Piękny słoneczny dzień, natura budzi się
Tylko gatunek ludzki mentalnie w zimowym śnie
Ptactwo wraca z wakacji, trawa rośnie prędko
Topniejący górski śnieg czyści rzeczną wodę mętną
Śpiew ptaków wieszczy koniec mrozów
Natura spod kołdry chłodu przystępuje do rozpłodu
Za pożywieniem gonitwa, ucieczka z mgły goryczy
Bo gorzkie myśli kują gdy natura tak milczy
I znów gonitwa za co lepszym dniem
Dłuższe chwile, bo słonecznych było mniej
Rozpromienione również stają się myśli
Bo każda zmiana zawsze czyni wśród myśli czystki
niedziela, 27 marca 2016
czwartek, 24 marca 2016
Wciąż szukamy genezy bytu
Szukamy odpowiedzi wśród mitów
Niszczymy tradycje pradawnych druidów
By pilnować nowego jak kogut w kurniku
Wśród odpowiedzi szukamy ukrytych słów
Czy warto żyć godnie, czy jako łowca głów
Oczekujemy tych proroczych pięknych snów
By zaraz czytać przyszłość z propagandy mediów
Nieumiejętnie błądzimy jak kret w błocie
Nasza percepcja ślepo próbuje dociec
Co ważne, co marne, jak dobrze mieć rój pociech
Tracimy ważny czas, tracimy chęć i moce
Zamiast piastować tron losu niczym Hammurabi
Tłoczymy w innych odgórne życia zasady
Wprawiamy się w takie życia stany
Że tracimy człowieczeństwo jak trzeźwość pijany
poniedziałek, 21 marca 2016
Nosimy pod skórą glify, runy przodków
Nosimy pod skórą glify, runy przodków
Które sprawiają że życie nasze to sala tortur
Lub też do absolutu szczęścia konwój
A pozbyć można się ich jedynie w ogniu
Wyznajemy wiele bóstw, czy słusznie
Czy istnieją, a może tylko w myśli pustce
Lub sztucznie wymyślone przez przywódców ludu
Nieważne, do granic pokonania czasem trzeba cudu
I daje go nam, głębokiej wiary stan
W dokonania lub możliwość lepszych zmian
Albo też cele, których dookoła tak wiele
Różne są, pieniądze, miłość, przyjaciele
A my wciąż brniemy tam, po co ?
By myśli dały ukojenie ciału nocą
Lecimy na skrzydłach weny do celu
Niesieni pasją wszyscy, dotrwa niewielu...
Które sprawiają że życie nasze to sala tortur
Lub też do absolutu szczęścia konwój
A pozbyć można się ich jedynie w ogniu
Wyznajemy wiele bóstw, czy słusznie
Czy istnieją, a może tylko w myśli pustce
Lub sztucznie wymyślone przez przywódców ludu
Nieważne, do granic pokonania czasem trzeba cudu
I daje go nam, głębokiej wiary stan
W dokonania lub możliwość lepszych zmian
Albo też cele, których dookoła tak wiele
Różne są, pieniądze, miłość, przyjaciele
A my wciąż brniemy tam, po co ?
By myśli dały ukojenie ciału nocą
Lecimy na skrzydłach weny do celu
Niesieni pasją wszyscy, dotrwa niewielu...
środa, 16 marca 2016
Zapominamy o dziecięcym szczęściu, jesteśmy dorośli
Niematerialne, a jednak widoczne żniwo
Zbierane przez czas, który ostrzy kosę żywo
Zapominamy co tak naprawdę jest celem
Podczas gdy tracimy dużo, wolimy zyskać niewiele
Gardzimy już dźwiękiem głosu, bo mamy wiadomości
Zapominamy o dziecięcym szczęściu, jesteśmy dorośli
Ale czy dorośliśmy, czy tylko tak się zdaje
Niematerialnie zagubieni pośród tego co nie powiedziane
Szukamy poradników jak być szczęśliwym
Jedni piją i tańczą, inni hobbystycznie łowią ryby
Kto dziś pamięta o uciechach ciepłych spojrzeń
W czasach gdzie to tylko pieniądz jesteśmy w stanie dojrzeć
Nie nasza wina, tak napędza się ten świat od wieków
Kiedyś wieś była wolna, dziś pościg zza miasta kresu
Nie ma gdzie uciec, a jak jakimś cudem jesteś wolny
To wszystko spych, z powrotem, do niewoli
Jak zyskać wolność, bo to szczęście jest w głębszym znaczeniu
Trzeba postawić czoła zgoła ludzkiemu uzależnieniu
Żyć chwilą, z wiatrem, rozpostrzeć skrzydła duchowości
Bo gdzie niby szukać szczęścia jeśli nie ...
czwartek, 10 marca 2016
Kolejny piękny dzień
Za oknem szaruga, wstęgi dymu łopocą na wietrze
Nieśmiało promyk światła gładzi mur przy rzece
Frywolny śpiew ptaków pieśń w eter niesie
W oddali mgła powstaje, zaczyna się gdzieś w lesie
Mały robaczek wraz z rodziną w ziemi zbiera prowiant
Jakiś drapieżnik patroluje jego przestrzeń, zobacz
On też odczuwa całą mistyczność, jest od dawna ponad
On chce żyć by z życia czerpać, a nie tylko by zjeść obiad
Matka natura pilnuje tam tylko równowagi wśród swych tworów
Nie można jej przeszkadzać, wszystko dla ogółu dobra
Dla jednych istot musi przybrać postać wręcz potwora
Aby dla innych dzień stał się pięknym bez upiorów
A człowiek, nawet jego losy nie są tak zawiłe
Coś kieruje poczynaniem, kto zna tę siłę
Żyjemy w harmonii zachowajmy choć trochę ufności
Bunt przeciw losowi nie czyni z nas dorosłych
Nieśmiało promyk światła gładzi mur przy rzece
Frywolny śpiew ptaków pieśń w eter niesie
W oddali mgła powstaje, zaczyna się gdzieś w lesie
Mały robaczek wraz z rodziną w ziemi zbiera prowiant
Jakiś drapieżnik patroluje jego przestrzeń, zobacz
On też odczuwa całą mistyczność, jest od dawna ponad
On chce żyć by z życia czerpać, a nie tylko by zjeść obiad
Matka natura pilnuje tam tylko równowagi wśród swych tworów
Nie można jej przeszkadzać, wszystko dla ogółu dobra
Dla jednych istot musi przybrać postać wręcz potwora
Aby dla innych dzień stał się pięknym bez upiorów
A człowiek, nawet jego losy nie są tak zawiłe
Coś kieruje poczynaniem, kto zna tę siłę
Żyjemy w harmonii zachowajmy choć trochę ufności
Bunt przeciw losowi nie czyni z nas dorosłych
wtorek, 8 marca 2016
...
Nie korzystał z jej słabości do komplementów
Za dużo przeszła, by chciał ją zwodzić
Oszukany wcześniej w każdym z życia segmentów
Pragnie najszczersze uczucie w niej zrodzić
Kupuje kwiaty, pomaga w codziennych trudach
Niewypowiedziane słowa utrwalają więź
Cieszy go jej uśmiech na ustach
Bo pewny jest, że to niesie w przestrzeń eteryczną pieśń
Mijają dni, tygodnie odkąd się poznali
On pewny że to szczere trzyma ich razem
Otoczenie utrzymuje ich na doznań fali
Gdy nagle pęka w środku, chce jej wyznać prawdę
Nie pisał nic, wiedział gdzie ją spotka tego dnia
Gotowy mówić co mu serce na język rzuci
I widział ją już, ona przemierza skwar
Niestety z innym, nie wiedział że go to tak osłupi
Zerwali kontakt, tak z dnia na dzień mniej z nim rozmawiała
On chciał najlepiej dla niej, mimo jej związku
I choć pewnego dnia z tym mężczyzną zerwali
Za trudnym było udawać że znów wszystko jest w porządku
Za dużo przeszła, by chciał ją zwodzić
Oszukany wcześniej w każdym z życia segmentów
Pragnie najszczersze uczucie w niej zrodzić
Kupuje kwiaty, pomaga w codziennych trudach
Niewypowiedziane słowa utrwalają więź
Cieszy go jej uśmiech na ustach
Bo pewny jest, że to niesie w przestrzeń eteryczną pieśń
Mijają dni, tygodnie odkąd się poznali
On pewny że to szczere trzyma ich razem
Otoczenie utrzymuje ich na doznań fali
Gdy nagle pęka w środku, chce jej wyznać prawdę
Nie pisał nic, wiedział gdzie ją spotka tego dnia
Gotowy mówić co mu serce na język rzuci
I widział ją już, ona przemierza skwar
Niestety z innym, nie wiedział że go to tak osłupi
Zerwali kontakt, tak z dnia na dzień mniej z nim rozmawiała
On chciał najlepiej dla niej, mimo jej związku
I choć pewnego dnia z tym mężczyzną zerwali
Za trudnym było udawać że znów wszystko jest w porządku
środa, 2 marca 2016
Uwolnij się
Chodź podaruj mi czas, tak wiele go masz
To droga po kraj, słana prze rój gwiazd
I wiele jest szans by zmienić coś w nas
Tak potrzebny czas, tak potrzebny czas...
Pójdź ze mną nie zważając na cierpienie
Pędź niczym liść na wietrze porzuć ziemskie istnienie
I ufaj swym instynktom, one uwalniają głębie
Żyj w zgodzie z pragnieniem, to twoje ja przecież
Gdy widzisz uśmiech odwzajemniaj to uśmiechem
Mały gest, a szczęście niesie przecież
Nie martw się niespełnionym swym pragnieniem
Wielu ludzi ich nie spełnia, masz ich jeszcze wiele
I pragnij co rusz, drogi pełnej róż
I ufaj co rusz, za rogiem rój dusz
Niech nie przeminie to, a jeśli, no cóż..
Kolejny dzień tworzy poprzednich dni kurz.
To droga po kraj, słana prze rój gwiazd
I wiele jest szans by zmienić coś w nas
Tak potrzebny czas, tak potrzebny czas...
Pójdź ze mną nie zważając na cierpienie
Pędź niczym liść na wietrze porzuć ziemskie istnienie
I ufaj swym instynktom, one uwalniają głębie
Żyj w zgodzie z pragnieniem, to twoje ja przecież
Gdy widzisz uśmiech odwzajemniaj to uśmiechem
Mały gest, a szczęście niesie przecież
Nie martw się niespełnionym swym pragnieniem
Wielu ludzi ich nie spełnia, masz ich jeszcze wiele
I pragnij co rusz, drogi pełnej róż
I ufaj co rusz, za rogiem rój dusz
Niech nie przeminie to, a jeśli, no cóż..
Kolejny dzień tworzy poprzednich dni kurz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)