sobota, 30 stycznia 2016

Po co nam przykład

Po co nam przykład, do naśladowania odmienny byt
Każdy chce być inny, gdy sam duchowo już osiąga szczyt
Pragnie nowości, lecz po co powtarzać znany algorytm
I szuka bliskości, a w niej przeciwieństwa by zderzyć się z nim

Szuka też prawdy, bo wiedza to władza której każdy pragnie
Po co więc kłamać, gdy tylko mieszamy swe myśli w tym bagnie
Nie wszystko to dramat, a dramaturgię daje każdy dech
Wnet myśli jak granat, rozsadza od wewnątrz mieszając weń krew

Tornado myśli, w nim każdy bezsilnie chce czasu na wybór
To sprawa trudna chociaż dla wielu to wymóg
Po co to wszystko, bez zastanowienia wciąż brniemy wgłąb myśli
A może pora odsapnąć, może bez tego w umyśle będziemy czyści

To nie sprawa łatwa, im mniej widzimy tym więcej jest w głowie
Nie sprawa to życia, choć czas mamy póki żywot kończy człowiek
Nie też akceptacji, choć akceptujemy co mówi ktokolwiek
To sprawa duchowa gdy myśl chce cokolwiek



Nie wiem sam

Intelekt bez miary, nic nie łączy z granicami
Nikt nie jest prosty, nawet ci ustatkowani
Czymże jest wybór, to morze z możliwościami
Brak drugiej opcji to logicznie oś czego nie znamy

Nigdy nie pomogła wola, zawsze była efektem rozmyślań
Myślenie nagłos nakłoniło miliony do wyznań
Ktokolwiek myślał, zawsze miał dookoła milion wyzwań
I oto rodzi problem się, którą drogę najprościej wybrać

I czy istnieje w ogóle coś takiego jak dobra droga
Jeśli ktoś pragnie jednego dla drugiego to jest strata sroga
Odwrotnie sytuacja zawsze będzie przeciwna do dobra
Więc czy można to rozważać w ramie walki zła i dobra

Ilu idealistów, tyle ich filozofii
Ilu artystów tyle spojrzeń co kulturę złoci
Ile sprzeciwów tyle zawsze głosów za
To perspektywa która zawsze mówi;- Nie wiem sam

środa, 27 stycznia 2016

O kamień z serca

Codzienne starania, masa wyrzeczeń
Chory pościg za nieosiagalnym szczęściem
Brak skrupułów byle tylko miejsce mieć wieczne
W końcu czasu, który to nastąpi wreszcie

Od dawien dawna trwa walka o złote runo
Była bariera toteż mury musiały runąć
Były cnoty toteż wyzbyć trzeba ich wkrótce
Aby uzyskać swe chwile przy drugiej połówce

Wszakże po co nam ten pościg po miłość
Skoro nienawiść prostsza bądź zawiść
Każdy miejsca szuka to sprawa niezmienna
Gdzie mógłby odstawić swój kamień z serca

sobota, 23 stycznia 2016

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce

1. Leje wódę, biore grzdyla
W żyłę walnę krokodyla
Na stoliku, feta błyszczy
Każdy wciągnie coś co czyści
Do klubu wchodzę bez kolejki
Bramkarzom płacę za sort grecki
Przyjmuje krechę, parkiet skanuje 
A tam mój dealer już zarobek czuje

Refren:

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce
Rano zamiast kawy krecha 
Tak się bawi w klubie klecha

2. Szepnęła do mnie, jestem na głodzie
Po kresce widzimy się w kiblu na lodzie
Stawiam jej mefke, ona to wciąga 
Na wystrzeloną totalnie wygląda
Na parkiet wbijamy na pełnym lansie,
Wciągnęliśmy wszystko, a jeszcze chcą lasie
W jej oczach już widzę dwa złote lampiony,
Wyczuła już we mnie że dealer ponaglony

Refren:

Ona czuje we mnie działkę 
Mózg skręcony ma jak w pralce
Rano zamiast kawy krecha 
Tak się bawi w klubie klecha /4x

środa, 20 stycznia 2016

Prawdziwym dziś stanem jedynie wkurwienie
Zakamuflowane pod postacią wzroku jak u kobiet cienie
Słaby horror lśnienie , chcesz wrażeń beze mnie
Rozpierdole głową mur gdy ciało ma przeżyć cierpienie

Dokoła tylko proste sprawy zawsze są dwie opcje
Dwie ścieżki jak na stole choć te są wszak mi obce
I grube akcję nocne po co hamować duszy koncert
Jak jesteś duży dusza zawsze ma dla ciebie koncept

sobota, 9 stycznia 2016

Zdenerwowanie

Dobija niczym głód na pustyni człowieczeństwo
Każdy ruch, to jak nóż w plecy dopchany pięścią
Informacje przyswajane, lecz nie przyswajane z treścią
Stan jak każdy inny, psychika już wkracza w szaleństwo

Niełatwo pozbyć się myśli, że to ukartowany spisek
Jakby do klatki z kurami wprowadzony był głodny lisek
I podkopuje morale, gdyż stan ten przerywa ciszę
Dookoła empatyczne stany błagają o spokój, niszę

Lecz nie pomaga nic brak panaceum w świecie
Każdy nowy bodziec to jak żar na młodej kobiecie
Dziecinny czar; antagonistyczny stan jest przecież
Prężenie by się go pozbyć działa tu jak pręgierz

Wypowiedziane zostało, krzywdę każdy myślą wyznacza
Bo dusza ze światem i ciałem w tym stanie moralnego kaca
Do tego świat dobija każdą cząstką, dobija każda praca
Czyżby brak działań, może do normalności nawraca

I nic ucieczka nie daje, duszy nie koi co znane
Wydaje się że w tych chwilach tylko Szatan jest Panem
I kończy się ten stan, dusza jak ciało po karnawale
Uświadomione obiekcje, gdy w końcu jest już po szale...

czwartek, 7 stycznia 2016

.

Zawiesił wzrok, a jego dusza wzniosła się ponad
Słuchać chciał głosu rozsądku, lecz ten dawno skonał
Ciszy też już nie było, zawsze szum gdzieś w oddali
Leniwie odpalając papierosa w wierszu twór boski chwali

Obiekt pożądania jest niezwykle złożony, to jest dla niego proste
Choćby lat setki studiował naturę ową, wyjdzie z nijakim wnioskiem
Ta tajemnica podnieca i ku zdziwieniu w duchu stwierdza
Owy twór pragnienia jest celem, a do zdobycia jest twierdza

Po jego oczach widać, że nie wierzył w marne słowa nigdy
Sam do konkluzji dążył, nie brał życia na niby
Los własny znał, a co dalej będzie pragnął pojąć
Nie stojąc przy uznanych racjach, co umysły koją

Tak oto narodził się wieszcz co ukojenia szuka we śnie
Najpierw katując się by nie spać by odpłynąć błogo wreszcie
Samotnik, czarna owca, tak zwany był przez duszę
Nie cierpiał z ludżmi bywać, po to sam został z tuszem

I zaczął pisać wreszcie, co owocuje tylko w setki liter
Drugą tożsamość gdzie ciało swe określa namiestnikiem
Byle to przeżyć i opoewać jak najgłośniej da się w słowach
Nie poznasz go po czynach, oczach, a tym bardziej słowach...