Lewa kieszeń, w kieszeni tylko portfel jest
W drugiej telefon, klucze i papierosy
Telefon dzwonił, dziś cisza, wciąż ten niedosyt
Że inną ścieżką podążając mogłem więcej mieć
I brak już zmartwień, kłótni i głupich rozmów
Została cisza, co pcha w me serce sztylet
Lubiłem słuchać jej, dziś pełna jest szyderstw
Nie doprowadza też do serca bodźców
Staję się zimny, nieufny i wyrachowany
To nie definicja, a wręcz zaprzeczenie
Oddałem serce by spełnić marzenie
Dziś owoc uczucia jest sfermentowany
wtorek, 28 marca 2017
niedziela, 26 marca 2017
Chciałem być wzorem bo byłaś dla mnie czymś więcej
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem
Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę
Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu
Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem
Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę
Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu
Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność
wtorek, 7 marca 2017
Dajesz jej serce, wyciskasz krwawicę swą
Jej tylko wierny co do targania duszą ma broń
Pragniesz spokoju, choć częściej krzyczysz przez złość
Że ile możesz z siebie dać to zawsze marna ilość
i nagle.. ucichnie brzmienie serca
Rytm bębnów tego mięśnia ucichnie..
Bo w końcu pęknie, gdyż nie ma w nim dla nikogo miejsca
A kiedyś było, lecz za dużo przetrwał ciśnień
Na horyzoncie przepaść, tragedia
Gdzie plącze nogi nad urwiskiem smutek
Dla niej to tylko kolejna komedia
W której to jeden aktor pada trupem
Jej tylko wierny co do targania duszą ma broń
Pragniesz spokoju, choć częściej krzyczysz przez złość
Że ile możesz z siebie dać to zawsze marna ilość
i nagle.. ucichnie brzmienie serca
Rytm bębnów tego mięśnia ucichnie..
Bo w końcu pęknie, gdyż nie ma w nim dla nikogo miejsca
A kiedyś było, lecz za dużo przetrwał ciśnień
Na horyzoncie przepaść, tragedia
Gdzie plącze nogi nad urwiskiem smutek
Dla niej to tylko kolejna komedia
W której to jeden aktor pada trupem
Subskrybuj:
Posty (Atom)