Lubię mieć krew na rękach
Gdy w piersi brakuje tchu
Do łokcia mieć czerwony rękaw
I kocham przy tym źrenic ból
Nie mogąc dostarczyć tlenu
Szarpie organizm się, drży
Tak jakbym więcej już nie mógł
Lecz serce krzyczy, bij...
Pierwsza bariera ominięta
Jak nigdy, wnet nowej siły rzut
Tętno wysokie, lecz moja Mekka
Jest tam gdzie wieńczy się trud
Lecz nie o szał, upór, czy chęć
Ano potrzebne są bez zdań dwóch
Psychicznie zabijam, odganiam precz
Leczy mnie ból, zagłuszając puls
Po co bariery pokonać ?
Po co więc pragnąć, .. być bardziej ?
Nie łatwiej prosto się oddać ?
Czyż tak żyć skromnie nie łatwiej ?
Najłatwiej zdechnąć samotnie
Po latach samych wyrzeczeń
Lecz gdy czasem brnę w entropię
To brak porządku jest szczęście
środa, 31 maja 2017
piątek, 26 maja 2017
Jestem Zimny jak lód, zanika puls
Ochładzam organizm alkoholem znów
Później zanika z tym ból
Eskaluje natura, która sprawia trud
Dzikie stany wywołane traumą
Kości dziś gumowe, pewnie znasz to
Tętno podwyższone, będzie manto
Na mieście każdy wie sza po ba zdrajcom
Opada kurtyna na wieczornych traktach
Czuję się jak Ra, wdzięczy się kleopatra
Podchodząc psuje mi imersje typ
Krzyczy za mną ktoś ej chodź się bić
Lecz zanim zdąże sprawdzić kto tak głupi jest
To kto inny mylnie odczytuje jego gest
Niczym tygrysa wiedzie go czysta agresja
Krwawe wieczory, no a tłum pragnie mięsa
Ochładzam organizm alkoholem znów
Później zanika z tym ból
Eskaluje natura, która sprawia trud
Dzikie stany wywołane traumą
Kości dziś gumowe, pewnie znasz to
Tętno podwyższone, będzie manto
Na mieście każdy wie sza po ba zdrajcom
Opada kurtyna na wieczornych traktach
Czuję się jak Ra, wdzięczy się kleopatra
Podchodząc psuje mi imersje typ
Krzyczy za mną ktoś ej chodź się bić
Lecz zanim zdąże sprawdzić kto tak głupi jest
To kto inny mylnie odczytuje jego gest
Niczym tygrysa wiedzie go czysta agresja
Krwawe wieczory, no a tłum pragnie mięsa
czwartek, 25 maja 2017
Nadzieja
Po paru dniach odcięcia od szumu pieśni
Spokój jest przerwany wiadomością
Że ten co wersy od serca chce kreślić
Może się zmierzyć z nieznaną chorobą
Nie ból, nie smutek, a horyzont zdarzeń
Ratuje ogranicza i daje czas dla myśli
Bo choć w sercu rój pragnień
To zmiany następują, ale nie po raz pierwszy
Ograniczenie, sztuczny twór ludzki
Mentalność wyprowadza w bezmiar
Gdyż nieuniknione zdarzeń skutki
Mogą być krokiem do wielkich przemian
Spokój jest przerwany wiadomością
Że ten co wersy od serca chce kreślić
Może się zmierzyć z nieznaną chorobą
Nie ból, nie smutek, a horyzont zdarzeń
Ratuje ogranicza i daje czas dla myśli
Bo choć w sercu rój pragnień
To zmiany następują, ale nie po raz pierwszy
Ograniczenie, sztuczny twór ludzki
Mentalność wyprowadza w bezmiar
Gdyż nieuniknione zdarzeń skutki
Mogą być krokiem do wielkich przemian
środa, 24 maja 2017
Dominuje strach przed nieodkrytym
Wszystkie wady zamieniam w przybyty
Brak doświadczeń daje zmysł dziki
Mam siłę jak szaman z Afryki
Jak badam bit, to nigdy formy zaniki
Ogólnie w drodze tylko po wyniki
Nie kalkuluje, choć liczyć lubie sporo
Czy to się opłaci, dowiem się jak dowiodą
Tak to jest kiedy siłą chęć poznania
Nie absorbcji lecz lepszego wykonania
Jak wjade na bibe to pęknie
Jak wjade na freestyle to nieźle
Jak skończy się dinx to donieście
Po trupy wyślijcie karetke
I dajcie mi jeszcze setke
I po co to przepić, no weź że
Opala się suka to chęć jest
By podejść i skoczyć na deskę
Ta
Melo zawsze jak po staremu
Ekipa pijanych ludzi refrenu
Podbitki nie w klubie a do bangerów
By piło się miło przyjacielu
Jak zaczynam pić no to flex jest
I podaj i podaj kolejke
I liter i liter i liter tu pęknie
Na drugi dzień #hannah baker
Spokojnie crunky sambit
Ćwiczyć
Spokojnie crunky sambit
Ćwiczyć
poniedziałek, 22 maja 2017
Trap o blaschaq
Pobudzeni przez specyfiki
Gonią niczym małpy z Afryki
Nie walą po nosach tylko pod bity
Reszta ekipy im robi podbity
Taaa To jest opcja rozkurw
Dawaj ten bit i morda po prostu
Jak czegoś nie kumasz no to sie odsuń
Po prostu odsuń
Jak z chłopakami jest freestyle po polsku
Tu plny na alko z zarobków
Tu nawet geesu nie trzeba a wnioski
Wysuń po bitwie bo lecą już zwrotki
tak jak ahonen do dwakapięć
Pierwsze na temat po cztery pięć
Później trzydzieści by pleść tę treśc
No a po bitwie następna jest
https://www.youtube.com/watch?v=ttmweGjADqI
Gonią niczym małpy z Afryki
Nie walą po nosach tylko pod bity
Reszta ekipy im robi podbity
Taaa To jest opcja rozkurw
Dawaj ten bit i morda po prostu
Jak czegoś nie kumasz no to sie odsuń
Po prostu odsuń
Jak z chłopakami jest freestyle po polsku
Tu plny na alko z zarobków
Tu nawet geesu nie trzeba a wnioski
Wysuń po bitwie bo lecą już zwrotki
tak jak ahonen do dwakapięć
Pierwsze na temat po cztery pięć
Później trzydzieści by pleść tę treśc
No a po bitwie następna jest
https://www.youtube.com/watch?v=ttmweGjADqI
niedziela, 21 maja 2017
Z wolna, leniwie, cicho szepce mi zefir
Blask słońca otacza me ramiona i szyję
By działać, do życia dzisiaj popchnął mnie zenit
Lecz jaki mam cel skoro i tak z wolna ginę
Nie o przemijaniu, lecz meandrach tej myśli
Gdzie do podstaw człowieczeństwa prowadzi bodziec
Więc do czego potrzebny jest mi ogranicznik
Własną myślą eskaluję szczęście w sobie
Blask słońca otacza me ramiona i szyję
By działać, do życia dzisiaj popchnął mnie zenit
Lecz jaki mam cel skoro i tak z wolna ginę
Nie o przemijaniu, lecz meandrach tej myśli
Gdzie do podstaw człowieczeństwa prowadzi bodziec
Więc do czego potrzebny jest mi ogranicznik
Własną myślą eskaluję szczęście w sobie
piątek, 19 maja 2017
Oczy zmęczone jak ziomki pod nocnym
Powód wypadów na nasz squot prosty
Puste butle tu jak martwe zarodki
bo każdy niewypał to pomysł bezpłodny
Oczy pijane jak ekipy budowlane
Co czteropak od rana, nietrzeźwy na śniadanie
Pijane jak od rana ekipy na spontanie
Co kleją w paczce bity na zawołanie
Oczy zjarane jak plecy przez słońca promień
ulotną uciechą akcja bongo zapalniczka płomień
bo siedzi sam dziś miał siedzieć koło niej
lecz wybrała wypad w miasto ale z nim to nie
oczy kalibrują niczym zoom w aparacie
dziwna myśl idzie bóg, lepiej zmów pacież
te wszystkie trzy stany są w dwóch źrenicach
Przechadzka nocą to po naszych ulicach
Spojrzenie wywołąne jest nostalgią
Wzrok wiedzie mgła, błędnik, brak go
a nogi tu do rytmu niby disco polo
Ważne że na nich stoi wraz ze swą swawolą
Przypomina się praktyka przy bruku
gdzie starczyło śniadanie mu do nastuku
Później cały dzień, drzewa dają cień
Szef o tym wie, lecz tu każdy taki dzień
I wcześniejsze hulanki z przyjaciółmi
Kiedy każdy na drinka odpowiadał zrób mi
Piękne dziewczyny i dobrzy kumple
Czasem bójki ale klimat uldzie
Tak natrafił na ekipę z miasta swego
W sumie co się dziwić, tu jeden zna drugiego
też z zajawką na rap jak większość grona
A dzisiaj znoiszczony, wyszedł na jednego brona
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Xrenice przekrwione przez jamajskie rytmy
Oczy czerwone niby z pomocą brzytwy
uśmiech na twarzy lecz czy szczery, przejrzysty
powód tej urzywki dla każdego oczywisty
Odmienny stan, świat wiedziony bocznym torem
lecz czy te myśli nasze czy cudze ? chore
Ulotna uciecha gdy odpala się by dym zatlić wnet
jeden, drugi trzeci, teraz taki bieg
wszystko przez odrzucenie od niewiasty
Miał plan wyjść lody park kupić jej vansy
następnie na kolację gdzie stolik przy kapeli
Rytmy ekwadoru jak tej pamiętnej niedzieli
jej plany jak sinusoida się zmieniły wcześniej
jest u koleżanki na studiach w innym mieście
najpierw wino później duża na średnim cieście
ma czas tylko dla siebie by szaleć nareszcie
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Czy to kamera termowizyjna, czy żywy typ
Leci jakaś melodia, jego głowa bije rytm
zęby zaciśnięte, pełne w nich strumienie krwi
I nie wie czy on steruje czy sterują nim
po paru dłuższych wciągniętych jest niepokonany
choć nie jest za ciężki to z bara czołg przestawi
Ktoś wiedzie z a nim wzrokiem, niech chyli czoła
Wiedzie go za bóstwem a to nie ta droga
Szybko trzeba działać, bawić się walczyć
Ciało pobudzone pragnie chwycić za fraki
choć wcześniej z kumplem leciały sześciopaki
wieczorem tulipany rozdaje tak dla draki
Tej nocy nie zaśnie lecz nie przez myśl długą
Jak posypali pierwszą, to później dali drugą
Stan majestatyczny, gdzie ta endorfina jest ułudą
A portfel jak brzuch bez jedzenia schudnął
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Powód wypadów na nasz squot prosty
Puste butle tu jak martwe zarodki
bo każdy niewypał to pomysł bezpłodny
Oczy pijane jak ekipy budowlane
Co czteropak od rana, nietrzeźwy na śniadanie
Pijane jak od rana ekipy na spontanie
Co kleją w paczce bity na zawołanie
Oczy zjarane jak plecy przez słońca promień
ulotną uciechą akcja bongo zapalniczka płomień
bo siedzi sam dziś miał siedzieć koło niej
lecz wybrała wypad w miasto ale z nim to nie
oczy kalibrują niczym zoom w aparacie
dziwna myśl idzie bóg, lepiej zmów pacież
te wszystkie trzy stany są w dwóch źrenicach
Przechadzka nocą to po naszych ulicach
Spojrzenie wywołąne jest nostalgią
Wzrok wiedzie mgła, błędnik, brak go
a nogi tu do rytmu niby disco polo
Ważne że na nich stoi wraz ze swą swawolą
Przypomina się praktyka przy bruku
gdzie starczyło śniadanie mu do nastuku
Później cały dzień, drzewa dają cień
Szef o tym wie, lecz tu każdy taki dzień
I wcześniejsze hulanki z przyjaciółmi
Kiedy każdy na drinka odpowiadał zrób mi
Piękne dziewczyny i dobrzy kumple
Czasem bójki ale klimat uldzie
Tak natrafił na ekipę z miasta swego
W sumie co się dziwić, tu jeden zna drugiego
też z zajawką na rap jak większość grona
A dzisiaj znoiszczony, wyszedł na jednego brona
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Xrenice przekrwione przez jamajskie rytmy
Oczy czerwone niby z pomocą brzytwy
uśmiech na twarzy lecz czy szczery, przejrzysty
powód tej urzywki dla każdego oczywisty
Odmienny stan, świat wiedziony bocznym torem
lecz czy te myśli nasze czy cudze ? chore
Ulotna uciecha gdy odpala się by dym zatlić wnet
jeden, drugi trzeci, teraz taki bieg
wszystko przez odrzucenie od niewiasty
Miał plan wyjść lody park kupić jej vansy
następnie na kolację gdzie stolik przy kapeli
Rytmy ekwadoru jak tej pamiętnej niedzieli
jej plany jak sinusoida się zmieniły wcześniej
jest u koleżanki na studiach w innym mieście
najpierw wino później duża na średnim cieście
ma czas tylko dla siebie by szaleć nareszcie
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Czy to kamera termowizyjna, czy żywy typ
Leci jakaś melodia, jego głowa bije rytm
zęby zaciśnięte, pełne w nich strumienie krwi
I nie wie czy on steruje czy sterują nim
po paru dłuższych wciągniętych jest niepokonany
choć nie jest za ciężki to z bara czołg przestawi
Ktoś wiedzie z a nim wzrokiem, niech chyli czoła
Wiedzie go za bóstwem a to nie ta droga
Szybko trzeba działać, bawić się walczyć
Ciało pobudzone pragnie chwycić za fraki
choć wcześniej z kumplem leciały sześciopaki
wieczorem tulipany rozdaje tak dla draki
Tej nocy nie zaśnie lecz nie przez myśl długą
Jak posypali pierwszą, to później dali drugą
Stan majestatyczny, gdzie ta endorfina jest ułudą
A portfel jak brzuch bez jedzenia schudnął
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
https://www.youtube.com/watch?v=HGXGye8e3us
sobota, 13 maja 2017
Uzależnieni od swych sztuczych problemów
Chęć poznawania spleciona z chęcią przemian
I choć mówimy o tym, jesteśmy pokoleniem niemów
Bo wyrzucając część, chowamy dalej bezmiar
Ucieczka najprostszym i najlepszym kontrastem
Gdy grupa ludzi się spotyka by przelewać płyny
Czasem to kawa, alkohol, niekiedy spotkanie za miastem
By znaleźć oderwanie, coś na kształt rodziny
Lecz tutaj również ten sam cykl przeżyć
W pogoni za szczęściem, nie chcemy uciec
Swoje urojone problemy są gdzie ma ich nie być
Bo na rozwój pracujemy, a drogę ścielimy trupem
W końcu każdego pochłania praca
Brak zrozumienia tych co byli razem
Lecz piękny moment gdy ktoś nagle wraca
I widać że teraz dom jest jego uciech filarem
Chęć poznawania spleciona z chęcią przemian
I choć mówimy o tym, jesteśmy pokoleniem niemów
Bo wyrzucając część, chowamy dalej bezmiar
Ucieczka najprostszym i najlepszym kontrastem
Gdy grupa ludzi się spotyka by przelewać płyny
Czasem to kawa, alkohol, niekiedy spotkanie za miastem
By znaleźć oderwanie, coś na kształt rodziny
Lecz tutaj również ten sam cykl przeżyć
W pogoni za szczęściem, nie chcemy uciec
Swoje urojone problemy są gdzie ma ich nie być
Bo na rozwój pracujemy, a drogę ścielimy trupem
W końcu każdego pochłania praca
Brak zrozumienia tych co byli razem
Lecz piękny moment gdy ktoś nagle wraca
I widać że teraz dom jest jego uciech filarem
piątek, 12 maja 2017
Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
Nakręca cie z ameryki flow
Tych acodinów już overdose
Za sobą mentalnie spaliłeś most
A bit ma pizgać i być sztos
Za to walisz tylko nosy
Równasz się do cosa nostry
Nie miałbyś dup gdyby nie siostry
Rymy drewniane jak po dębowym mocnym
Co ci da to przedstawienie
Stylówa z getta, mentalne więzienie
Do domu na północ na każde skinienie
A świat piękniejszy gdy wyłączysz sumienie
Braa
Tak to widze gdy cie mijam
Stylówka twoja jak sb maffija
Teksty jak byś się rapu nie imał
A pierdolisz że byś coś z trapu wydał
Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
I masz swą pasje
muzyka muzyka no bo to rap jest
Chcesz mieć złoto lecz brak geltu
Nie możesz rozwijać sie bez sprzętu
Bujasz do bitów kendrika sie
Klasyka na bitach a sarsa ssie
Tylko rap i to organiczny
Wszystko co inne to ogranicznik
A praca twe ręce kaleczy
Nie będziesz pracował za śmieci
Ojciec nie stawia bo widzi żeś leń
Rzuci dwie dychy gdy błagasz jak bej
Na melo to pato i piona wariatom
I koksy i wódy i kwasy tam trzasnom
Ty z chłopakami nie bierzesz nic
Choć byś chciał to potrzebny kwit
Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
Ten bit ma pokazać jakie żeś łajno
Pokazać jaka jest twoja marność
Nie chcesz być jak kumple z ławki
Co piwo i gibon, ty gonisz rapsy
Lecz pojęcie mylne, bo byle dzieci
Więdzą że nie wystarczą tylko chęci
A jedno to mówić inne w to brnąć
Ja pożytkuję energie ze wsząd
Pisze codziennie linijek po dwieście
Co zapisane to chwale się w mieście
Pod koniec roku tomik wypuszczam
Będzie sold out do grudnia
I lece jak boeing 737
Lat mam człowieku dwadzieścia jeden
I pierdole trendy, zajawki i kluby
Senny pisarz a k a gruby
https://www.youtube.com/watch?v=YWrTCMJPNdE
https://www.youtube.com/watch?v=q5-8_wghB-Y
https://www.youtube.com/watch?v=OFRLJFI1dQY
Ale nie masz hajsu
Nakręca cie z ameryki flow
Tych acodinów już overdose
Za sobą mentalnie spaliłeś most
A bit ma pizgać i być sztos
Za to walisz tylko nosy
Równasz się do cosa nostry
Nie miałbyś dup gdyby nie siostry
Rymy drewniane jak po dębowym mocnym
Co ci da to przedstawienie
Stylówa z getta, mentalne więzienie
Do domu na północ na każde skinienie
A świat piękniejszy gdy wyłączysz sumienie
Braa
Tak to widze gdy cie mijam
Stylówka twoja jak sb maffija
Teksty jak byś się rapu nie imał
A pierdolisz że byś coś z trapu wydał
Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
I masz swą pasje
muzyka muzyka no bo to rap jest
Chcesz mieć złoto lecz brak geltu
Nie możesz rozwijać sie bez sprzętu
Bujasz do bitów kendrika sie
Klasyka na bitach a sarsa ssie
Tylko rap i to organiczny
Wszystko co inne to ogranicznik
A praca twe ręce kaleczy
Nie będziesz pracował za śmieci
Ojciec nie stawia bo widzi żeś leń
Rzuci dwie dychy gdy błagasz jak bej
Na melo to pato i piona wariatom
I koksy i wódy i kwasy tam trzasnom
Ty z chłopakami nie bierzesz nic
Choć byś chciał to potrzebny kwit
Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
Ten bit ma pokazać jakie żeś łajno
Pokazać jaka jest twoja marność
Nie chcesz być jak kumple z ławki
Co piwo i gibon, ty gonisz rapsy
Lecz pojęcie mylne, bo byle dzieci
Więdzą że nie wystarczą tylko chęci
A jedno to mówić inne w to brnąć
Ja pożytkuję energie ze wsząd
Pisze codziennie linijek po dwieście
Co zapisane to chwale się w mieście
Pod koniec roku tomik wypuszczam
Będzie sold out do grudnia
I lece jak boeing 737
Lat mam człowieku dwadzieścia jeden
I pierdole trendy, zajawki i kluby
Senny pisarz a k a gruby
https://www.youtube.com/watch?v=YWrTCMJPNdE
https://www.youtube.com/watch?v=q5-8_wghB-Y
https://www.youtube.com/watch?v=OFRLJFI1dQY
wtorek, 9 maja 2017
Porannne
Poranny budzik wstał chwilę później
Za oknem brzask wnet przywita mnie
Choć bliżej lata, to o ciepło trudniej
Jedyna nadzieja w braku szronu na szkle
Pierwsze pąki kwiatów majowych
Kołyszą się z wolna, bez werwy
Poczęły się śpiewy ptaków zbudzonych
O dziwo ten dźwięk koi nerwy
Kawa zbyt ciepła, odczekam ...
Dym smaga podniebienie i krtań
Przeszywa ból, niby nóż w żebrach
Lecz nie przeszkadza, bo ze mną od lat
W głowie pustka, czysta próżnia idei
Ciało wybudza się, w całości lekko kołysze
Czy tak się czują ludzie spełnieni ? ...
Pytanie wieńczy naparu łyk, przerwał ciszę.
Za oknem brzask wnet przywita mnie
Choć bliżej lata, to o ciepło trudniej
Jedyna nadzieja w braku szronu na szkle
Pierwsze pąki kwiatów majowych
Kołyszą się z wolna, bez werwy
Poczęły się śpiewy ptaków zbudzonych
O dziwo ten dźwięk koi nerwy
Kawa zbyt ciepła, odczekam ...
Dym smaga podniebienie i krtań
Przeszywa ból, niby nóż w żebrach
Lecz nie przeszkadza, bo ze mną od lat
W głowie pustka, czysta próżnia idei
Ciało wybudza się, w całości lekko kołysze
Czy tak się czują ludzie spełnieni ? ...
Pytanie wieńczy naparu łyk, przerwał ciszę.
niedziela, 7 maja 2017
Przybrani bracia siostry i reszta stada
Co zawsze pod telefonem zgraja
Dziś trzeba lecieć w opór, tak do rana
Na drugi dzień kac i ta sama opcja grana
Miną nam dni i minie też chęć by
Wydawać hajs i być razem wierz mi
Zostanę sam i wiem to już od lat paru
Że choćby z kimś to fnał jest bez pucharu
Skończą się akcje ekipy zajawki
Pociąg do siebie by oderwać się od matni
Choć zagubieni odnajdziemy sensu część
Lecz samotnie, gdyż przemijamy jak chęć
Nie chowam urazy i nie będę, ręczę
Bóg mi świadkiem me szczescie pierwsze
Choć ciężka głowa a znam przyszłość
To teraz kto przy mnie to zapewnia bliskość
https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI
Teraz mam pracę, projekty, rozterki
Zaczynam rozwijać się bez fuszerki
Kiedy lecę w tango to nigdy nie sam
Choć często brak chęci to serce dam
Tak już mam od wielu lat samotności
Kiedyś zagubiony dziś w drodze do dorołości
Nie ma sensu chlać jeśli szansą odwyk
Jeśli szansa chcę moje życie odbyć
Naturą przemijania są zakończenia
Niby tyle zmian, a to tylko część istnienia
Marzę tylko o tym by wnieść swe marzenia
Na ten etap gdzie nie wychodzę do nich z cienia
Nie brać pełną garścią, a brać by rozdać więcej
Innym razem się zakochać by jej oddać serce
Jeśli cząstkę dasz to ja oddam więź Tobie
Która podsycę przemijaniem swym jak płomień
Niekiedy kawa papieros i tyle
Wystarcza by wyciągnąć z serca sztylet
Nigdy nie są to rozmowy, zrozum
Kiedy zagubiony tłumaczy inny rozum
Nie pragnę być za rękę ciągnięty w przód
Kiedy brak hamulców, w roztargnieniu ból
Podczas gdy prowadzi ktoś do celu
To nie jest mój cel a jednego z wielu
Żyjemy synergicznie niczym atomy tlenu
Tworzymy połączenia tworząc tlenki czemu?
Jak to jest że tak prosta myśl mnie trapi
Kiedy sam tlen też występować potrafi
To nie jest bit dla terapii, raczej chillu
Zastanów się ilu jak ty na ziemi ilu ?!
Może postaraj się nieraz samego siebie zrozumieć
Bo życie to sztuką której nie trzeba umieć
Co zawsze pod telefonem zgraja
Dziś trzeba lecieć w opór, tak do rana
Na drugi dzień kac i ta sama opcja grana
Miną nam dni i minie też chęć by
Wydawać hajs i być razem wierz mi
Zostanę sam i wiem to już od lat paru
Że choćby z kimś to fnał jest bez pucharu
Skończą się akcje ekipy zajawki
Pociąg do siebie by oderwać się od matni
Choć zagubieni odnajdziemy sensu część
Lecz samotnie, gdyż przemijamy jak chęć
Nie chowam urazy i nie będę, ręczę
Bóg mi świadkiem me szczescie pierwsze
Choć ciężka głowa a znam przyszłość
To teraz kto przy mnie to zapewnia bliskość
https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI
Teraz mam pracę, projekty, rozterki
Zaczynam rozwijać się bez fuszerki
Kiedy lecę w tango to nigdy nie sam
Choć często brak chęci to serce dam
Tak już mam od wielu lat samotności
Kiedyś zagubiony dziś w drodze do dorołości
Nie ma sensu chlać jeśli szansą odwyk
Jeśli szansa chcę moje życie odbyć
Naturą przemijania są zakończenia
Niby tyle zmian, a to tylko część istnienia
Marzę tylko o tym by wnieść swe marzenia
Na ten etap gdzie nie wychodzę do nich z cienia
Nie brać pełną garścią, a brać by rozdać więcej
Innym razem się zakochać by jej oddać serce
Jeśli cząstkę dasz to ja oddam więź Tobie
Która podsycę przemijaniem swym jak płomień
Niekiedy kawa papieros i tyle
Wystarcza by wyciągnąć z serca sztylet
Nigdy nie są to rozmowy, zrozum
Kiedy zagubiony tłumaczy inny rozum
Nie pragnę być za rękę ciągnięty w przód
Kiedy brak hamulców, w roztargnieniu ból
Podczas gdy prowadzi ktoś do celu
To nie jest mój cel a jednego z wielu
Żyjemy synergicznie niczym atomy tlenu
Tworzymy połączenia tworząc tlenki czemu?
Jak to jest że tak prosta myśl mnie trapi
Kiedy sam tlen też występować potrafi
To nie jest bit dla terapii, raczej chillu
Zastanów się ilu jak ty na ziemi ilu ?!
Może postaraj się nieraz samego siebie zrozumieć
Bo życie to sztuką której nie trzeba umieć
sobota, 6 maja 2017
Zacznijmy to od łyku naparu
Teraz kartka długopis i waruj
Na spokojnie bo wbijam z pasją
By wylecieć z tym bitem na miasto
Zwroty zostały już zapisane na smartfon
Teraz cypher i każdy wie co grane #rapYo
Nie mów nigdy że ma cie nie być
Najwyżej będziesz w komisji #macierewicz
Czasem lubie pizgać beat pod oldschool
Póżniej trap chill funk, po polsku
Jak nie ma co pić to też wjadę po żydowsku
By zrobić na bitwach im auschwitz kotku
Wjeżdza ziom, słychać tylko ra ta ta
Nawija że w niemczech ma teraz bra ta ta
Pora na blanta, taki freestyle life
Pali splif się nam, płynie bit jest high
Ale nie o to dzisiaj chodzi #rapsy
Wjechał dejv, kodeiny król i panczy
Zaraz będzie bitwa jak 2-7 #teheran
Można zawsze ponawijać tylko majk daj nam
https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI
https://www.youtube.com/watch?v=RTT-kF619FE
Warszawski desz Krakowski skwer
Zakopiański bazar kolumbijski śnieg
Meksykański bej Sombrero jej
Holenderski ehhh.. i piwko też
Teraz kartka długopis i waruj
Na spokojnie bo wbijam z pasją
By wylecieć z tym bitem na miasto
Zwroty zostały już zapisane na smartfon
Teraz cypher i każdy wie co grane #rapYo
Nie mów nigdy że ma cie nie być
Najwyżej będziesz w komisji #macierewicz
Czasem lubie pizgać beat pod oldschool
Póżniej trap chill funk, po polsku
Jak nie ma co pić to też wjadę po żydowsku
By zrobić na bitwach im auschwitz kotku
Wjeżdza ziom, słychać tylko ra ta ta
Nawija że w niemczech ma teraz bra ta ta
Pora na blanta, taki freestyle life
Pali splif się nam, płynie bit jest high
Ale nie o to dzisiaj chodzi #rapsy
Wjechał dejv, kodeiny król i panczy
Zaraz będzie bitwa jak 2-7 #teheran
Można zawsze ponawijać tylko majk daj nam
https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI
https://www.youtube.com/watch?v=RTT-kF619FE
Warszawski desz Krakowski skwer
Zakopiański bazar kolumbijski śnieg
Meksykański bej Sombrero jej
Holenderski ehhh.. i piwko też
czwartek, 4 maja 2017
Jedyna
Spowita prześwitującym wdziankiem
Rano tak pięknie rzuca woń
Biorę ją bliże ust ze smakiem
Później zapalam papierosa, cóż...
W pracy czekam na okazję
By móc wymienić pocałunek
I jeśli mam tylko fantazję
To myślę, a myśl ją czuje...
Powroty jedynym jest marzeniem
A dym z papierosa szarpie serce
Przeżywa ze mną trud, cierpienie
Lecz nic nie oddałem w podzięce
Spotkania czas, nareszcie sposobność
Jak zwykle czeka niczym kot
Dwie łyżeczki, szklanka.. boskość
Kochana kawa, bo niby kto...
Rano tak pięknie rzuca woń
Biorę ją bliże ust ze smakiem
Później zapalam papierosa, cóż...
W pracy czekam na okazję
By móc wymienić pocałunek
I jeśli mam tylko fantazję
To myślę, a myśl ją czuje...
Powroty jedynym jest marzeniem
A dym z papierosa szarpie serce
Przeżywa ze mną trud, cierpienie
Lecz nic nie oddałem w podzięce
Spotkania czas, nareszcie sposobność
Jak zwykle czeka niczym kot
Dwie łyżeczki, szklanka.. boskość
Kochana kawa, bo niby kto...
Subskrybuj:
Posty (Atom)