Czy ma sens chcieć, a nie móc ?
Czy można coś bez czegoś ?
A można nie chcieć móc ?
A nie można chcieć nie móc ?
wtorek, 23 lutego 2016
sobota, 20 lutego 2016
Sen
Nie ma już reakcji między synapsami
Ociężałe ciało nie chce robić nic
Zaraz stan, w którym duch rozmawia z Bogami
I wie jak kroczyć przez życie by ominąć Styks
Nieświadomie jęczy już sumienie
Oddaj się błogo, daj odpłynąć tam
Czy taki sens ma każdego istnienie?
A może po prostu taki sens ma ten stan
Jednakże tam marzenia się spełniają
Nocna mara kołysze serce niczym hamak
Stan ludzi samotnych którzy w nim kochają
Albo aktorstwo myśli, które tworzą dramat
To wszystko w jednym i bez wyrzeczeń
Jedyna ścieżka, którą każdy kroczy
Pełna jest bólu, strachu i podnieceń
Ale pozwala od rana spojrzeć prawdzie w oczy
Ociężałe ciało nie chce robić nic
Zaraz stan, w którym duch rozmawia z Bogami
I wie jak kroczyć przez życie by ominąć Styks
Nieświadomie jęczy już sumienie
Oddaj się błogo, daj odpłynąć tam
Czy taki sens ma każdego istnienie?
A może po prostu taki sens ma ten stan
Jednakże tam marzenia się spełniają
Nocna mara kołysze serce niczym hamak
Stan ludzi samotnych którzy w nim kochają
Albo aktorstwo myśli, które tworzą dramat
To wszystko w jednym i bez wyrzeczeń
Jedyna ścieżka, którą każdy kroczy
Pełna jest bólu, strachu i podnieceń
Ale pozwala od rana spojrzeć prawdzie w oczy
czwartek, 18 lutego 2016
Wiara
Z brązu wylany stał, dumnie oczy cieszył
Przedstawiał praojca, by serca pokrzepić
Nienazwany przedwieczny, drogowskaz dla ślepych
Zawsze w głębi serca, każdy z nim przez wieki
Lecz nadszedł dzień końca ery, nie był nam potrzebny
Co dawniej w modlitwie, dziś nie ma odbicia
Gdzie zawsze uciekać, już nie ma pokrycia
A wielu przy starym zostało, duch zawsze jest wierny
Ostali przy praojcu, ku zdziwieniu ludu
Uśmiechem twarz swą słali, brak w tym obłudy
Co krok wciąż bliżej celu, nawet jak rok chudy
To była motywacja, napęd dla tych ludzi
Bo zawsze warto wierzyć, to serce mniej trudzi.
Przedstawiał praojca, by serca pokrzepić
Nienazwany przedwieczny, drogowskaz dla ślepych
Zawsze w głębi serca, każdy z nim przez wieki
Lecz nadszedł dzień końca ery, nie był nam potrzebny
Co dawniej w modlitwie, dziś nie ma odbicia
Gdzie zawsze uciekać, już nie ma pokrycia
A wielu przy starym zostało, duch zawsze jest wierny
Ostali przy praojcu, ku zdziwieniu ludu
Uśmiechem twarz swą słali, brak w tym obłudy
Co krok wciąż bliżej celu, nawet jak rok chudy
To była motywacja, napęd dla tych ludzi
Bo zawsze warto wierzyć, to serce mniej trudzi.
sobota, 13 lutego 2016
Dobro i zło
Czymże jest dobro i zło, jak nie wymysłem
Nie ma wyborów które nie są trafne
Tylko dla opinii innych popełniamy gafę
A etyka to zbiór reguł, które są krytyczne
Mówiąc że czynie dobro, mam na myśli moją sprawę
Dla innych to tylko antagonistyczny fakt
Jeśli choroba jest zła, na przykład rak
To cieszy ludzi gdy umierają zbrodniarze
A może droga życia, to jest tak trudny temat
Dążenie zawsze przysparza wyborów
Można podążać przecież ścieżką bez honoru
A w głębi serca wypełniać najznakomitszy schemat
Więc co jest teraz słuszne?
Czy dane nam prawo oceniać?
Niegrzecznym jest od nurtu odbiegać
Ale karmimy dążeniem tylko własne dusze...
Historia zakochanego Ivana
Wieczór mijał pod znakiem spotkania
Ivan już biegł by zobaczyć piękną
Niestety na nic jego starania
Maria nazwała zaloty biedaka brednią
On zrozpaczony rzucił bukiet zerwanych kwiatów
Ręce się trzęsły, łzy pokryły piach
Huragan myśli wiercił spętanego ze strachu
Uczuć otchłań, bieny Ivan zaliczył krach
Całe tygodnie osiągał nirwanę pijąc
Nie jadł za wiele, czasami nic
Do czasu gdy skończył mu się pieniądz
Marzył o jednym; by przestać być
Okrutny los, czy jego brak wiedzy o związkach
Co zawiniło, nie wiedział nikt
Nie skończył dobrze, jak bohater w książkach
Orszak niebiański głosi, iż uleciał w pył
Ivan już biegł by zobaczyć piękną
Niestety na nic jego starania
Maria nazwała zaloty biedaka brednią
On zrozpaczony rzucił bukiet zerwanych kwiatów
Ręce się trzęsły, łzy pokryły piach
Huragan myśli wiercił spętanego ze strachu
Uczuć otchłań, bieny Ivan zaliczył krach
Całe tygodnie osiągał nirwanę pijąc
Nie jadł za wiele, czasami nic
Do czasu gdy skończył mu się pieniądz
Marzył o jednym; by przestać być
Okrutny los, czy jego brak wiedzy o związkach
Co zawiniło, nie wiedział nikt
Nie skończył dobrze, jak bohater w książkach
Orszak niebiański głosi, iż uleciał w pył
czwartek, 11 lutego 2016
Na scenie kroczy w swej roli sam...
Słów pianista otworzył notatnik
Życie pisze pieśń w nim bez słów
Samotne serce tylko wybija takty
Fakty broczą marzenia, nie pamiętają snów
Tylko myśl i dotyk jego dłoni
Poznają pismo, choć w nim liter brak
W kulminacyjnym punkcie płynie pot ze skroni
W rozwianym sercu brak czasu na antrakt
Wokół jest pełno różnej maści charakterów
Nie znają pragnień, cierpień i przemyśleń
Przydzielona przez los rola nie ma celu
Kończy się akt, gdy jednego dusza pryśnie
Pyta o cel, lecz brak mu odpowiedzi
To zagubiony byt w krainie wiecznych zmian
Na horyzoncie brak punktu który coś zmieni
Na scenie kroczy w swej roli sam...
Zapraszam do polubienia, jeśli komuś przypadło do gustu:
https://www.facebook.com/sennypisarz
Życie pisze pieśń w nim bez słów
Samotne serce tylko wybija takty
Fakty broczą marzenia, nie pamiętają snów
Tylko myśl i dotyk jego dłoni
Poznają pismo, choć w nim liter brak
W kulminacyjnym punkcie płynie pot ze skroni
W rozwianym sercu brak czasu na antrakt
Wokół jest pełno różnej maści charakterów
Nie znają pragnień, cierpień i przemyśleń
Przydzielona przez los rola nie ma celu
Kończy się akt, gdy jednego dusza pryśnie
Pyta o cel, lecz brak mu odpowiedzi
To zagubiony byt w krainie wiecznych zmian
Na horyzoncie brak punktu który coś zmieni
Na scenie kroczy w swej roli sam...
Zapraszam do polubienia, jeśli komuś przypadło do gustu:
https://www.facebook.com/sennypisarz
poniedziałek, 8 lutego 2016
Samotność to nie stan, to obojętność
Gdy w życiu celu brak
Każdy chce być z kimś a ja
Krocze ku upadku mając pewność
Od dna nie da się odbić
Chyba że spotka się duszę
Bratnią, która uczuć ciszę
Przegna, i zacznie uczuć uczyć
Lecz nie mam pewności czy warto tego szukać
Jeśli długo brak tropu to może brak tego
Niczym biegnąc po lesie, nie warto gonić niczego
A bez kroku do celu próżnie wyników wymagać
Gdy w życiu celu brak
Każdy chce być z kimś a ja
Krocze ku upadku mając pewność
Od dna nie da się odbić
Chyba że spotka się duszę
Bratnią, która uczuć ciszę
Przegna, i zacznie uczuć uczyć
Lecz nie mam pewności czy warto tego szukać
Jeśli długo brak tropu to może brak tego
Niczym biegnąc po lesie, nie warto gonić niczego
A bez kroku do celu próżnie wyników wymagać
Na usługach tajemnej siły
Niepohamowana chęć bliskości
Tylko ona i on, nic więcej, nic ponad
Żaden kierowany uczuciem nie wyznaje monad
Dla zakochanych więcej jest ludzkości
Dlaczego wstają rano i myśl tylko jedna
By spotkać, pisać, utulić to drugie
Żyć dla tego, by mieć te chwile długie
Lecz chęć ta hamulców nie ma, jest bezczelna
Choć bez planów pół życia, teraz to jak rytuał
Szkoda przegapić choćby najkrótszy moment
I by do życia nie wkradł się sentyment
"Bo przecież mogliśmy być wtem przy sobie.."
Z niewiedzą co kieruje duszą zakochanych
Tego nie było, ta pewność objawiła się nagle
Coś musi istnieć, pewna siła rodzi bez ponagleń
Chęć bycia duetem, choćby w świecie samych
sobota, 6 lutego 2016
Konkluzja
Wyszedł, zostawił mieszkalny parcel
Stwórca grunt ten zgotował
Rozmyślając czy warto w życiu mieć cel
Demona i anioła do głowy przywołał
"Potrzebny mi cel, by dążyć doń! "
Skroń pokrył pot, co myśl znaczył
I spojrzał w miejsce gdzie stoi słoń
Rodzinę ma by dla niej walczył
Jednak nie było tej damy przy sercu
"Jaki teraz mam obrać cel? "
Był niczym samotny krzew agrestu
Myśl opięła jego ciało, jak cierń
Wtem przemówił diabeł, mówił by żyć sielanką
Anioł za to nastrajał ku ascezie
Wiedział dobrze że cel to być z wybranką
Gdyż waga dążenia niepomierzalna przecież..
piątek, 5 lutego 2016
Ja sam nie wiem co jest najważniejsze
W oczekiwaniu na zawieruchę
Zapominamy czym kieruje się chaos
Spokoju trzeba, jak księżyca na noc
Choć czasem on odwraca się
Nie prosto mówić nam jest o pragnieniach
To tylko pseudo zachcianki z serca
A gdyby można tak było przestać..
I żyć życiem własnym ale z pustką w sercach?
Czy była by to kolejna z dróg wierzeń
Gdzie to człowiek sam sobie panem
Gdzie zdrada to nic takiego, normalne
I monotonia to jedno jest z głównych zamierzeń
A może tak nie myśleć w ogóle o bycie
Zająć się sferą swą czysto duchową
Nie robiąc nic, czy będę czysty duchowo ?
... a może już jestem na duchowym szczycie
Lecz to nie problem, bo każdy ból istnienia znosi
Jeden cierpi przez materialną zapaść
Drugi nie ma w kim się zakochać
Jeszcze inny czuje sens gdy go sen zaprosi
Zapominamy tylko o trudnych tematach
Rozmowa dawno stała się przeżytkiem
Zajęci tylko doczesnym przybytkiem
Nie uwzględniamy innych w naszych sprawach
Ja sam nie wiem co jest najważniejsze
Dzieło jak dzieło, to dziecko twórcy
Lecz nie wiem po co mi istnienie w sercu hucpy
Czy może warto odejść, poznawać przeznaczenie... ?
Zapominamy czym kieruje się chaos
Spokoju trzeba, jak księżyca na noc
Choć czasem on odwraca się
Nie prosto mówić nam jest o pragnieniach
To tylko pseudo zachcianki z serca
A gdyby można tak było przestać..
I żyć życiem własnym ale z pustką w sercach?
Czy była by to kolejna z dróg wierzeń
Gdzie to człowiek sam sobie panem
Gdzie zdrada to nic takiego, normalne
I monotonia to jedno jest z głównych zamierzeń
A może tak nie myśleć w ogóle o bycie
Zająć się sferą swą czysto duchową
Nie robiąc nic, czy będę czysty duchowo ?
... a może już jestem na duchowym szczycie
Lecz to nie problem, bo każdy ból istnienia znosi
Jeden cierpi przez materialną zapaść
Drugi nie ma w kim się zakochać
Jeszcze inny czuje sens gdy go sen zaprosi
Zapominamy tylko o trudnych tematach
Rozmowa dawno stała się przeżytkiem
Zajęci tylko doczesnym przybytkiem
Nie uwzględniamy innych w naszych sprawach
Ja sam nie wiem co jest najważniejsze
Dzieło jak dzieło, to dziecko twórcy
Lecz nie wiem po co mi istnienie w sercu hucpy
Czy może warto odejść, poznawać przeznaczenie... ?
List
Czerń płynu w filiżance
Dwa palce w uchu kubka
Na stole cerata ze sztucznego płótna
I grom słów napisanych na kartce
"Nie mamy szansy już"
Ostatnia spowiedź przed kochankiem
"Słowa tłumaczeń nieprzydatne,
Niechaj w opiece ma Cię Anioł Stróż"
Wulkanu emocji wybuch
Ciężkie działa los toczy nad ranem
Przestaje być oczywiste że obu razem żyć pisane
Mentalność w chwil parę zamieniona w puch
Dlaczego, czy warto było, kiedy
Wszystkie błędy pragnie umysł odkryć
Czy to jest kara i trzeba ją odbyć
By stanąć po tym dumnie jak Teby
W szwach postrzępione resztki sił
Filiżanka opada jak grad
A zaraz po niej jegomość zbladł
I padł, gdyż dla jednej żył...
wtorek, 2 lutego 2016
Tajemnica
Nie oprze się jej nawet cesarz
Największej jest wartości
Kto słucha, słyszał nieraz
Nie lubi nowych gości
I godzi serca wiotkie
Kradnie nerwy ze stali
Zmienia aksamit w szorstkie
Chowanie jej się chwali
Opiewali nieliczni
Docenić każdy musiał
Mówiono o niej wszystkim
Nielicznym ostała w duszach
Jest ostoją harmonii
Konfliktów wszystkich matką
Jawić jej nie przystoi
Dla wielu wciąż zagadką...
Mroźna historia
Za oknem zawierucha
Zakleszczony świat w matni mrozu
Szaleje mróz, nie gołąb grucha
Wszystko do koła jeńcem tego kołchozu
Potyczka między tym co dusi ciepło
Cierpkie wszystko co słodkim było
Jedynie jeden bez ogniska domowego jęknął
Zaraz tu zginę, nie mam już szansy na cuda
Po jego licach płyną łzy
Krew wolniej zdaje toczyć serce
Lecz nie jest zły
Czy Bóg cierpienia jego nie chce więcej... ?
Złożył pokornie dłonie; "Boże przepraszam..
..Nie jestem godzien twojej łaski "
Uczucia tego nikt nie zna sam
Póki śmierć nie zdejmie materialnej maski
Zakleszczony świat w matni mrozu
Szaleje mróz, nie gołąb grucha
Wszystko do koła jeńcem tego kołchozu
Potyczka między tym co dusi ciepło
Cierpkie wszystko co słodkim było
Jedynie jeden bez ogniska domowego jęknął
Zaraz tu zginę, nie mam już szansy na cuda
Po jego licach płyną łzy
Krew wolniej zdaje toczyć serce
Lecz nie jest zły
Czy Bóg cierpienia jego nie chce więcej... ?
Złożył pokornie dłonie; "Boże przepraszam..
..Nie jestem godzien twojej łaski "
Uczucia tego nikt nie zna sam
Póki śmierć nie zdejmie materialnej maski
poniedziałek, 1 lutego 2016
Partia szachów z losu panem
Kolejny dzień rozgrywki, partia szachów z losu panem
Rozgrywając ją co dnia czuję się jakbym poznał karmę
Gdzie każdy ruch mści się za błędy nieubłaganie
Lecz jeśli nic nie zagram, wtedy stracę panowanie
Codziennie mam myśli jak stworzyć w grze przełom
Nie ma to przełożenia na me losy, znów odczuwam niemoc
Skutkuje to tylko stratą kilku atutów, więc padnę
A gra nie rozpocznie się od nowa, gdy znajdę się na dnie
I patrze na dnie co przede mną i po co ta cała zabawa w me życie
Bo można poświęcić się pracy, zostawić wszystko, to nie podoba mi się
Jak każdy co wygrał raz szukam spełnienia
By osiągnąć jakiś cel nim przykryje me truchło ziemia
Niełatwo jest, bo wizje bytu by żyć najprościej
Objawiają się w oszczędzianiu, ja nie chcę żyć wciąż w poście
Mówiąc o sprawie dosadnie, w jednym zdaniu już kończę
Nie chcę żyć biedak w ubóstwie, bo nie po to dorosłem
Rozgrywając ją co dnia czuję się jakbym poznał karmę
Gdzie każdy ruch mści się za błędy nieubłaganie
Lecz jeśli nic nie zagram, wtedy stracę panowanie
Codziennie mam myśli jak stworzyć w grze przełom
Nie ma to przełożenia na me losy, znów odczuwam niemoc
Skutkuje to tylko stratą kilku atutów, więc padnę
A gra nie rozpocznie się od nowa, gdy znajdę się na dnie
I patrze na dnie co przede mną i po co ta cała zabawa w me życie
Bo można poświęcić się pracy, zostawić wszystko, to nie podoba mi się
Jak każdy co wygrał raz szukam spełnienia
By osiągnąć jakiś cel nim przykryje me truchło ziemia
Niełatwo jest, bo wizje bytu by żyć najprościej
Objawiają się w oszczędzianiu, ja nie chcę żyć wciąż w poście
Mówiąc o sprawie dosadnie, w jednym zdaniu już kończę
Nie chcę żyć biedak w ubóstwie, bo nie po to dorosłem
Subskrybuj:
Posty (Atom)