poniedziałek, 15 czerwca 2020

Miałem już wszystko

Miałem już wszystko,  to drugie kochające ciało 
Gdzie choćby całe moje, dalej było mi mało 
Nie  umiem od rozstania złożyć się, to przykre 
A po rozstaniu,  bez szansy, myślałem że przywyknę

Ułuda mamiła oczy,  które coraz bardziej tonęły
Zatraciłem kurs,  się problemy zaczęły 
Byłem innym człowiekiem, bo z czystym sercem
Teraz myśl o związku mj przychodzi z dreszczem

Rzuciłem dla niej wszystko,  wszystkim,  wszystkich
Oddałem się zupełnie , by być wśród najbliższych 
Dzisiaj sny mnie ranią jak pociski
Wiem że o mnie myśli,  czuje jej oddech bliski

I mimo że jest daleko już od wielu dni
Nie było pisane oddać serce mi
Umysł otwarty, co z rzadka w nocy śpi 
Dlaczego miłość że mnie kpi... ?

niedziela, 31 maja 2020

32 wersy grubego

Kocham życie za pare pięknych godzin
Pare sekund kiedy serce na nowo się rodzi
I choć krótkie sentencje umysł tworzy
To nie jeden za to w szacunku głowę korzy
Jeden to robi dla zajawki,  skwery, parki, ławki
W tle rozmowy, ganki,  trzask szklanki
Brdzęk kluczy o mury czy ławki
Wszystko w ramach wszechobecnej sielanki

Na szacunek trzeba zasłużyć, on się nie należy
Zwykle ten co go nie ma, się o niego pręży
Cieszy nienawiść ludu do księży
Gdy niejeden kąt wśród męży
Umysły w dolinie węży, ugrzęzły
Jak to jest być sobą w pełni?
Czy to znaczy, że człowiek jest zupełny?


Ogólnie uznaję miłość do bliskich
Tak już mam, swoich kocham wszystkich
Nie ważne z jakiego miejsca przyszli
Oni w chwili próby byli wszystkim
Kiedy zespołem w siebie, czułem się przegrany
To pomogli zmienić ciężkie psychiczne stany
To ich na piedestały, moje małe ideały
Podziwiam z osobna,  bo każdy ma własne rany

Jestem otwarty jak wielka księga
Gdy otworzysz,  gdzie jest wstęga
Tam pakt, swoista przysięga
Że nie odpuszczę, metą końca życia wstęga
Więc mam marzenie które muszę spełnić
By ducha swego nie więzić
Ostatnią posługę wypełnić
Uczyć się,  a nie kpić.


sobota, 22 września 2018

Krzyczę do pokolenia niemów, przemów!
Krzyczę do każdego co zalążki ma problemów
Ile spraw na głowie ale nie wiedzieć czemu
Oddamy popkulturze się, a nie istnieniu

Smok śpi w jaskini, boimy się zrobić hałas
Bo co w dwudziestym pierwszym może białas
Zbudować dom, znaleźć ją, to wszystko dla nas
Ale zawieszeni mentalnie, bo chce tak jakiś pajac

Porywam nad ideologię tłumu młodzież, to też
W rękach niosę pochodnie i proporzec
Może nie urodzony by od złych planów odwieść
Lecz pewny że mam tu czego dociec

Dla materializmu dziś stop,uwolnij serce
Dla obłudy prąd, niech stanie serce
Chcemy poczuć woń sukcesu, biec po szczęście
Tylko brak odwagi aby krzyknąć nareszcie


Podążam za popkulturą, w nią brnę
Obserwuje ewolucję i poddaję się 
Kiedyś bliskie osoby co najmniej dwie
Dziś obrażony, gdyż zmienił się trend 

Nie zmieniam systemu wartości 
Kiedy weekend, to zawsze gdzieś w gości 
Może zagramy w karty, nie w kości 
Lecz jak te rzucone, to talizman i pionki

Muzyczka to pisarz miłości na bibach
A ludzie tu dbają by był dobry klimat 
Gdy drogą idziemy to widać kalifat 
Z głośnikiem na miasto przy nocnych tripach

Bo tu dzieje się szamański pochód 
Podpalamy co tu mamy a nie twój samochód
Czasami do klatki, jak przy ziomka bloku 
Tabaluga mówią gdy widzą tych smoków


Masz problem to odkuj
Walisz się to odkuj 
Walisz coś, cóż kotku 
Siema ludzie, od początku