na krańcach mają głowy
To plecami złączeni

piątek, 21 października 2016

Już brak... mi słów...
Za plecami tyle pięknych snów
Tyle nieudanych własnych prób

Po co było to ?

Już chęć... tam gdzieś..
Wykonuje swoją smętną pieśń
Chce... uciec gdzieś...

Po co chęci te?

Mniej mieć, więcej dać
Tak starałem wybrnąć z zeszłych walk
Mimo to dziś mam porażki smak..

Życie sięga dna...



wtorek, 18 października 2016

Konieczna samotnia



W świecie gdzie największym wrogiem jest cisza
Samotność to najokrutniejsza nisza
Ból odczuwany dawno, powrócił, dzisiaj
Lecz to dusza go zanotuje, nie klisza

Pierw wyczekiwana od lat młodzieńczych
Gdy już blisko niej, chęć tego dręczy
Opierane o nią istnienie niczym na poręczy
By w końcu odbić, gdyż zwyczajnie męczy

Niejeden klęczał, bo bał się być sam
Za dużo przyjął, by coś swego wyznał
Teraz gdy letarg już na dobre go przygnał
Do granic, to przegrał, nie chciał w tym trwać

Uczucie bólu niczym wiertło w czaszce
Dookoła tyle sumień, teraz brak ich, to straszne
Wnętrze produkuje smutek, co zna mnie
Lecz wyrzucić go nie ma gdzie ..

środa, 5 października 2016

#czarnyprotest

Chcą swych praw, które już dostali
Prawo wyboru, nie są rodzicami
Nie zabijać, wybrać, co zrobili sami
Czy to już zło, niszczyć przed narodzinami ?

Ze stosunku dwóch ciał sprawa wynika
Moment konsternacji, strach, coś umyka
Konsekwencje można cofnąć, zwykła logika
Nie chcąc stracić czasu z imprez pamiętnika

Lecz sprawa ta wiedzie o bijące serce
Coś co kochać będzie, może samo pęknie
Nie trzeba przecież brać brzemienia na ręce
Lecz czy to brzemię, czy może coś więcej...

niedziela, 2 października 2016

Minione dni pełne zamieszania
Minione noce nieprzespane przez starania 
Zmiany nawyków, efekt dojrzewania 
Może zapowiedź rychłego przemijania..

Tysiące myśli lecz brak w nich sensu
Sprawy się toczą lecz brak precedensu
Więcej pytań niż rozwiązań, gdzie szukać sensu ?
Gdy teoretycznie wszystko jest, lecz nie na miejscu

Dogłębne rozważania nie dają efektu

wtorek, 13 września 2016

...

Chciałaś rozmowy i nic więcej
Młode serce zwiodło atencję
Wydźwięki czynów to sentencje
Targają duszą, kują w serce

Nie miałem złych zamiarów, zrozum
Pomoc chciałem przynieść przez duszę i rozum
Zapełnić ogniem te rejony mrozu
Odrzucić myśl twą o piątym kole u wozu

Lecz nie pomogło wtedy nic
Twoje źrenice tylko pełne krwi
Duchowa pomoc, moich starań szczyt
Pomocy nie chciał skrzywdzony byt

Uzależniony tak przez chęć pomocy
Zniszczony w głębi, bo nie mam takiej mocy
Co daje wiarę, z łez wyciera oczy
A po tym wszystkim mam wyrzuty... po czym ?

http://sennypisarz.blogspot.com/2016/09/blog-post_1


niedziela, 4 września 2016

Czuć tę błogość, jak nigdy wcześniej
Czuć uczuć ogrom, kiedy wypełnia serce
Mieć w oczach jaśniej, chcieć tylko więcej
Jak wtedy gdy pierwszy raz wzięła moje ręce



wtorek, 30 sierpnia 2016

Spacer

Letni wieczór, przechadzał się bulwarem 
Wsłuchując się w śpiew owadów i wodny pływ
Nic prócz pustki na niebie, śród której gwiezdny pył
Nie chciał się dzielić z nikim swym stanem 

Lecz w głowie pełno pytań, jak co noc 
Nie dają mu zasnąć, płonie od natłoku skroń 
Tak bardzo pragnie już uciec doń 
Ale najpierw chce spotkać umysł ze swobodą 

Nie w interesie jego która już godzina 
Od godzin paru samotnie błąka się zagubiony
Może nie do tego został stworzony
By jego celem życiowym była rodzina..


sobota, 27 sierpnia 2016

Błędny stan

Szelest myśli zatruwa rzecz słyszalna
By zagłuszyć własny problem 
To nie uleczy ran, pogłębia tylko odmęt 
W ranach co pieką niczym od ognia 

Nie daje wyjścia sytuacja niebanalna
Wtem na skróty można zrobić krok 
Tracąć przy tym honor, tchórz ucieka w mrok
I sprawca problemu to ofiara potencjalna 

Kiedy koleje losu odwracają się nagle 
Ten zamęt powoduje krok ku rozwiązaniu 
Kiedyś nienawiść, potem zrozumienie przy słuchaniu 
I wiatr spokojny zaczyna wiać w losu żagle 

Lecz nie uleczy to ran tego co stoi w środku 
Co zawsze pomocną dłoń podał 
Wszystko się zmieni, tylko nieopodal 
Kolejny problem rozwiązany tylko jego wciąż w zarodku

Ostatnie dni dają do myślenia 
I pragnie błogostan czuć 
Pragnie rozwiązać sprawę móc 
Lecz nie spełniają się marzenia 

http://sennypisarz.blogspot.com/2016/08/bedny-stan.html

czwartek, 18 sierpnia 2016

Oderwanie

To proste jak nauka z dobrym korepetytorem
Dusza z ciałem zawsze biegną razem w dal
Jedność pomiędzy nimi to życiowy Graal
Nieszczęścia to wydarzenia igrające z myśli torem

Wtedy czas stworzyć coś, coś niestosownego
By uwolnić myśli ego hen w niebiosa
Kto powiedział, że nie może być deptana rosa
Jeśli ma pomóc to uwolnić coś potężnego

Te racje o oderwaniu się od dni szarości
Dają nam siłę by się wyzbyć strachu
Choćby tańcząc tango, nago, na dachu
Odwaga do udziwnień, jest źródłem w nas radości

Bo zamiast płakać z bólu lepiej ze szczęścia
Maltretować głowę udziwnień ogromem
Byle w kwestii własnego uśmiechu torować drogę
By gdy przyjdzie pora na łzy, to tylko ze szczęścia

sobota, 13 sierpnia 2016

Zbyteczna pewność siebie tworzy w głowie interwały
Zbyt duża doza niepewności da lękowe stany
Marzenia powodują zbytnie oderwanie z życia
A obiektywność w każdym calu bierze sens bycia



piątek, 5 sierpnia 2016

Rozważanie

Skąpana w blasku księżyca chatka
W niej jegomość który sam czeka na sen
W eterze leśnym słychać dzikich zwierząt zew
A w środku w blasku świecy kartka

List pisany czarnym atramentem z kałamaża
Treść nieznana, odbiorca jak zwykle ten sam
Osoba ta mu jest bardzo dobrze znana
Lecz nie wie jak opisać swój wewnętrzny stan

Staje przy okiennicy, swąd świecy łagodzi skroń
Widok tajemniczy skłania do refleksji
Co ma napisać, jak, czy warto pisać doń ?
Skoro póki nie widzi jej to brak wewnętrznej chęci

I płynie, jego myśl niczym górski strumień
Tłumi bieg jego chęć działania
Dlaczego wtedy wyjechał, dziś byłby u niej ?
Dzisiaj zbyteczne sprzed lat starania

I walczy o etykietę człowieka wartego chwili
Wiedząc że do zaoferowania ma nic
No może trochę uśmiechu co czas umili
Dla niego argument ten, jak na wodę pic

Już myśl odpływa ku nirwanie sennej
Lecz ciało musi stworzyć wiadomość
Pisze od serca, by uniknąć cierpień
I spokój ducha osiągnąć co noc

Może to głupie i prostackie zachowanie
Ale jak tu żyć, gdy dylemat odbiera tlen
Dziś zmienił priorytet, odmienił wartościowanie
I lęk przed zmianą odchodzi w głuszy cień...

czwartek, 28 lipca 2016

Dupa rośnie, a serce maleje

Kochanek zastawił swe serce w lombardzie
Po to by patrzeć na nią z winem na werandzie
Nie wie co teraz go boli bardziej
Brak wsparcia, czy przed nim postawione żarcie

Jego fundusz maleje, a ona rośnie w siłę
Chociaż kiedyś planem były tylko wspólne chwile
Na dzień dzisiejszy pozostał niedosyt tylko w sercu
Bo ukochanej umysł już tylko myśli gdzie jest ketchup

A pieniądze z czasem zaczęły się kończyć szybciej
Uwaga zamiast na chłopaku to na wieś drifcie
Nie zezwalała mu nawet na piwo wyjść z życiem
Kiedy sama karkówkę krwistą popijała żywcem

I na żywot swój kazała patrzyć w uwielbieniu
Nie leżał z nią pod drzewem, leżał w jej cieniu
To co czuł zostawia bruzdy na sumieniu
Teraz pyta dlaczego stracił życia sens w oka mgnieniu


https://www.youtube.com/watch?v=SH0ogq22174

wtorek, 26 lipca 2016

Pozamiatane liście z drzew
Kurz osiada na okiennicach
W oddali słychać cichy ćwierk
Wiatr wieje w ciszy na ulicach

Przemierza ją zgraja bez skruchy
Co tylko pragną uśmiech nieść
W dal odlatują wszelkie strachy
Uśmiech ich niesie wspólną treść

By w szczęściu odejść do nirwany
Szkarłatnej niczym rubin królów
Stan ten nigdy nie opisany
kojący, nie znający bólu

Choć to jest tylko krótka chwila
To walka o stan trwała długo
By w ciele znalazła się siła
Wielu płaciło wcześniej drogo

To warte dla nich każdej ceny
Niczym wieczności choćby cień
Tak dla większości na tej ziemi..
Marzeniem przeżyć w szczęściu dzień
W głowie ciaśniej układam każdą myśl,
zagłuszę dziś
Zapierdol mi
Rozwijam taśmy naszych dni, 
krótki film
Zapierdol mi
Nie zawsze było tak
jak chcesz
Nie było ci lżej
Nie miej dla mnie litości

Dawno mnie nie ma
Nie ma 
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma 
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Początków nie pamięta nikt, 
brakuje dni
Zapierdol mi 
Ulatuje lęk, nie czuję nic,
nie czuję nic
Zapierdol mi
Jedną z wielu rzeczy jesteś dziś,
jedną z wielu mi potrzebnych
Ni odpuszczaj tylko bij

Dawno mnie nie ma
Nie ma 
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma 
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie

Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu
Nie biorę nic na ból
nie zapomnij mi,
nie biorę nic na ból ,
nie zapomnij mi.

Dawno mnie nie ma
Nie ma 
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie ma 
Nie ma
Nie zabiorę cię do snu
Nie ratuj mnie
Nie mam więcej zębów do straty
Robisz ze mnie wciąż kawał szmaty
Twarz mam jak po wybuchu granatu
Ból uzależnia, bij do utraty tchu

poniedziałek, 18 lipca 2016

Równowaga

Początkiem układu jest punk zero
Wtedy od początku jest pustka wewnątrz
Absorbcja tego co wokól często staje się pełnią
Kiedy ciało z wszechświatem zamienia się w jedność

Klarowność myśli i mętlik przy problemach
Natura ludzka wybacza niepewność gdy dylemat
Czasem choć błędny powtarza się ten schemat
Niepewność jest słuszna, gdy mało znany nam jest temat

Ciało nie chce nowych doznań doświadczyć
Kiedy równowaga siłę i pewność ma dostarczyć
I cofa się wtedy kreatywności zmysł poznawczy
Tylko przez brak chęci i przekonanie że to wystarczy

A zbiegiem lat, po pościgu za marzeniami
Gdy porzucony cel, się nie zmieniamy
Walka z myślą trwa, co nam dały te blokady
Skoro teraz zamiast żyć..

poniedziałek, 11 lipca 2016

Punkt Widzenia

Z samego rana budzi mucha mnie szukając wrażeń
Jej żywot kruchy, krótki, lecz ma też wiele marzeń
Tak samo komar, co krew spija wprost z mego ciała
Niby denerwuje, lata, a jemu to odpowiada

Jak szukać dalej to czarny kot też się napatoczy
Misterny plan miał, by pech ludziom przynosić?
Nie! Po prostu lubi błąkać się w poszukiwaniu przygód
A jeśli pecha przyniósł? Cóż, może to tylko psikus

Gdy leci chmara ptaków, jedna jest tylko reakcja
To przecież nalot nazistów, ich cel to defekacja
Zniszczenie mienia, zatrucie pokarmów ludzkich
O wielkie nieba, przecież to nie cel jest wróbli !

A sami, przecież mamy też swój rozum własny
Codzienne knucia z perspektywy tego który traci
Nie ważne ile lat wstecz chcemy spojrzeć
Każdy jeśli chce, potrafi celowość dojrzeć

A przecież chcemy żyć ciągle szczęśliwie
Mocząc nogi w oceanie zatruwamy sferę rybie
A samolotem lecąc mamy za priorytet
Dotrzeć prędko, zwierzętom odbieramy życie

Trywializując własne szkodliwe poczynania
Odrzucamy interes środowiska, to nas otumania
Przez głupi egocentryzm łatwo zmienić przekonania
I wpaść w wir zawiści, żalu, bez sensu znajdowania




czwartek, 7 lipca 2016

Odpoczynek

Cały tydzień pracy, na głowie marzeń w brud
Trochę więcej niż problemów, to chyba cud
I przychodzi zasłużony ten wytchnienia dzień
Potrzebny tylko hamak, zakąski i chmiel

Z samego rana niczym na wezwanie kura wstaję
By tę chwilę umilić dopijam wczorajszą zimną kawę
Oh, jest taka gorzka, swym smakiem kusi
Wypiję jeszcze ciepłą, by do żywych wrócić

Tak bez śniadania, bo nie chce mi się siedzieć długo
Wyruszam w świat szukam wrażeń, by zmysły ująć
Wymieszać marzeń sto, potem to w wierszach wysnuć
Trywialny świat paranoików umysł krzyczy : Wyrzuć !

Jestem na miejscu, podziwiam faunę i florę
Już nie dobija nic, zakładam z pragnień korę
Nie umniejszając tu nikomu jestem ponad tym
Tak wiąże świat ukojenie, zamienia myśli w dym

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Szukamy krańca granic

Szukamy krańca granic
Wciąż skacząc myślą z grani
Pozostawiamy przyszłość dla nich
Jesteśmy dalej sami

Krzyknę; Precz z wyjątkami!
Regułę świetnie znamy
Czasem jak pociąg się wykolejamy
Kiedy swój tor zmieniamy

Walcząc o lepszy byt
O większy życia syt
Zbieramy drobny sztych
Cierpimy chcąc tak żyć

Dzisiaj pokażmy kły
Każdy może być zły
Bóg dał nam po to sny
By chęć zamienić w czyn


środa, 15 czerwca 2016

Kawa

Zaczyna każdy dzień uśmiechnięty,
Od dwóch łyków niebiańskiego trunku
Bez niego nie budowałby inżynier wiaduktu
Bo do życia nie miałby chęci

Jeden preferuje na słodko, z nutką mleka
Inny wrzuci parę kropli aromatu czekolady
Następny nie pije, dla zachowania ogłady
Lecz przez to, na wybudzenie dłużej czeka

Piją w samotni i w gronie
Przy rodzinie, kochankach i na służbie
Daje radość ukojenie, myśli rzuca w próżnie
Nadmierne, bo od pomysłów po niej myśl płonie


Od wieków ją opiewają różni wieszcze
Co bez paru kropli nie tworzyli by dzieła
Zarówno od wroga jak od przyjaciela
Po pierwszej filiżance chcesz jej więcej



poniedziałek, 13 czerwca 2016

Wychodze z domu, nie ma znów weny
To dzwonie do komisarza gdzie dziś pijemy
Żubernacja od szesnastej, jak nie ma co robić
Później chore jazdy, pozytywnie #Makłowicz 

Witamy państwa jakie macie plany 
No w sumie żadne jak widzę, zapraszamy
Tak zbi

poniedziałek, 30 maja 2016

Czas wstać, już rano, na kawę mam znów chęć
Kuba Knap pił dwie ja ich pije razy sześć
Dawaj coś zjeść, żołądek potrzebuje żarcia
Kac gigant trzeci dzień, żołądek z syndromem wyparcia

Ogarniam mordę parszywą jak zwykle
Opaska na ręce, ale skąd? nie wiem, przywykłem
Dalej sprawdzam po kieszeniach i znajduje coś na ząb
Trochę kapsli po żubrach, co zawsze cisne w nią

Dalej portfel i z krzykiem o Boże !
jeszcze mam dwa złote czyli nie najgorzej
Napiłbym się piwka więc sprawdzam kapsle dziko
Wygrałeś dwa żubry mówią idź wymień na piwko

Tylko Pytanie jak ja tam dotrę
Spodnie całe brudne, a dotego mokre
A buty, nie chciałbym być na ich miejscu
Więc wychodzę w klapkach bez słów

Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje


Już godzina piąta, minut trzydzieści
Ziomek pyta co za faza, wczoraj wszyscy zeszli
No ale miał flashbeki, to mówi mi dla beki
Jak to ta dziwna laska wali z deski w klubie krechy

My nie bawimy się w to, tu bronek priorytet
Bez spiny czasem wóda i na kebab wypad w weekend
Albo po kiełbe bo jak każdy dobrze wie
Jest nocny otwarty to kiełby na łep dwie

Lecimy grubo szukać wrażeń nocnych
Czasem na kluby, albo domówka z tych akcji prostszych
A jak jest teren suchy, na plener mamy wczuty
I się dzieje wola nieba, jak są na nim chmury

Tu nie pamięta się krzywych akcji
A jak po mordzie lać to przez przypadki krzywych akcji
Sklejona piona, zawsze bo to daje chęć
Żeby wbić i rozjebac na free każdy stage

Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje









wtorek, 17 maja 2016

Ona

Gdy spojrzenie zamienia bicie serca w cichy rytm
Co do jego taktu zatańczy chętnie każda z gwiazd
Podczas pełni nie roni niebo żadnej łzy
Ona leczy swym wdziękiem bolesny życia czas

Jeden promień światła między kosmykami jej włosów
Niczym górski potok pośród skał i krzewów leśnych
Taki czysty, tajemniczy, za to daje zmiany sposób
By od chwil tych gorszych spłynąć wprost do lepszych



sobota, 14 maja 2016

JAk ten zerwany kwiat

Z dala od rzeczywistości i od świata barw
Uważając od dawna, że każda strata to skarb
Używając emocji do swych egoistycznych celów
W głowie składam wersy do przyszłych przemów

Trzeba ważyć słowa, bo zadają ból sumieniu
Lepiej powiedzieć wstawaj, niż jesteś nierób
To nie poprawność polityczna, to prosta zmiana
Która motywuje, nie odbiera chęci sama

W przeciwnym razie uczuć stos jak zerwany kwiat
Pozbywa się życia i odchodzi oderwany w świat
Tak, to nie jest prostą myślą
To żywot po usłyszeniu Idź stąd

I idzie sam w myśla ch snując plany
Troche zabawy, może pomoże bycie pijanym
Albo dawaj kreske, jointa
I tak całe życie oderwany jest przy piątkach




Z drugiej strony drogi obserwuje go kobieta
Piękna, mądra, lecz jak zwykle coś jest nie tak
W jej głowie krzewi się myśl, jestem samotna
Jak płotka oderwana od rzeczywistości co dnia

Nie ma w tym dramatyzmu, to zimna myśl
Chce znaleźć kogoś, kto pomoże mi przez życie iść
Nie chcę modela pragnę bratniej duszy
Która lód mych odczuć przez przebywanie skruszy

Ona szuka emocji, chce być jak inni ludzie
Zakochani, oderwani od problemów w luzie
Lecz nie jak Ci krzywdzący, raczej jak budujący
Tylko oderwanie od stagnacji da ujście emocji

Ucieka więc do pubu za rogiem
Tam są ludzie co zalewają wódką ogień
Na palarni myśl zalewa myśli splifu woń
wolne serce krzyczy głośno, Myśli Toń !




Gentelmen poznał Panią jak co weekend
Zaczyna się rozmowa co by chcieli robić z życiem
Opowiadają później o tym jak tam trafili...
Nagle

piątek, 13 maja 2016

Ciągle gonimy za marzeniem, to marna opcja
Zamiast cieszyć się, żyć pewnie, lecz z duszą chłopca
Zamiast zapijać można przecież pograć w Scrabble' a
A kto chce poimprezować, ma jeszcze czas zagrać

Zamiast czytać w gazetach o polityce
Można wyjść poharatać w gałę, być sportoholikem
Albo jak Ci melancholii wyznawcy
Ruszyć tyłek z ławki i iść do parku patrzyć na kawki

Po co wogóle jest ta dieta nam ciągle
Po czterdziestce i tak zdrowie czy będzie lepsze, wątpie
Korzystam więc z tych usług araba
Co w soboty skraja trochę cholesterolu do kebaba

Wniosek jest prosty, nie wymaga tłumaczeń
Nie chce też by ktoś myślał identycznie, raczej
Pragnę dzisiaj nieść tą dobrą nowinę
Może nie umrę bogaty, ale szczęśliwie


piątek, 6 maja 2016

Wstając dziś rano nie przyjrzałem się odbiciu 
Co to Bartku dzieje się, może nie chcesz więcej luster w życiu?
Wcale nie! Po prostu szkoda marnować czas 
Na glowie który nad głowami łąki pełne ma gwiazd

I wnet są plany lecz wpierw kawy pierwszy łyk
Rano już czekała na stole, to nie jest żaden zgrzyt
Ja lubię zimną, nic mi dnia nie zepsuje
Rozsyłam dzisiaj dobrą aurę, to nic nie kosztuje 

Czas się gotować by obcować z innymi
Tyle w tym świecie bytów, a każdy jest dziwny
Tyle w tym świecie pięknych uśmiechów, proste!
Uśmiechnę się, tylko najpierw chciałbym coś zjeść

Jaj pięć i skwareczki dla smaku, do tego chlebuś
Zjedzone więc nie braknie siły w tym życiowym biegu
Nagle zdaję sobie sprawę i to jest w sumie durne 
Wyszedłbym z domu ale wszystkie spodnie brudne 

czwartek, 5 maja 2016

Żałuję błędów, braku wiary w lepsze dni
Cytuję w głowie niewypowiedziane słowa
Nie ma odwrotu, drugi koniec ma zawsze kij
To skutki bycia innym niż druga osoba

To nie zagwozdka, czy też starożytnych szyfr
Domysłów pełno, taki języka urok
Lecz najtrudniejsze słowa, niby rzekł je gryf
Nie chcąc ich słyszeć, myśl przeżywa półmrok

Nie chcąc godzić się ze zdaniem popadamy w amok
Chcemy dobrze, po co więc swe ego ukazać
Cóż, może lepiej będzie z mym życiem za rok.. ?
Czy ugoda niekorzystna nie zacznie mnie karać ..?

Przykładów setki, rozwiązań wciąż więcej
Serce i rozum wciąż w kłótni po kres dni
Niech rządzi dusza, po coś wokół ich miejsce
By łatwiej witać dni, kolejne zbiory chwil..

W głowie cytuję niewypowiedziane

środa, 4 maja 2016

Coś jest nie tak

Jej twarz pełna radości, nie wymusisz uśmiechu
Choć oczy przeżyły już setki nieszczęść
Ta eteryczna niemoc by zarazić cierpieniu 
I odnaleźć harmonię chce w zachwytu zamęcie 

Zamach na prawdziwość by uniknąć zwierzeń 
Walka by pozór nie ukazał realnego stanu
Mina choć radosna, coś kryje jak przy pokerze
Chcę zaufania, nie dla hazardzistów raju 

Lecz w rozmowie brak jej życia, czegoś było mało
Wyczuwalny w prostym tekście smutek 
Nie chce mówić więc domyślać się pozostało
Coś jest na rzeczy, słowa są jak zbędny rupieć

Staram się mocno choćbym miał zatrzymać czas 
Ona już wie że tej sprawy nie odpuszczę 
Bez zaufania nigdy nie ma "nas"
Wszak ważny dla mnie jej tylko szczery uśmiech 

piątek, 29 kwietnia 2016

Daremny trud

Zdenerwowany tragarz, mknie przez leśną ścieżkę
Biegnie, pragnie zdążyć by zastąpić w mieszku powietrze
Nogi już bez sił, dech zapiera ciężar, wizja nieszczęść
Niesie informację co przypadnie nie podana w mieście

A w centrum miasta wrzawa, gdzie podziewa się owy człowiek
Czyżby zginął, czy też uciekł, jak on się zowie?
Nie wiedzą nic, a domysły zbywają sen z powiek
Ileż może być warty nieznany człowiek ...

Już prawie tam dotarł, ekscytacja eskaluje z chwilą
Gdy wita horyzont, cel już to nie droga do nikąd
Podwojone siły dają ukojenie, nagłe myśli zwodzą
Cel jak kat dla ciała, smaga plecy ochotnika

Już jest przy bramach, uśmiech gości na twarzy wędrowca
Myśli po co to było, cały trud, co za to dostał.. ?
Przekazał wieść lecz nie poznał wieści tej do końca
I po co ten trud, gdy po sprawie niesmak w myśli został ...

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Salceson z konia

Słowa pisane

Słowa z liter, litery z tuszu, tusz z sadzy
Do miłosnych podszeptów i sprawowania władzy
I nawet w medycynie do wydania recept
Potrzebny by notować gdy żywotu kretes

Lecz jaką ma moc, to dzieło człowieka 
Co czyni, że wszędzie używany po wiekach 
Jak sprawczą moc spełnia w wyznaniach 
I czy potrzebny, czy zwodzić ma zamiar

Słowo pisane, choć multum ma układów
Jedna litera, a zmienia sens znaków
Łatwo zwodniczy, pozbawiony tembru
Jedynie instynkt dodaje krzty sensu

I jak ocenić kto ma rację w liście 
Przecież istotą jest się porozumieć 
Zaufać, czy rzucić zwodniczą naturę ?
I porozmawiać, wyrzucić krzyk chórem..

niedziela, 24 kwietnia 2016

Myślałem nad, gdy zrozumiałem że zbyt wysoko
Marzyłem chciałem, kiedy czyn był największą mocą
Błądziłem boso, zamiast biec po co chcę, po co ?
Tak miesza uczuć okrąg, w stadium zwanym samotnią.

Wciąż to pochłaniam, durne myśli i tysiące słów
Marne wydźwięki rozmów, miny skłóconych głów
W tym stadzie dążeń jak pelikan w gnieździe mądrych sów
Brak bratniej duszy co wysłucha cierpień, powie "mów"

Fizyczna niemoc choć jutrznia wróży spraw poprawę
Walka mentalna co jest słuszne w biegu po nirwanę
Tysiące bodźców a wyraźne są jak kurz na trawie
Jeśli nie teraz, to kiedy sobie lepszy żywot sprawię


wtorek, 5 kwietnia 2016

Niedocenione piękno marnowane przez niewiastę
Która uśmiech figlarny i szczery śle rozmówcy
Oczy błękitne, choć zmęczone przez myśli własne
Lecz to charakter w jej pięknie gra rolę przywódcy

Cierpliwa lecz uparta, cechy te objawieniem
Kochliwa, jak każda nie splamiona dusza
Też stonowana niczym arcydzieła cienie
Łatwo ją zranić, lecz to raniący cierpi w katuszach

I jak to pojąć te kobiece niebiańskie rysy
Charakter czysty, nie splamiony złem powszednim
Bez zahamować jeśli o sercowych sprawach mowa

Może jest wybawieniem dla biegnącym za niczym
Nie godny człowiek co chce przekonać ją do bredni
Brakuje mi jej, bo to jedyna taka osoba


Dla Pauliny, której mi brakuje <3

niedziela, 27 marca 2016

Piękny słoneczny dzień, natura budzi się
Tylko gatunek ludzki mentalnie w zimowym śnie
Ptactwo wraca z wakacji, trawa rośnie prędko
Topniejący górski śnieg czyści rzeczną wodę mętną

Śpiew ptaków wieszczy koniec mrozów
Natura spod kołdry chłodu przystępuje do rozpłodu
Za pożywieniem gonitwa, ucieczka z mgły goryczy
Bo gorzkie myśli kują gdy natura tak milczy

I znów gonitwa za co lepszym dniem
Dłuższe chwile, bo słonecznych było mniej
Rozpromienione również stają się myśli
Bo każda zmiana zawsze czyni wśród myśli czystki


czwartek, 24 marca 2016

Wciąż szukamy genezy bytu
Szukamy odpowiedzi wśród mitów 
Niszczymy tradycje pradawnych druidów
By pilnować nowego jak kogut w kurniku

Wśród odpowiedzi szukamy ukrytych słów 
Czy warto żyć godnie, czy jako łowca głów
Oczekujemy tych proroczych pięknych snów 
By zaraz czytać przyszłość z propagandy mediów 

Nieumiejętnie błądzimy jak kret w błocie 
Nasza percepcja ślepo próbuje dociec 
Co ważne, co marne, jak dobrze mieć rój pociech 
Tracimy ważny czas, tracimy chęć i moce 

Zamiast piastować tron losu niczym Hammurabi
Tłoczymy w innych odgórne życia zasady 
Wprawiamy się w takie życia stany 
Że tracimy człowieczeństwo jak trzeźwość pijany 

poniedziałek, 21 marca 2016

Nosimy pod skórą glify, runy przodków

Nosimy pod skórą glify, runy przodków
Które sprawiają że życie nasze to sala tortur
Lub też do absolutu szczęścia konwój
A pozbyć można się ich jedynie w ogniu

Wyznajemy wiele bóstw, czy słusznie
Czy istnieją, a może tylko w myśli pustce
Lub sztucznie wymyślone przez przywódców ludu
Nieważne, do granic pokonania czasem trzeba cudu

I daje go nam, głębokiej wiary stan
W dokonania lub możliwość lepszych zmian
Albo też cele, których dookoła tak wiele
Różne są, pieniądze, miłość, przyjaciele

A my wciąż brniemy tam, po co ?
By myśli dały ukojenie ciału nocą
Lecimy na skrzydłach weny do celu
Niesieni pasją wszyscy, dotrwa niewielu...

środa, 16 marca 2016

Zapominamy o dziecięcym szczęściu, jesteśmy dorośli

Niematerialne, a jednak widoczne żniwo
Zbierane przez czas, który ostrzy kosę żywo
Zapominamy co  tak naprawdę jest celem 
Podczas gdy tracimy dużo, wolimy zyskać niewiele

Gardzimy już dźwiękiem głosu, bo mamy wiadomości
Zapominamy o dziecięcym szczęściu, jesteśmy dorośli
Ale czy dorośliśmy, czy tylko tak się zdaje
Niematerialnie zagubieni pośród tego co nie powiedziane 

Szukamy poradników jak być szczęśliwym 
Jedni piją i tańczą, inni hobbystycznie łowią ryby 
Kto dziś pamięta o uciechach ciepłych spojrzeń
W czasach gdzie to tylko pieniądz jesteśmy w stanie dojrzeć 

Nie nasza wina, tak napędza się ten świat od wieków
Kiedyś wieś była wolna, dziś pościg zza miasta kresu
Nie ma gdzie uciec, a jak jakimś cudem jesteś wolny
To wszystko spych, z powrotem, do niewoli

Jak zyskać wolność, bo to szczęście jest w głębszym znaczeniu
Trzeba postawić czoła zgoła ludzkiemu uzależnieniu
Żyć chwilą, z wiatrem, rozpostrzeć skrzydła duchowości
Bo gdzie niby szukać szczęścia jeśli nie ...


czwartek, 10 marca 2016

Kolejny piękny dzień

Za oknem szaruga, wstęgi dymu łopocą na wietrze
Nieśmiało promyk światła gładzi mur przy rzece
Frywolny śpiew ptaków pieśń w eter niesie
W oddali mgła powstaje, zaczyna się gdzieś w lesie

Mały robaczek wraz z rodziną w ziemi zbiera prowiant
Jakiś drapieżnik patroluje jego przestrzeń, zobacz
On też odczuwa całą mistyczność, jest od dawna ponad
On chce żyć by z życia czerpać, a nie tylko by zjeść obiad

Matka natura pilnuje tam tylko równowagi wśród swych tworów
Nie można jej przeszkadzać, wszystko dla ogółu dobra
Dla jednych istot musi przybrać postać wręcz potwora
Aby dla innych dzień stał się pięknym bez upiorów

A człowiek, nawet jego losy nie są tak zawiłe
Coś kieruje poczynaniem, kto zna tę siłę
Żyjemy w harmonii zachowajmy choć trochę ufności
Bunt przeciw losowi nie czyni z nas dorosłych

wtorek, 8 marca 2016

...

Nie korzystał z jej słabości do komplementów
Za dużo przeszła, by chciał ją zwodzić
Oszukany wcześniej w każdym z życia segmentów
Pragnie najszczersze uczucie w niej zrodzić

Kupuje kwiaty, pomaga w codziennych trudach
Niewypowiedziane słowa utrwalają więź
Cieszy go jej uśmiech na ustach
Bo pewny jest, że to niesie w przestrzeń eteryczną pieśń

Mijają dni, tygodnie odkąd się poznali
On pewny że to szczere trzyma ich razem
Otoczenie utrzymuje ich na doznań fali
Gdy nagle pęka w środku, chce jej wyznać prawdę

Nie pisał nic, wiedział gdzie ją spotka tego dnia
Gotowy mówić co mu serce na język rzuci
I widział ją już, ona przemierza skwar
Niestety z innym, nie wiedział że go to tak osłupi

Zerwali kontakt, tak z dnia na dzień mniej z nim rozmawiała
On chciał najlepiej dla niej, mimo jej związku
I choć pewnego dnia z tym mężczyzną zerwali
Za trudnym było udawać że znów wszystko jest w porządku


środa, 2 marca 2016

Uwolnij się

Chodź podaruj mi czas, tak wiele go masz
To droga po kraj, słana prze rój gwiazd
I wiele jest szans by zmienić coś w nas
Tak potrzebny czas, tak potrzebny czas...

Pójdź ze mną nie zważając na cierpienie
Pędź niczym liść na wietrze porzuć ziemskie istnienie
I ufaj swym instynktom, one uwalniają głębie
Żyj w zgodzie z pragnieniem, to twoje ja przecież

Gdy widzisz uśmiech odwzajemniaj to uśmiechem
Mały gest, a szczęście niesie przecież
Nie martw się niespełnionym swym pragnieniem
Wielu ludzi ich nie spełnia, masz ich jeszcze wiele

I pragnij co rusz, drogi pełnej róż
I ufaj co rusz, za rogiem rój dusz
Niech nie przeminie to, a jeśli, no cóż..
Kolejny dzień tworzy poprzednich dni kurz.

sobota, 20 lutego 2016

Sen

Nie ma już reakcji między synapsami
Ociężałe ciało nie chce robić nic
Zaraz stan, w którym duch rozmawia z Bogami
I wie jak kroczyć przez życie by ominąć Styks

Nieświadomie jęczy już sumienie
Oddaj się błogo, daj odpłynąć tam
Czy taki sens ma każdego istnienie?
A może po prostu taki sens ma ten stan

Jednakże tam marzenia się spełniają
Nocna mara kołysze serce niczym hamak
Stan ludzi samotnych którzy w nim kochają
Albo aktorstwo myśli, które tworzą dramat

To wszystko w jednym i bez wyrzeczeń
Jedyna ścieżka, którą każdy kroczy
Pełna jest bólu, strachu i podnieceń
Ale pozwala od rana spojrzeć prawdzie w oczy

czwartek, 18 lutego 2016

Wiara

Z brązu wylany stał, dumnie oczy cieszył
Przedstawiał praojca, by serca pokrzepić
Nienazwany przedwieczny, drogowskaz dla ślepych
Zawsze w głębi serca, każdy z nim przez wieki

Lecz nadszedł dzień końca ery, nie był nam potrzebny
Co dawniej w modlitwie, dziś nie ma odbicia
Gdzie zawsze uciekać, już nie ma pokrycia
A wielu przy starym zostało, duch zawsze jest wierny

Ostali przy praojcu, ku zdziwieniu ludu
Uśmiechem twarz swą słali, brak w tym obłudy
Co krok wciąż bliżej celu, nawet jak rok chudy
To była motywacja, napęd dla tych ludzi
Bo zawsze warto wierzyć, to serce mniej trudzi.

sobota, 13 lutego 2016

Dobro i zło

Czymże jest dobro i zło, jak nie wymysłem
Nie ma wyborów które nie są trafne 
Tylko dla opinii innych popełniamy gafę
A etyka to zbiór reguł, które są krytyczne

Mówiąc że czynie dobro, mam na myśli moją sprawę
Dla innych to tylko antagonistyczny fakt
Jeśli choroba jest zła, na przykład rak 
To cieszy ludzi gdy umierają zbrodniarze 

A może droga życia, to jest tak trudny temat
Dążenie zawsze przysparza wyborów 
Można podążać przecież ścieżką bez honoru 
A w głębi serca wypełniać najznakomitszy schemat

Więc co jest teraz słuszne?
Czy dane nam prawo oceniać?
Niegrzecznym jest od nurtu odbiegać
Ale karmimy dążeniem tylko własne dusze...

Historia zakochanego Ivana

Wieczór mijał pod znakiem spotkania
Ivan już biegł by zobaczyć piękną
Niestety na nic jego starania
Maria nazwała zaloty biedaka brednią

On zrozpaczony rzucił bukiet zerwanych kwiatów
Ręce się trzęsły, łzy pokryły piach
Huragan myśli wiercił spętanego ze strachu
Uczuć otchłań, bieny Ivan zaliczył krach

Całe tygodnie osiągał nirwanę pijąc
Nie jadł za wiele, czasami nic
Do czasu gdy skończył mu się pieniądz
Marzył o jednym; by przestać być

Okrutny los, czy jego brak wiedzy o związkach
Co zawiniło, nie wiedział nikt
Nie skończył dobrze, jak bohater w książkach
Orszak niebiański głosi, iż uleciał w pył

czwartek, 11 lutego 2016

Na scenie kroczy w swej roli sam...

Słów pianista otworzył notatnik
Życie pisze pieśń w nim bez słów
Samotne serce tylko wybija takty
Fakty broczą marzenia, nie pamiętają snów

Tylko myśl i dotyk jego dłoni
Poznają pismo, choć w nim liter brak
W kulminacyjnym punkcie płynie pot ze skroni
W rozwianym sercu brak czasu na antrakt

Wokół jest pełno różnej maści charakterów
Nie znają pragnień, cierpień i przemyśleń
Przydzielona przez los rola nie ma celu
Kończy się akt, gdy jednego dusza pryśnie

Pyta o cel, lecz brak mu odpowiedzi
To zagubiony byt w krainie wiecznych zmian
Na horyzoncie brak punktu który coś zmieni
Na scenie kroczy w swej roli sam...


Zapraszam do polubienia, jeśli komuś przypadło do gustu:

https://www.facebook.com/sennypisarz

poniedziałek, 8 lutego 2016

Samotność to nie stan, to obojętność
Gdy w życiu celu brak
Każdy chce być z kimś a ja
Krocze ku upadku mając pewność

Od dna nie da się odbić
Chyba że spotka się duszę
Bratnią, która uczuć ciszę
Przegna, i zacznie uczuć uczyć

Lecz nie mam pewności czy warto tego szukać
Jeśli długo brak tropu to może brak tego
Niczym biegnąc po lesie, nie warto gonić niczego
A bez kroku do celu próżnie wyników wymagać


Na usługach tajemnej siły

Niepohamowana chęć bliskości 
Tylko ona i on, nic więcej, nic ponad 
Żaden kierowany uczuciem nie wyznaje monad 
Dla zakochanych więcej jest ludzkości

Dlaczego wstają rano i myśl tylko jedna 
By spotkać, pisać, utulić to drugie 
Żyć dla tego, by mieć te chwile długie 
Lecz chęć ta hamulców nie ma, jest bezczelna 

Choć bez planów pół życia, teraz to jak rytuał 
Szkoda przegapić choćby najkrótszy moment
I by do życia nie wkradł się sentyment 
"Bo przecież mogliśmy być wtem przy sobie.."

Z niewiedzą co kieruje duszą zakochanych
Tego nie było, ta pewność objawiła się nagle
Coś musi istnieć, pewna siła rodzi bez ponagleń 
Chęć bycia duetem, choćby w świecie samych

sobota, 6 lutego 2016

Konkluzja

Wyszedł, zostawił mieszkalny parcel
Stwórca grunt ten zgotował
Rozmyślając czy warto w życiu mieć cel 
Demona i anioła do głowy przywołał 

"Potrzebny mi cel, by dążyć doń! "
Skroń pokrył pot, co myśl znaczył
I spojrzał w miejsce gdzie stoi słoń
Rodzinę ma by dla niej walczył 

Jednak nie było tej damy przy sercu 
"Jaki teraz mam obrać cel? "
Był niczym samotny krzew agrestu 
Myśl opięła jego ciało, jak cierń

Wtem przemówił diabeł, mówił by żyć sielanką 
Anioł za to nastrajał ku ascezie 
Wiedział dobrze że cel to być z wybranką 
Gdyż waga dążenia niepomierzalna przecież..

piątek, 5 lutego 2016

Ja sam nie wiem co jest najważniejsze

W oczekiwaniu na zawieruchę
Zapominamy czym kieruje się chaos
Spokoju trzeba, jak księżyca na noc
Choć czasem on odwraca się

Nie prosto mówić nam jest o pragnieniach
To tylko pseudo zachcianki z serca
A gdyby można tak było przestać..
I żyć życiem własnym ale z pustką w sercach?

Czy była by to kolejna z dróg wierzeń
Gdzie to człowiek sam sobie panem
Gdzie zdrada to nic takiego, normalne
I monotonia to jedno jest z głównych zamierzeń

A może tak nie myśleć w ogóle o bycie
Zająć się sferą swą czysto duchową
Nie robiąc nic, czy będę czysty duchowo ?
... a może już jestem na duchowym szczycie

Lecz to nie problem, bo każdy ból istnienia znosi
Jeden cierpi przez materialną zapaść
Drugi nie ma w kim się zakochać
Jeszcze inny czuje sens gdy go sen zaprosi

Zapominamy tylko o trudnych tematach
Rozmowa dawno stała się przeżytkiem
Zajęci tylko doczesnym przybytkiem
Nie uwzględniamy innych w naszych sprawach

Ja sam nie wiem co jest najważniejsze
Dzieło jak dzieło, to dziecko twórcy
Lecz nie wiem po co mi istnienie w sercu hucpy
Czy może warto odejść, poznawać przeznaczenie... ?

List

Czerń płynu w filiżance 
Dwa palce w uchu kubka 
Na stole cerata ze sztucznego płótna 
I grom słów napisanych na kartce 

"Nie mamy szansy już"
Ostatnia spowiedź przed kochankiem 
"Słowa tłumaczeń nieprzydatne, 
Niechaj w opiece ma Cię Anioł Stróż" 

Wulkanu emocji wybuch 
Ciężkie działa los toczy nad ranem 
Przestaje być oczywiste że obu razem żyć pisane 
Mentalność w chwil parę zamieniona w puch 

Dlaczego, czy warto było, kiedy
Wszystkie błędy pragnie umysł odkryć 
Czy to jest kara i trzeba ją odbyć 
By stanąć po tym dumnie jak Teby

W szwach postrzępione resztki sił 
Filiżanka opada jak grad 
A zaraz po niej jegomość zbladł 
I padł, gdyż dla jednej żył...

wtorek, 2 lutego 2016

Tajemnica

Nie oprze się jej nawet cesarz
Największej jest wartości 
Kto słucha, słyszał nieraz 
Nie lubi nowych gości 

I godzi serca wiotkie 
Kradnie nerwy ze stali 
Zmienia aksamit w szorstkie
Chowanie jej się chwali 

Opiewali nieliczni 
Docenić każdy musiał 
Mówiono o niej wszystkim 
Nielicznym ostała w duszach

Jest ostoją harmonii 
Konfliktów wszystkich matką
Jawić jej nie przystoi
Dla wielu wciąż zagadką...

Mroźna historia

Za oknem zawierucha
Zakleszczony świat w matni mrozu
Szaleje mróz, nie gołąb grucha
Wszystko do koła jeńcem tego kołchozu

Potyczka między tym co dusi ciepło
Cierpkie wszystko co słodkim było
Jedynie jeden bez ogniska domowego jęknął
Zaraz tu zginę, nie mam już szansy na cuda

Po jego licach płyną łzy
Krew wolniej zdaje toczyć serce
Lecz nie jest zły
Czy Bóg cierpienia jego nie chce więcej... ?

Złożył pokornie dłonie; "Boże przepraszam..
..Nie jestem godzien twojej łaski "
Uczucia tego nikt nie zna sam
Póki śmierć nie zdejmie materialnej maski

poniedziałek, 1 lutego 2016

Partia szachów z losu panem

Kolejny dzień rozgrywki, partia szachów z losu panem
Rozgrywając ją co dnia czuję się jakbym poznał karmę
Gdzie każdy ruch mści się za błędy nieubłaganie
Lecz jeśli nic nie zagram, wtedy stracę panowanie

Codziennie mam myśli jak stworzyć w grze przełom
Nie ma to przełożenia na me losy, znów odczuwam niemoc
Skutkuje to tylko stratą kilku atutów, więc padnę
A gra nie rozpocznie się od nowa, gdy znajdę się na dnie

I patrze na dnie co przede mną i po co ta cała zabawa w me życie
Bo można poświęcić się pracy, zostawić wszystko, to nie podoba mi się
Jak każdy co wygrał raz szukam spełnienia
By osiągnąć jakiś cel nim przykryje me truchło ziemia

Niełatwo jest, bo wizje bytu by żyć najprościej
Objawiają się w oszczędzianiu, ja nie chcę żyć wciąż w poście
Mówiąc o sprawie dosadnie, w jednym zdaniu już kończę
Nie chcę żyć biedak w ubóstwie, bo nie po to dorosłem

sobota, 30 stycznia 2016

Po co nam przykład

Po co nam przykład, do naśladowania odmienny byt
Każdy chce być inny, gdy sam duchowo już osiąga szczyt
Pragnie nowości, lecz po co powtarzać znany algorytm
I szuka bliskości, a w niej przeciwieństwa by zderzyć się z nim

Szuka też prawdy, bo wiedza to władza której każdy pragnie
Po co więc kłamać, gdy tylko mieszamy swe myśli w tym bagnie
Nie wszystko to dramat, a dramaturgię daje każdy dech
Wnet myśli jak granat, rozsadza od wewnątrz mieszając weń krew

Tornado myśli, w nim każdy bezsilnie chce czasu na wybór
To sprawa trudna chociaż dla wielu to wymóg
Po co to wszystko, bez zastanowienia wciąż brniemy wgłąb myśli
A może pora odsapnąć, może bez tego w umyśle będziemy czyści

To nie sprawa łatwa, im mniej widzimy tym więcej jest w głowie
Nie sprawa to życia, choć czas mamy póki żywot kończy człowiek
Nie też akceptacji, choć akceptujemy co mówi ktokolwiek
To sprawa duchowa gdy myśl chce cokolwiek



Nie wiem sam

Intelekt bez miary, nic nie łączy z granicami
Nikt nie jest prosty, nawet ci ustatkowani
Czymże jest wybór, to morze z możliwościami
Brak drugiej opcji to logicznie oś czego nie znamy

Nigdy nie pomogła wola, zawsze była efektem rozmyślań
Myślenie nagłos nakłoniło miliony do wyznań
Ktokolwiek myślał, zawsze miał dookoła milion wyzwań
I oto rodzi problem się, którą drogę najprościej wybrać

I czy istnieje w ogóle coś takiego jak dobra droga
Jeśli ktoś pragnie jednego dla drugiego to jest strata sroga
Odwrotnie sytuacja zawsze będzie przeciwna do dobra
Więc czy można to rozważać w ramie walki zła i dobra

Ilu idealistów, tyle ich filozofii
Ilu artystów tyle spojrzeń co kulturę złoci
Ile sprzeciwów tyle zawsze głosów za
To perspektywa która zawsze mówi;- Nie wiem sam

środa, 27 stycznia 2016

O kamień z serca

Codzienne starania, masa wyrzeczeń
Chory pościg za nieosiagalnym szczęściem
Brak skrupułów byle tylko miejsce mieć wieczne
W końcu czasu, który to nastąpi wreszcie

Od dawien dawna trwa walka o złote runo
Była bariera toteż mury musiały runąć
Były cnoty toteż wyzbyć trzeba ich wkrótce
Aby uzyskać swe chwile przy drugiej połówce

Wszakże po co nam ten pościg po miłość
Skoro nienawiść prostsza bądź zawiść
Każdy miejsca szuka to sprawa niezmienna
Gdzie mógłby odstawić swój kamień z serca

sobota, 23 stycznia 2016

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce

1. Leje wódę, biore grzdyla
W żyłę walnę krokodyla
Na stoliku, feta błyszczy
Każdy wciągnie coś co czyści
Do klubu wchodzę bez kolejki
Bramkarzom płacę za sort grecki
Przyjmuje krechę, parkiet skanuje 
A tam mój dealer już zarobek czuje

Refren:

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce
Rano zamiast kawy krecha 
Tak się bawi w klubie klecha

2. Szepnęła do mnie, jestem na głodzie
Po kresce widzimy się w kiblu na lodzie
Stawiam jej mefke, ona to wciąga 
Na wystrzeloną totalnie wygląda
Na parkiet wbijamy na pełnym lansie,
Wciągnęliśmy wszystko, a jeszcze chcą lasie
W jej oczach już widzę dwa złote lampiony,
Wyczuła już we mnie że dealer ponaglony

Refren:

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce
Rano zamiast kawy krecha 
Tak się bawi w klubie klecha /4x

środa, 20 stycznia 2016

Prawdziwym dziś stanem jedynie wkurwienie
Zakamuflowane pod postacią wzroku jak u kobiet cienie
Słaby horror lśnienie , chcesz wrażeń beze mnie
Rozpierdole głową mur gdy ciało ma przeżyć cierpienie

Dokoła tylko proste sprawy zawsze są dwie opcje
Dwie ścieżki jak na stole choć te są wszak mi obce
I grube akcję nocne po co hamować duszy koncert
Jak jesteś duży dusza zawsze ma dla ciebie koncept

sobota, 9 stycznia 2016

Zdenerwowanie

Dobija niczym głód na pustyni człowieczeństwo
Każdy ruch, to jak nóż w plecy dopchany pięścią
Informacje przyswajane, lecz nie przyswajane z treścią
Stan jak każdy inny, psychika już wkracza w szaleństwo

Niełatwo pozbyć się myśli, że to ukartowany spisek
Jakby do klatki z kurami wprowadzony był głodny lisek
I podkopuje morale, gdyż stan ten przerywa ciszę
Dookoła empatyczne stany błagają o spokój, niszę

Lecz nie pomaga nic brak panaceum w świecie
Każdy nowy bodziec to jak żar na młodej kobiecie
Dziecinny czar; antagonistyczny stan jest przecież
Prężenie by się go pozbyć działa tu jak pręgierz

Wypowiedziane zostało, krzywdę każdy myślą wyznacza
Bo dusza ze światem i ciałem w tym stanie moralnego kaca
Do tego świat dobija każdą cząstką, dobija każda praca
Czyżby brak działań, może do normalności nawraca

I nic ucieczka nie daje, duszy nie koi co znane
Wydaje się że w tych chwilach tylko Szatan jest Panem
I kończy się ten stan, dusza jak ciało po karnawale
Uświadomione obiekcje, gdy w końcu jest już po szale...

czwartek, 7 stycznia 2016

.

Zawiesił wzrok, a jego dusza wzniosła się ponad
Słuchać chciał głosu rozsądku, lecz ten dawno skonał
Ciszy też już nie było, zawsze szum gdzieś w oddali
Leniwie odpalając papierosa w wierszu twór boski chwali

Obiekt pożądania jest niezwykle złożony, to jest dla niego proste
Choćby lat setki studiował naturę ową, wyjdzie z nijakim wnioskiem
Ta tajemnica podnieca i ku zdziwieniu w duchu stwierdza
Owy twór pragnienia jest celem, a do zdobycia jest twierdza

Po jego oczach widać, że nie wierzył w marne słowa nigdy
Sam do konkluzji dążył, nie brał życia na niby
Los własny znał, a co dalej będzie pragnął pojąć
Nie stojąc przy uznanych racjach, co umysły koją

Tak oto narodził się wieszcz co ukojenia szuka we śnie
Najpierw katując się by nie spać by odpłynąć błogo wreszcie
Samotnik, czarna owca, tak zwany był przez duszę
Nie cierpiał z ludżmi bywać, po to sam został z tuszem

I zaczął pisać wreszcie, co owocuje tylko w setki liter
Drugą tożsamość gdzie ciało swe określa namiestnikiem
Byle to przeżyć i opoewać jak najgłośniej da się w słowach
Nie poznasz go po czynach, oczach, a tym bardziej słowach...