czwartek, 5 października 2017

Aby..

Aby życie..., było piękne cały czas
Wokół góry, obok hale, dalej leśny trakt
Z dala od negatywów i spływu mas
Żyć w miejscu gdzie trosk uraczy brak

Dla tej jednej tak kruchej więzi
Co epizod umilić ma przyjemność
Gdy nie imponuje w oczach prężność
A ten czas wypełniany do głębi

Weselnych nastrojów i przeżyć
Co tak łatwo przy stołach zaczęte
Dla tak zimnej.. jak serce wiedźmy..
Dla tych którym swe serce najęte

Dla pijackich okrzyków wraz z santa muerte
Którą co dzień rozweselasz chętnie
Przyprawiasz nią czas.. wyjawisz jej sekret..
By precz od swych żali odejść najprędzej..


sobota, 16 września 2017

Ta chwila...
Coś pięknego szybko przemija
Dopijam kawy łyk i pływam..
Rzekami doznań niczym ryba..

Ten moment gdy odchodzi siła
Kiedy sekund parę już w tyłach
Miałem powiedzieć, ale.. bywa
Jek po niej deszcz łez spływa


Najgorsze wrażenie, kiedy miłość masz z boku
Dalej siedzi twój umysł, rodzi powoli niepokój
Boisz się zmienić coś w imersji swej osoby
Ale jeśli nie zadziałasz, kto inny krok zrobi


Gdyby nie to że w głowie setki dobrych pomysłów
I planów na wieczór od rzek do poznania umysłu
Nie sztuką wtedy tak po prostu brnąć na chwilę
Kiedy ucieka, a niewypowiedziane szarpie szyję


Kiedy całe to zmęczenie wręcz rozrywa plecy
Zamiast ciepła gładkiej dłoni, grzeje tylko piecyk
Ten impas wywołuje grad błędnych doznań przemian
Działanie powoduje więcej opcji, czyli bezmiar


Nawet wieczorny spacer po rozżarzonych płytach
W dniu kiedy tylko o swe łoże pytasz
Nie odda cierpienia, co nie koi gdy zasypiam
Niewypowiedziane tak przenika...

środa, 6 września 2017

Co wieczór krwawił
Dla ciała to jak nawyk
Brak krwi już.., blady..
Przypadek go prawie zabił

Mimo to w kosz zasady
Sumienie pragnie tylko rady
Czy warte życia są zdrady
Lecz dzisiaj tonie, coraz bardziej biały

Nie czuje nic już od okolic pasa
Brak czucia w nogach.. strata ?
Dłonie zbolałe nie wyciągną wnet asa
Leży jedynie długopis, jego praca

I jedno działa na myśl jak balsam
By oddać wszystko, a zwłaszcza
Nie zabić tej chęci do.. tanga..
Dusza już wisi, niebawem zagra..


wtorek, 29 sierpnia 2017

Uczeń

By znaleźć panaceum uczniów zebrał
Szkolenie trwało długo, jeden zdał ducha
Wielu odeszło, wiodła nimi duma i pycha
Lecz pozostał, co więcej z siebie oddał

Mijały dni i miesiące, po nich lata, cóż
Uczeń ze swym guru tylko czasem rozmawia
A co wziął po naukach do serca, rozprawia
A krew w żyłach buzuje koloru czerwonych róż

Niepoprawny politycznie, wewnątrz ułożony
Oddany swojej pani, od swej osoby ją oddalił
Objął ją w pasie, w gawiedzi, hołd mu zdali
Bo ze wzrokiem do kochanki jak do żony...

Dzisiaj błogosławieństwo dać, niczym formalność
BO serca wiedzą gdzie ich miejsce teraz
Prawdziwa treść związku wiedzie przez życie jak pegaz
A każdy dzień wyjątkowy to prosta normalnośc



P.S.- Mam jednego ucznia

czwartek, 24 sierpnia 2017

Uosobienie kobiecego piękna

Uosobienie kobiecego piękna
Kruchy aksamit , co tak słodko wierzga
I wtedy słuchasz, gdy "Proszę, przestań."
Aby nosić na wietrze jej włosy w swych rękach


Jak najkrwawszy stek jej szyja jest przynętą
Niby to słodko zerka, czasem spojrzy w lusterko
I jest z piękna swego dumna nie do końca dzięki sercom
Które wiją gniazdu duszy cierniem lęk poniekąd

To ten stan duchowy, gdzie trauma jest pasją
Zostawia się w tyle głos starszych, marność
Z postanowieniem w głowie, iż musi być zaradną
By w życie nie wyjść niczym stwór w noc parną


Po co te lęki, kompleksy, gdzie myśli wola
Powiewu z lat zażywać oddech w znojach
Do upadku dążenie, to tylko przestroga

W końcu uleci cień dawnych nadziei z kolan
Zakrzyczy mężnie jak lew w piersi serce, w słowach
Gdy już będzie za późno, by wierzyć, że ona...


https://www.facebook.com/gurumilosci
https://www.facebook.com/gurumilosci
https://www.facebook.com/gurumilosci


wtorek, 22 sierpnia 2017

Pierwszego dnia w Katowicach

Już pojedzony, wypoczęty mniej
Brakuje tylko dymu w dłoni
Uzależniony od tego.. , z tym lżej..
I od paru lat nikt nie broni.

Najlepiej z tym się odciąć od myśli
Przybliżyć jestestwo z powrotem
Chociaż drogi to nałóg, cóż.. cyfry..
Czasami lubię wydać na głupotę

Sięgam więc do kieszeni w spodniach
Już tam są, lecz gdzie płomień .. ?
Za rogiem sklep, nie zmarnuję chwil tam
A co jeśli dla tych wyjść w nałogu tonę ..

Po krótkim spacerze organizm znów żyw
Ze schłodzonym napojem znów
Piętnasty wers zwyczajowo powoduje zryw
By do następnej sesji zrozumieć część słów

sobota, 12 sierpnia 2017

Bliżej gwiazd

Wieczorem, kiedy nie mam już sił po upale
Jeszcze bliżej natury co oplata pasaż nad miastem
Ciemny gaj, bliżej dzikich gwiazd jest wspaniale
A chłód przestrzeni przenikliwy jak sztylet wprawdzie

Piękne domy i ogrody a w nich piękne panie
Rano zrobią włosy, później mąż powraca dla niej
I kawka herbatka, jak zwyczaj przy czekoladzie
Bądź szampan drinki, gdy grille rozpalane

Rozmowy o nowych psach na posesji sąsiada
Dalej że ta blizna wygląda jak szpada
Widząc ten stan, ten sam umysłu się zakładam
Niczym liść w kompoście węszy swąd co się rozkłada

Ja mam wszystkie komponenty by zwiedzać świat
Dobry wzrok, nie chroni go szkło ani soczewka
Nogi zwykły biegać lecz nie lubią bez celu, od tak
Reszta w sumie to te drobne, jeden co się ostał

Wieczorem, kiedy nie mam już sił po upale
Jeszcze bliżej natury co oplata pasaż nad miastem
Ciemny gaj, bliżej dzikich gwiazd jest wspaniale
A chłód przestrzeni przenikliwy jak sztylet wprawdzie


środa, 9 sierpnia 2017

Samotnie kroczą ścieżką losu
Wokół chłód, wilgoć i cisza 
Zziębnięte płuca kojone dymem papierosów
I ta wymowna, duchowa nisza 

Czy to ta magia mrocznego lasu ..
Czy też pełni księżyca działanie 
Czasem jest świetnie, ale tylko do czasu
Czasem.. słychać to wezwanie ..

W tle kabarecik szeptów w oddali
Za rogiem ścieżka dzielona na trzy
Niewiedzą karmieni, ciekawości oddani
Bez lęku o to czy dzisiaj dżdży 

Tylko po to by zerknąć przez moment
Zrozumieć konstans konstelacji tam..
A może układ ich, to gwiezdny sonet
A wszystko co dzieje w głowie, domek z kart ..

niedziela, 6 sierpnia 2017

Plastikowy rycerz, to wiesz ostra gadka
Nie powie tego sąsiad i nawet twoja matka
Gdy wbija na rewir zawsze jest przy szklankach
A na ulicach wozi się w gumowych klapkach

Taki to jest człowiek, wieczny luzak
Na imprezie pijany, na nim koszula
Podróżnik, a w jego rękach drin akurat
I nie walczy na rejonach bo się dobrze wczuwa

Ma potyczki z samym sobą niczym bąk w czajniku
Chce posiadać każdą wiedzę o kwestii bytu
hen w nieznane wyjść w dobrych słuchawkach
A przy swoich ludziach by tętniła zajawka

Taki jego byt, plastik życie tu ogarnia
W pracy wszędzie sztuczny twór, on zwalnia
A w czasie kiedy nostalgia go chce nabrać
Wtedy gdzie on jest masz na boisku sprawdzać
https://www.youtube.com/watch?v=FPkpMC-yDqM

Taki to jest człowiek, wieczny luzak
Na imprezie pijany, na nim koszula
Swawolnie nadchodzi do tańca z damą
Bo może tam szaleć z piękną panią

środa, 26 lipca 2017

Wyjście

Dosyć niechętnie wyszedł z domu
Zażyć kąpieli wśród gwiazd świateł
Leniwie palił papierosa w znoju
Ile dziwnych włada prawd tym światem ..

Przysiadłwszy rozpoczął powinność 
Co dane mu, by zapisać wnet 
Kartka i długopis nie proszą o litość 
Lecz są miejscem gdzie gromadzi gniew

Niczym nie rozpraszany odpłynął ...
Godzinę później już był gdzie indziej
Otworzył oczy, przedziwnie ból zginął 
Lecz serce bije mu dwa raz szybciej 

Powrócił do włości, zasiadł notować 
Co skryba wyniósł z wieczornych mar
Nie pamiętał tych słów, nie chciał żałować 
Lecz skąd wiedział, że pisał to on sam ..


czwartek, 20 lipca 2017

Ciało błaga otoczenie, by tym rzucić
Rozum pragnie spełnić siebie i w to brnąć 
Serce kraje się w pół, prosi byle je ciąć 
A duchowo skłonny jestem by się skupić ...

Nic do stracenia, a marny plan nie jest 
Byle targnąć do działania, pominąć cele
Spontanicznie w ścieżki nieznanej głąb
Głębia kusi tajemnicą, aby jej uchylić rąb 

Poznać stanowisko, nie narzucać własnego
Dostrzec mały płomień, rozpalić do większego 
Być tak jak samotnie, lecz z pomocą drugiego
Aby bezsens tych skupień tworzył coś oczywistego

wtorek, 11 lipca 2017

Jak mierzyć się z istotą to istotnie wierzę przez nią
Jeśli imie pragniesz poznać jej, przepływa pełnią
Jak myślę o marzeniach to pokrzepiam nią swe piękno
Gdyż gdzieś głęboko w tym sercu płonie gorzko nieśmiertelność 

Mina którą widzę przed oczyma wnet to wredność
Że można z takim parciem na tą karte łożyć pewność
Wyrzuty sumienia tu jak krokwie, w tym jest też moc 
Iż najmniej lubiane szlaki bez powodu sie nie zejdą

Albowiem wnet prawd sporo iż tu brak jest ślepego skutku
Wojna niczym życie to urywek zdarzeń, zbrodnia kultu
I ślepych wierzeń jedna prawda jest mimo zmiany stała
Iż istnieje w świecie siła, której próżno przeczyć oderwania

Pomimo marzeń o świecie w meandrycznych mitach
Poślubiam wewnątrz skłonność, by pałac dobyć w sznytach
I wielce jest to skłonne przez to ciąg się łoży purpurą
Iż mimo skał na dnie zdarzeń, mury tego domu nie runą


Dziś popijam witaminy , bo ponura moja skron
Palę papierosa co spalony miał być z nią
Siedzę na fotelu spacer był widziany ale kto..
Przewidział by dziś sny, a prawdziwe ponoć to



poniedziałek, 10 lipca 2017

kawa bicik

Wszystko co trzeba mi dzisiaj to kawa
Nie mamy opcji bez jednej z rana
I dawaj mi cukier, mleko i śmietana
Choć ja nie mieszam to ma być podana

I wena napada, jak z nieba grom
Płonie papieros, dym ciężki, sto ton
Sto nowych stronnic o kawie #5 norm
Mentalnie wysoko, nie ciemno jak noc

I wyruszam na miasto z bagiem
Rano oczy spuchnięte jak stwór z bagien
Najchętniej położyłbym się gdzieś na trawie
Bo senny od zawsze jak gruby, po tacie

I bracie i siostro co ma kawy łyk z rana
Marzenie moje to miesiąc plener kawa
Później na miasto gdzie opcja nagrana
by pójść na te tańce i hulać do rana


Łyk dobrej kawy i mięsko z barana
Wieczór, sukienki, przy pięknych damach
Ona też siorbie tą kawę sama
W nadziei że kiedyś mąż zrobi,

Kawa

czwartek, 6 lipca 2017

Elektroniczny zapach nieba tuż nad głową
Tych technologii od dawien nie liczył nikt
Ludzki to twór, braćmi dziś człowiek i robot
Niebawem się faktem stanie inteligentniejszy byt

Brak przywiązania do tradycji i czci kultów
Masowe ucieczki do budowli, co domem setek
A doświadczenia, czy tylko z ksiąg, nie krain mózgów
Czy tych myślących wolno pozostał nam odsetek

A może sami chcemy poddać się cyfryzacji
Mieć w brud przedmiotów co zajmą czas
Jeśli to klucz do tajemnicy satysfakcji
Dlaczego nie zasiadł na laurach żaden z nas ..

środa, 5 lipca 2017

Ta zimna ranna kawa, jej posmak metaliczny
Odpalony wnet papieros budzi wtórne myśli..

Co zrobiłem dziś by być szczęśliwym.. 
Gdzie wszystko co oddałem, a miało wrócić 
Czyż wyścig po ten uśmiech jest cyniczny..
Czy można tak po prostu szczęściem upić..


niedziela, 2 lipca 2017

Historii w brud obok, wszyscy dzielą sobą
Po to by się poznać i mieć drugą duszę obok
I choć w sercu chłodno, nadal czują bojność
Tajemnice powierzą gdy przyjdzie sposobność


Przyswojony materiał całkiem wtopił w skórę
Cybernetyczna ręka już nie trzeszczy, gdy ją nasmaruję
Mam niesmak, gdy rdzewieje mi do końca język
I nic tak nie dobija jak w uszczelkach luz pomiędzy


piątek, 30 czerwca 2017

Noszą cie na rękach   jaki jesteś zajebisty
Kiedy robisz wjazd na bar to balet kosmiczny
Nie ma asteroid przy twoich wytycznych 
Bo to co dają ziomy dzisiaj jest wyczyn kosmiczny

Te skillsy te flow wjazdy na bar to są driinkii
Bo co tu dużo gadać isotonic piją wszyyy scyy
Faza bum clap, w głowie bum bap 
Wjazd na blaszak i to melo kuuuurwaaaa

Pierwszy bit mi głowę urwał na start 
Wjazdy na temacik i ten co dziś mam stan
Może jeszcze opcja że będzie dogrywka
Wtedy stres i te nerwy bo jest dobra nawijka

Wnet gruby powraca polewając drinka 
Jak to mówią wjechał gruby opcja flacha przyznaj
Ostatnio nawet faza z nim to chodź się napizgać 
I będzie tyranie głowy bo to jego misja

Chcesz ogarną bita, spoko
Freestyl freestyl wczuta spoko
Jest już kartka, pod bit spoko
Tworzysz muze w domu spoko


https://www.youtube.com/watch?v=YYpZGiKySMw

Na , tych, bitach, bestia, grubas
I to nie przez fetke skumaj 
Choć zbyt często w czubie tu mam 
To rozkminiam freestajl wóda 

Zaopatrzenie na bibe premium 
Czasem sie woła do fify testów
Spoko tak wbijać, to lubie ogólnie 
Bo tu poł na poł pijemy podwójnie

Chcesz to skumać,  skumaj flex
biby pod bity tu jak klątwa #Hex
Się nie uwolnisz, gdy wczuta jest
Duel kamień papier #



Koreaaa to koreaaa
jak chcesz poćwiczyć to dawaj hajs
Tylko tlenu bez kozery nie pożeraj
Tu cie nauczymy co to haj lajf

To kio To  kio od rana narty pod skocznią
Ten co przynosi na bibie wyrocznią
To jest ekstrakt man, imitacja brat
Bo co nawciągasz się to wydalasz w świat

wtorek, 27 czerwca 2017

Kolejna noc

Chciała być tą jedyną wśród jego snów
Błagała w modłach o odwagę, lecz marny trud
Po nocach przechadzała.. aleją pełną sów
By dostrzec jegomościa przy jej krańcu...

Ów zapytał niecodziennie, co zabrało pannie uśmiech
Brak grymasu na jej twarzy tworzył raczej bruzdę
I prosząc wręcz błagalnie o choć radości nutkę..
Owinął ją spojrzeniem tajemnym.. niczym w pustkę..

Wnet z propozycją kawy zmierzyła się dama
W prawdzie wychodząc na chwile.. spędzała noc.. sama
Mimo wszystko zgodziła się zaczarowana
I kobieta wraz z mężczyzną w kawiarni bramach

Skrzypek na podeście wnet godzony został darem
Coś swawolnego, dla damy, by uwolnić serca wiarę
Daje koncert nieprzerwanie, a instrument ponad miarę
Eskaluje dobry nastrój, w oczach panny nie błaganie..

Teraz szczęście, gdyż troski odleciały za nut kluczem
Smyczek szarpie struny, rwie od serca lekkie kłucie
I nie ważnym dla obojga co targnęło do tych uciech
Poznali się tak przypadkiem.. Przypadek zrodził uczucie



niedziela, 25 czerwca 2017

Piękny sen o przyszłości

Festiwal, noc imprez w mieście
Z zapalonym papierosem na balkonie
Gra jakiś bard, czas go słyszeć wreszcie
Przyswoić ten klimat z dymem, nieświadomie..

Biesiadne klimaty, garstka osób tańcząca
Swawole, dziś odpust dla duszy zupełny
Zmęczenie oddala przez nadmiar słońca
By podejść i oddać się ludziom w pełni

W marzeniu ten dzień, lat kilka on w przód
By wyraz dać swym najskrytszym pragnieniom
Usiąść wygodnie, gdzie kawa jak cud
W notesie zapisać co w myślach jak niemoc

Wieczornym zwyczajem powinna być twórczość
Najlepiej gdzieś na wieczorku artystów
Gdzie każdy upaja się sztuką, zna lekkość
Rozważa nad tworem, przyswaja cudzysłów..

Nie sława jest wagą, fani, czy pieniądz
To lekkość umysłu, co wzmacniana jest pasją
Bo choćby w życiu przeżyć taki miesiąc
Uzależnienie od tworów jest najskrytszą fantazją



piątek, 16 czerwca 2017

Na czterech łapkach przemierza świat
Jest pełen energii, fikuśny ma frak
Nie nosi ubranek, ma wrodzony fach 
Być zawsze tak słodki by umilać czas

czwartek, 15 czerwca 2017

Rozszalały wnet gromkie brawa
Rumor zakończył teatralny repertuar
Wychodząca gromada mknie, gdzie kontuar
Mężczyzna odbiera garnitur od innego pana

Na zewnątrz, wiatr świsnął, porwał szal
Już nie odzyska go szykowna dama
Szarpie na twarzy makijaż łzy plama
Lecz szalejący żywioł porwał to w dal

Ochoczo zachęca tę panią, ów pan 
Zagaił rozmowę, zaprosił na tańce 
Poszli, podziwiają miasto na trakcie 
Serce się cieszy, bo inne blisko ma 



wtorek, 13 czerwca 2017

Myślałem że już nie pamiętam dni
Gdy proszony o rozmowę szedłem chętnie
Dzisiaj ten sam wyraz twarzy ich..
Lecz moje serce podchodzi beznamiętnie

Gdzie posiałem ziarno, co korzeń krzewi w sercu
Pomocną dłonią tak chętnie garnie doń
Czyżby to kwestia monotonii, kompleksów..
Czy tylko własny problem zbyt mocno bije w skroń

Rozmowy ciężkie, problemy nader trudne
Kiedyś to kochać, dziś uciec coś błaga
Ale uczucie przy tym nie smutne
Czy podświadomie tak sobie pomagam ..?


wtorek, 6 czerwca 2017

Naćpane melopatonabogato

Na co dzień mina no gdzież by 
Na bibie beef niby w mięsnym 
Ich weekend w nastroju szewskim 
Patrz balet, kluby i kreski

Pato wiek dwudziesty pierwszy 
Naćpani bogacze, walka o prestiż
Z nich każdy z ochotą na sex dziś 
Więc jak jesteś spoko, się prześpisz

A jak jesteś zwała, to spadaj frajer 
Sovoir Vivre gdy są piękne panie 
Jak typ chce twą laske to lepszy ma bajer 
Bo wjeżdża bejcą i rwie tą lale

Następnie hotele, motele, za miastem 
Jest szampan i koks i Jaggermeister
On lubi bez bumy więc skumaj akcje 
Po wszystkim pigułka i spokojnie zaśniesz 


https://www.youtube.com/watch?v=1uYTuJcHGS0

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Niewiele miejsc mam, gdzie słyszę świergot
Obok szum wody co z wolna przepływa
Nieopodal stoi w swym wdzianku rybak
Dalej owce się pasą i słychać dziecięcy jazgot

Lat wiele wstecz, te dźwięki są osobne
Brak w nich jest pełni, sensu ani krzty
I niczym w wierszu, tajemny natury szyfr
Daje sposobność, by myśleć, że to swobodne

Cały cykl dnia, poczynając od mroku nocy
Przez brzasku tajemny świetlisty promień
Poranku senny ze spalin wonią.. powiew...
Południa zapach , aromat powietrza surowy

Obiadów woń dla tysięcy głów miejskich
Co do wieczora w pracy się znajduje
Wieczorny rytm, co z alkoholem harcuje
I w końcu wielkie łowy wilków nocy

sobota, 3 czerwca 2017

Siedzą smutni w domach
Za oknem błysk zachęca
Więc po co się dołować
Gdy życie tak nakręca

Matka natura zawsze dba
Brak możliwości odmowy
I czemu niby nie wyjść tak
Dać unieść się euforii

Powąchać z łąki kwiatów sto
Rozpalić ogień w lesie
Podziwiać wartki rzeczny prąd
Zakochać się w pszczole na kwiecie

Dać unieść się przez wiatru szum
Jak dym polecieć hen w nieznane
Bo mało godzin w takim dniu
Więc czas zacząć przed śniadaniem




środa, 31 maja 2017

Lubię mieć krew na rękach
Gdy w piersi brakuje tchu
Do łokcia mieć czerwony rękaw
I kocham przy tym źrenic ból

Nie mogąc dostarczyć tlenu
Szarpie organizm się, drży
Tak jakbym więcej już nie mógł
Lecz serce krzyczy, bij...

Pierwsza bariera ominięta
Jak nigdy, wnet nowej siły rzut
Tętno wysokie, lecz moja Mekka
Jest tam gdzie wieńczy się trud

Lecz nie o szał, upór, czy chęć
Ano potrzebne są bez zdań dwóch
Psychicznie zabijam, odganiam precz
Leczy mnie ból, zagłuszając puls

Po co bariery pokonać ?
Po co więc pragnąć, .. być bardziej ?
Nie łatwiej prosto się oddać ?
Czyż tak żyć skromnie nie łatwiej ?

Najłatwiej zdechnąć samotnie
Po latach samych wyrzeczeń
Lecz gdy czasem brnę w entropię
To brak porządku jest szczęście

piątek, 26 maja 2017

Jestem Zimny jak lód, zanika puls
Ochładzam organizm alkoholem znów
Później                 zanika z tym ból
Eskaluje natura, która sprawia trud

Dzikie stany wywołane traumą
Kości dziś gumowe, pewnie znasz to
Tętno podwyższone, będzie manto
Na mieście każdy wie sza po ba zdrajcom

Opada kurtyna na wieczornych traktach
Czuję się jak Ra, wdzięczy się kleopatra
Podchodząc psuje mi imersje typ
Krzyczy za mną ktoś ej chodź się bić

Lecz zanim zdąże sprawdzić kto tak głupi jest
To kto inny mylnie odczytuje jego gest
Niczym tygrysa wiedzie go czysta agresja
Krwawe wieczory, no a tłum pragnie mięsa

czwartek, 25 maja 2017

Nadzieja

Po paru dniach odcięcia od szumu pieśni
Spokój jest przerwany wiadomością
Że ten co wersy od serca chce kreślić
Może się zmierzyć z nieznaną chorobą

Nie ból, nie smutek, a horyzont zdarzeń
Ratuje ogranicza i daje czas dla myśli
Bo choć w sercu rój pragnień
To zmiany następują, ale nie po raz pierwszy

Ograniczenie, sztuczny twór ludzki
Mentalność wyprowadza w bezmiar
Gdyż nieuniknione zdarzeń skutki
Mogą być krokiem do wielkich przemian



środa, 24 maja 2017

Dominuje strach przed nieodkrytym 
Wszystkie wady zamieniam w przybyty
Brak doświadczeń daje zmysł dziki 
Mam siłę jak szaman z Afryki

Jak badam bit, to nigdy formy zaniki
Ogólnie w drodze tylko po wyniki 
Nie kalkuluje, choć liczyć lubie sporo 
Czy to się opłaci, dowiem się jak dowiodą
Tak to jest kiedy siłą chęć poznania 
Nie absorbcji lecz lepszego wykonania




Jak wjade na bibe to pęknie
Jak wjade na freestyle to nieźle 
Jak skończy się dinx to donieście 
Po trupy wyślijcie karetke 
I dajcie mi jeszcze setke 
I po co to przepić, no weź że 
Opala się suka to chęć jest 
By podejść i skoczyć na deskę 
Ta 

Melo zawsze jak po staremu 
Ekipa pijanych ludzi refrenu 
Podbitki nie w klubie a do bangerów 
By piło się miło przyjacielu 
Jak zaczynam pić no to flex jest
I podaj i podaj kolejke
I liter i liter i liter tu pęknie 
Na drugi dzień #hannah baker




Spokojnie crunky sambit

Ćwiczyć

poniedziałek, 22 maja 2017

Trap o blaschaq

Pobudzeni przez specyfiki
Gonią niczym małpy z Afryki
Nie walą po nosach tylko pod bity
Reszta ekipy im robi podbity

Taaa To jest opcja rozkurw
Dawaj ten bit i morda po prostu
Jak czegoś nie kumasz no to sie odsuń
Po prostu odsuń

Jak z chłopakami jest freestyle po polsku
Tu plny na alko z zarobków
Tu nawet geesu nie trzeba a wnioski
Wysuń po bitwie bo lecą już zwrotki

tak jak ahonen do dwakapięć
Pierwsze na temat po cztery pięć
Później trzydzieści by pleść tę treśc
No a po bitwie następna jest

https://www.youtube.com/watch?v=ttmweGjADqI


niedziela, 21 maja 2017

Z wolna, leniwie, cicho szepce mi zefir
Blask słońca otacza me ramiona i szyję
By działać, do życia dzisiaj popchnął mnie zenit
Lecz jaki mam cel skoro i tak z wolna ginę

Nie o przemijaniu, lecz meandrach tej myśli
Gdzie do podstaw człowieczeństwa prowadzi bodziec
Więc do czego potrzebny jest mi ogranicznik
Własną myślą eskaluję szczęście w sobie


piątek, 19 maja 2017

Oczy zmęczone jak ziomki pod nocnym
Powód wypadów na nasz squot prosty
Puste butle tu jak martwe zarodki
bo każdy niewypał to pomysł bezpłodny

Oczy pijane jak ekipy budowlane
Co czteropak od rana, nietrzeźwy na śniadanie
Pijane jak od rana ekipy na spontanie
Co kleją w paczce bity na zawołanie

Oczy zjarane jak plecy przez słońca promień
ulotną uciechą akcja bongo zapalniczka płomień
bo siedzi sam dziś miał siedzieć koło niej
lecz wybrała wypad w miasto ale z nim to nie

oczy kalibrują  niczym zoom w aparacie
dziwna myśl idzie bóg, lepiej zmów pacież
te wszystkie trzy stany są w dwóch źrenicach
Przechadzka nocą to po naszych ulicach




Spojrzenie wywołąne jest nostalgią
Wzrok wiedzie mgła, błędnik, brak go
a nogi tu do rytmu niby disco polo
Ważne że na nich stoi wraz ze swą swawolą

Przypomina się praktyka przy bruku
gdzie starczyło śniadanie mu do nastuku
Później cały dzień, drzewa dają cień
Szef o tym wie, lecz tu każdy taki dzień

I wcześniejsze hulanki z przyjaciółmi
Kiedy każdy na drinka odpowiadał zrób mi
Piękne dziewczyny i dobrzy kumple
Czasem bójki ale klimat uldzie

Tak natrafił na ekipę z miasta swego
W sumie co się dziwić, tu jeden zna drugiego
też z zajawką na rap jak większość grona
A dzisiaj znoiszczony, wyszedł na jednego brona



Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami


Xrenice przekrwione przez jamajskie rytmy
Oczy czerwone niby z pomocą brzytwy
uśmiech na twarzy lecz czy szczery, przejrzysty
powód tej urzywki dla każdego oczywisty

Odmienny stan, świat wiedziony bocznym torem
lecz czy te myśli nasze czy cudze ? chore
Ulotna uciecha gdy odpala się by dym zatlić wnet
jeden, drugi trzeci, teraz taki bieg

wszystko przez odrzucenie od niewiasty
Miał plan wyjść lody park kupić jej vansy
następnie na kolację gdzie stolik przy kapeli
Rytmy ekwadoru jak tej pamiętnej niedzieli

jej plany jak sinusoida się zmieniły wcześniej
jest u koleżanki na studiach w innym mieście
najpierw wino później duża na średnim cieście
ma czas tylko dla siebie by szaleć nareszcie


Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami


Czy to kamera termowizyjna, czy żywy typ
Leci jakaś melodia, jego głowa bije rytm
zęby zaciśnięte, pełne w nich strumienie krwi
I nie wie czy on steruje czy sterują nim

po paru dłuższych wciągniętych jest niepokonany
choć nie jest za ciężki to z bara czołg przestawi
Ktoś wiedzie z a nim wzrokiem, niech chyli czoła
Wiedzie go za bóstwem a to nie ta droga

Szybko trzeba działać, bawić się walczyć
Ciało pobudzone pragnie chwycić za fraki
choć wcześniej z kumplem leciały sześciopaki
wieczorem tulipany rozdaje tak dla draki

Tej nocy nie zaśnie lecz nie przez myśl długą
Jak posypali pierwszą, to później dali drugą
Stan majestatyczny, gdzie ta endorfina jest ułudą
A portfel jak brzuch bez jedzenia schudnął


Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
https://www.youtube.com/watch?v=HGXGye8e3us

sobota, 13 maja 2017

Uzależnieni od swych sztuczych problemów
Chęć poznawania spleciona z chęcią przemian
I choć mówimy o tym, jesteśmy pokoleniem niemów
Bo wyrzucając część, chowamy dalej bezmiar

Ucieczka najprostszym i najlepszym kontrastem
Gdy grupa ludzi się spotyka by przelewać płyny
Czasem to kawa, alkohol, niekiedy spotkanie za miastem
By znaleźć oderwanie, coś na kształt rodziny

Lecz tutaj również ten sam cykl przeżyć
W pogoni za szczęściem, nie chcemy uciec
Swoje urojone problemy są gdzie ma ich nie być
Bo na rozwój pracujemy, a drogę ścielimy trupem

W końcu każdego pochłania praca
Brak zrozumienia tych co byli razem
Lecz piękny moment gdy ktoś nagle wraca
I widać że teraz dom jest jego uciech filarem

piątek, 12 maja 2017

Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu

Nakręca cie z ameryki flow
Tych acodinów już overdose
Za sobą mentalnie spaliłeś most
A bit ma pizgać i być sztos

Za to walisz tylko nosy
Równasz się do cosa nostry
Nie miałbyś dup gdyby nie siostry
Rymy drewniane jak po dębowym mocnym


Co ci da to przedstawienie
Stylówa z getta, mentalne więzienie
Do domu na północ na każde skinienie
A świat piękniejszy gdy wyłączysz sumienie
Braa

Tak to widze gdy cie mijam
Stylówka twoja jak sb maffija
Teksty jak byś się rapu nie imał
A pierdolisz że byś coś z trapu wydał

Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu
I masz swą pasje
muzyka muzyka no bo to rap jest
Chcesz mieć złoto lecz brak geltu
Nie możesz rozwijać sie bez sprzętu

Bujasz do bitów kendrika sie
Klasyka na bitach a sarsa ssie
Tylko rap i to organiczny
Wszystko co inne to ogranicznik


A praca twe ręce kaleczy
Nie będziesz pracował za śmieci
Ojciec nie stawia bo widzi żeś leń
Rzuci dwie dychy gdy błagasz jak bej

Na melo to pato i piona wariatom
I koksy i wódy i kwasy tam trzasnom
Ty z chłopakami nie bierzesz nic
Choć byś chciał to potrzebny kwit


Chciałbyś powiesić łańcuch x3
Ale nie masz hajsu

Ten bit ma pokazać jakie żeś łajno
Pokazać jaka jest twoja marność
Nie chcesz być jak kumple z ławki
Co piwo i gibon, ty gonisz rapsy

Lecz pojęcie mylne, bo byle dzieci
Więdzą że nie wystarczą tylko chęci
A jedno to mówić inne w to brnąć
Ja pożytkuję energie ze wsząd

Pisze codziennie linijek po dwieście
Co zapisane to chwale się w mieście
Pod koniec roku tomik wypuszczam
Będzie sold out do grudnia

I lece jak boeing 737
Lat mam człowieku dwadzieścia jeden
I pierdole trendy, zajawki i kluby
Senny pisarz a k a gruby
https://www.youtube.com/watch?v=YWrTCMJPNdE

https://www.youtube.com/watch?v=q5-8_wghB-Y

https://www.youtube.com/watch?v=OFRLJFI1dQY

wtorek, 9 maja 2017

Porannne

Poranny budzik wstał chwilę później
Za oknem brzask wnet przywita mnie
Choć bliżej lata, to o ciepło trudniej
Jedyna nadzieja w braku szronu na szkle

Pierwsze pąki kwiatów majowych
Kołyszą się z wolna, bez werwy
Poczęły się śpiewy ptaków zbudzonych
O dziwo ten dźwięk koi nerwy


Kawa zbyt ciepła, odczekam ...
Dym smaga podniebienie i krtań
Przeszywa ból, niby nóż w żebrach
Lecz nie przeszkadza, bo ze mną od lat

W głowie pustka, czysta próżnia idei
Ciało wybudza się, w całości lekko kołysze
Czy tak się czują ludzie spełnieni ? ...
Pytanie wieńczy naparu łyk, przerwał ciszę.

niedziela, 7 maja 2017

Przybrani bracia siostry i reszta stada
Co zawsze pod telefonem zgraja
Dziś trzeba lecieć w opór, tak do rana
Na drugi dzień kac i ta sama opcja grana

Miną nam dni i minie też chęć by
Wydawać hajs i być razem wierz mi
Zostanę sam i wiem to już od lat paru
Że choćby z kimś to fnał jest bez pucharu

Skończą się akcje ekipy zajawki
Pociąg do siebie by oderwać się od matni
Choć zagubieni odnajdziemy sensu część
Lecz samotnie, gdyż przemijamy jak chęć

Nie chowam urazy i nie będę, ręczę
Bóg mi świadkiem me szczescie pierwsze
Choć ciężka głowa a znam przyszłość
To teraz kto przy mnie to zapewnia bliskość

https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI


Teraz mam pracę, projekty, rozterki
Zaczynam rozwijać się bez fuszerki
Kiedy lecę w tango to nigdy nie sam
Choć często brak chęci to serce dam

Tak już mam od wielu lat samotności
Kiedyś zagubiony dziś w drodze do dorołości
Nie ma sensu chlać jeśli szansą odwyk
Jeśli szansa chcę moje życie odbyć

Naturą przemijania są zakończenia
Niby tyle zmian, a to tylko część istnienia
Marzę tylko o tym by wnieść swe marzenia
Na ten etap gdzie nie wychodzę do nich z cienia

Nie brać pełną garścią, a brać by rozdać więcej
Innym razem się zakochać by jej oddać serce
Jeśli cząstkę dasz to ja oddam więź Tobie
Która podsycę przemijaniem swym jak płomień

Niekiedy kawa papieros i tyle
Wystarcza by wyciągnąć z serca sztylet
Nigdy nie są to rozmowy, zrozum
Kiedy zagubiony tłumaczy inny rozum

Nie pragnę być za rękę ciągnięty w przód
Kiedy brak hamulców, w roztargnieniu ból
Podczas gdy prowadzi ktoś do celu
To nie jest mój cel a jednego z wielu

Żyjemy synergicznie niczym atomy tlenu
Tworzymy połączenia tworząc tlenki czemu?
Jak to jest że tak prosta myśl mnie trapi
Kiedy sam tlen też występować potrafi

To nie jest bit dla terapii, raczej chillu
Zastanów się ilu jak ty na ziemi ilu ?!
Może postaraj się nieraz samego siebie zrozumieć
Bo życie to sztuką której nie trzeba umieć

sobota, 6 maja 2017

Zacznijmy to od łyku naparu
Teraz kartka długopis i waruj
Na spokojnie bo wbijam z pasją
By wylecieć z tym bitem na miasto


Zwroty zostały już zapisane na smartfon
Teraz cypher i każdy wie co grane #rapYo
Nie mów nigdy że ma cie nie być
Najwyżej będziesz w komisji #macierewicz

Czasem lubie pizgać beat pod oldschool
Póżniej trap chill funk, po polsku
Jak nie ma co pić to też wjadę po żydowsku
By zrobić na bitwach im auschwitz kotku

Wjeżdza ziom, słychać tylko ra ta ta
Nawija że w niemczech ma teraz bra ta ta
Pora na blanta, taki freestyle life
Pali splif się nam, płynie bit jest high

Ale nie o to dzisiaj chodzi #rapsy
Wjechał dejv, kodeiny król i panczy
Zaraz będzie bitwa jak 2-7 #teheran
Można zawsze ponawijać tylko majk daj nam


https://www.youtube.com/watch?v=o7FFWwk4UOI
https://www.youtube.com/watch?v=RTT-kF619FE

Warszawski desz Krakowski skwer
Zakopiański bazar kolumbijski śnieg
Meksykański bej Sombrero jej
Holenderski ehhh.. i piwko też


czwartek, 4 maja 2017

Jedyna

Spowita prześwitującym wdziankiem
Rano tak pięknie rzuca woń
Biorę ją bliże ust ze smakiem
Później zapalam papierosa, cóż...

W pracy czekam na okazję
By móc wymienić pocałunek
I jeśli mam tylko fantazję
To myślę, a myśl ją czuje...

Powroty jedynym jest marzeniem
A dym z papierosa szarpie serce
Przeżywa ze mną trud, cierpienie
Lecz nic nie oddałem w podzięce

Spotkania czas, nareszcie sposobność
Jak zwykle czeka niczym kot
Dwie łyżeczki, szklanka.. boskość
Kochana kawa, bo niby kto...



czwartek, 27 kwietnia 2017

Ja

Dlaczego wyzbyłem się uczuć
Choć dusza w cierpieniu płonie
Dlaczego bez emocji ból znów
Nic głowie nie dociera do mnie

Nie umiem pokochać przez żal
Tych krzywd nie wyleczę w utopii
Choć prostszy jest tylko strzał
To prym wiedzie myśl, że nie nastąpi

Starania me marne, a chęci już brak
Statek zwany pogonią... zatonął...
Dalej czuć nienawiści słodki smak
Choć niesmak pozostał nutą słoną

A zapomnienie niestety też obce
Z nim łatwiej głupcowi stawić krok
Za myślą złą, me czyny jak owce
Lecz prowadzi nie pasterz, a mrok

Trwa oczyszczenie,nirwana odeszła
Dni kolejno stają się dłuższe
Decyzja ciężka, głupota większa
By przestać z tym walczyć, gdy puls jest

Na przekór wszystkiemu, jak zwykle
Znów na szali jeden odważnik
Jeżeli mam plan, a mam, to nie zniknę
Bo sam jestem czymś na wzór matnii...




piątek, 21 kwietnia 2017

Lazy melo pato presentation

Nowy dzień zaczynam z doładowaniem
Chłopaki mówią że się spijam z powołaniem
To jak misja, by znów się napizgać
I odpalić się gdzieś na bitwach freestajl

Mamy południe, z południa też skład nasz
Jak chcesz się najebać to ziomów zgarniasz
No chyba że agresor i nie banglasz
To ochłoń człowieku i wjazd masz

Wieczorne pory, alko w żyłach rozpędzone
Portfele dalej pełne, twarze już czerwone
Mijamy kumpla, i choć to nie znany gang star brat
To dzisiaj z nami melo poogarnia

I trochę nudnotak, lecz wjedzie zaraz blant
Ekipa happy zombie a w kiszeni grants
Zaraz dzwoni telefon, to hamulców brak
Kiedy głos w słuchawce ma na wóde smak

Lager, z sokiem czy kraftowe
Łychę zawsze strzelić mogę
Lecz w ekipie mamy Flex
Wóda szklanki i coś skręć
https://www.youtube.com/watch?v=IoyapsNvyK4




Nie ma co się przejmować , bo i kto cie oceni
Była zrzuta i wszyscy mają za sobą problemy
Teraz myśli w głowie gdzie asortyment spożyć
I jakie tempo narzucić by do rana dożyć

Tu nie wypijesz herbaty, choć to nie boston
Kawę to pić można z kobietą dowolną
Dunajczański styl to wóda, łycha drin
I Zielone papierosy a z nich siwy dym

Wjazd na kluby, tam zawsze twarze które znasz
Jak jesteś pozytywny to z nami coś grasz
Jak Pasje swą masz, lubić pizgać rap
To dawaj na cypher bez zwały brat

Nie chodzi o najebke lecz browar opcja znana
Są też okazje gdzie ekipa popija szampana
Wóda opcjonalnie z grillem czy ogniskiem
Bo chodzi o to by gonić z ucieszonym pyskiem


https://www.youtube.com/watch?v=29-_gUshI6A&index=22&list=RDIoyapsNvyK4
Lazy Option https://www.youtube.com/watch?v=NVO1b4RLxIk

środa, 19 kwietnia 2017

pierwszy

Daj mi tylko ten kawałek policzka
Odsłoń ucha część..
Rzuć zalotne spojrzenie z bliska
Wyraź razem bycia chęć
Daj chociaż jeden sygnał
Że widzisz mnie też
Twój dotyk to nie bodziec
To serca twego tembr



Otwórz się, bo wołam wciąż o to
Dopuść bym wyczuł serca takt
Nie bój się, strach nie jest cnotą
Lecz brak zaufania jak znak

Nie wiem czym zawiniłem
Wciąż staram się czuwać
Dla Ciebie się zmieniłem
Byś nie chciała mnie odsuwać

Później nic już, sam się boję
Głos twój jakby nieobecny
Płachtą opieki staram się zakryć znoje
Lecz obiekt starań już dawno to skreślił

A teraz siedzę sam
Przeklęty jest dwunasty grudnia
Ty jesteś tam
Tutaj została błoga ulga




Jeśli to nie ja ?
Katuje się myślami
Dlaczego nie ja ?
Zbaczam złymi rozdrożami
To kto myśli ?
I jaki jego cel
Dlaczego tak zwodzi ?
Chyba nie lubi mnie
Czy kiedyś byłem sobą ?
Na szczęście kiedyś tak
Co da mi wolność ?
Mentalny krach..




poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Brak skazy na sumieniu by osłaniać twarze
Jedynie czasem cytryny dałem więcej
Nie odwracałem się od ciebie by uciec na pięcie
Choć czasami to wręcz o tym marzę

Wstają poranki i czas by zaparzyć kawę
Brać szklankę, łyżeczkę i mleko
I papierosa zapalić, a wciąż myślę co z tego
Skoro i tak oddaję się nie tej sprawie

Ranią wciąż słowa, wspomnienie dawno już pali
A mimo wszystko czasem wyrzucasz uśmiech
To nie pułapka, mam wrażenie że utknę
W tym kręgu tajemnic co był między nami

Jak kiedyś My, dzisiaj ja, nikt więcej
A ranki już nie dają ciepła
To koniec, wiem, lecz nie sprawa zamknięta
Kiedy odcinając się odkrywam serce

niedziela, 16 kwietnia 2017

Odmienne stany świadomości
Impas.. Przełamany! Proszę jednego drinka
W domu schlany przez to lecz ulga..
Czy to dla sumienia mego ujma ?

I brak perspektyw, i drink następny
I wielu ludzi w rytmach oklepanej piosenki
Ktoś chciał tu siódemki..
lecz HotSpot zamknięty ... przeklęty

I walka trwa w środku bo stan coraz gorszy
Już mówią wokoło, Odpocznij !
Choć nie mam pracy jak pracownik poczty
doniosę ten stan do granic wytrzymałości





Kiedy wbijam to sukom płoną te staniki
Majki płoną niczym leją dzikim
Jedna zjeżdża wiesz to sprawy mimiki
Lecz nie wygra ta suka z prawami fizyki

I kmina gwałt
Zaraz z pizdy kurwie robie teheran
Fazę irak mam to ten stan
Co wiele chce a troche więcej mam

wtorek, 11 kwietnia 2017

Stado wygnańców, co biegnie po szczęście
Rzuconych w miejsce zwane bulwarem
Nie są szaleni, lecz przyciągają gwarem
Tych co porządku pilnują w mieście

Nikt nie ucieka, gdyż troski uciekły precz
Sprawiedliwości zaznają niebawem
Już wiedzą, to będzie przerwa w zabawie
A czy to naprawdę konieczna rzecz ?

W służbie prawu notes wyciąga jeden z nich
Dwóch w sumie ich, i tak rzecz poczyna
Imię, nazwisko, zamieszkanie, harcy przyczyna ?
A może coś czego nie może ma któryś dziś ?

Na szczęście nie i kończy się przedstawienie
Miast reflektorów jest latarek snop światła
Aktorzy wszystko traktowali jako antrakt
Gdyż konsekwencją jest tylko pouczenie






wtorek, 28 marca 2017

Lewa kieszeń, w kieszeni tylko portfel jest
W drugiej telefon, klucze i papierosy
Telefon dzwonił, dziś cisza, wciąż ten niedosyt
Że inną ścieżką podążając mogłem więcej mieć

I brak już zmartwień, kłótni i głupich rozmów
Została cisza, co pcha w me serce sztylet
Lubiłem słuchać jej, dziś pełna jest szyderstw
Nie doprowadza też do serca bodźców

Staję się zimny, nieufny i wyrachowany
To nie definicja, a wręcz zaprzeczenie
Oddałem serce by spełnić marzenie
Dziś owoc uczucia jest sfermentowany

niedziela, 26 marca 2017

Chciałem być wzorem bo byłaś dla mnie czymś więcej
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem

Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę

Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu

Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność



wtorek, 7 marca 2017

Dajesz jej serce, wyciskasz krwawicę swą
Jej tylko wierny co do targania duszą ma broń
Pragniesz spokoju, choć częściej krzyczysz przez złość
Że ile możesz z siebie dać to zawsze marna ilość

i nagle.. ucichnie brzmienie serca
Rytm bębnów tego mięśnia ucichnie..
Bo w końcu pęknie, gdyż nie ma w nim dla nikogo miejsca
A kiedyś było, lecz za dużo przetrwał ciśnień

Na horyzoncie przepaść, tragedia
Gdzie plącze nogi nad urwiskiem smutek
Dla niej to tylko kolejna komedia
W której to jeden aktor pada trupem


niedziela, 26 lutego 2017

Pragnę Ci...

Pragnę Ci dać najdroższy dom
Wokoło ogród z tysiącem róż
Byś wstając rano czuła się jak ósmy cud
I nie przejmowała się niską wypłatą

Drogi samochód, wygodny i elegancki
Z manierą kamerdynerów dwóch
Małe zwierzątko, by strzegł Cię jego duch
A na wakacje brać z dziećmi Cię w Alpy

Pracę przyjemną, ciekawą, lecz lekką
Byś nie spędzała znudzona dnia
Po pracy wrócić, utulić, bo Ty i ja
To wszystko po co chcę stworzyć to prędko

Mieć dużo czasu i konto pełne
Dzieci gromadkę co cieszyć będą nas
W pobliżu góry, by budził zza nich słońca blask
Uśmiech na twarzy twej był normą codziennie

Choć to co mam obecnie, jest tylko planem
Zupełna pustka jak pragnienia zmienić w byt
By nic już nie chcieć osiągnąć pełen syt
Nie czuć cierpienia ni też trosk wcale...


http://sennypisarz.blogspot.com/2017/02/pragne-ci.html

środa, 15 lutego 2017

Ta smutna, wiotka chęć
By widzieć w nocy cień
Dobitnie oddać cześć
Przez snutą w piersi pieśń

Szkarłatna krew wzburzona bije
I wzbudza w ciele chwiejny takt
Ten dostarczany mięsień pije
Lecz w sercu tlenu brak..

Zamiera z wolna grom oklasków
Nie bije dłońmi wkoło nikt
Zabawny teatr pełen aktów
Lecz w jednej chwili aktor znikł


środa, 8 lutego 2017

Proszę tylko o jeden uśmiech
To wszystko co dzisiaj chcę mieć
Dla emocji złych daj ujście
Niechaj problemy odejdą precz

Nie mam zamiaru Cię ranić
Czasami jednak coś sprawia ból


wtorek, 24 stycznia 2017

opcja

Smutek..,  samotność, w lustrze widać twarz obcą
Szepce szmer, to w głośnikach przesteru to
Samotnie wierzga mucha, kieruję myśl doń
Że jak wszystko w pokoju czuję się opcją ..


czwartek, 12 stycznia 2017

W świecie gdzie ciągły pościg
Praca to drugie narzucone życie
W domach coraz mniej gości
Lecz łatwiej dostrzec serca bicie

Tyle było dni, momentów ciężkich
Gdzie duch uciekał od tak
Wiele też szczęścia, cały czas w pętli
A później słodkich ust smak

Dzisiaj daleko, lecz i tak blisko
Namiętność jej drugim imieniem
Przy damie mogę żyć wciąż
Łatwiej mi radzić z brzemieniem

Z początku sceptycznie, nie raniąc
Później coś więcej się staje
Chcę ją drobną, u boku, co rano
Bo z nią ulotny czas ...