Kocham życie za pare pięknych godzin
Pare sekund kiedy serce na nowo się rodzi
I choć krótkie sentencje umysł tworzy
To nie jeden za to w szacunku głowę korzy
Jeden to robi dla zajawki, skwery, parki, ławki
W tle rozmowy, ganki, trzask szklanki
Brdzęk kluczy o mury czy ławki
Wszystko w ramach wszechobecnej sielanki
Na szacunek trzeba zasłużyć, on się nie należy
Zwykle ten co go nie ma, się o niego pręży
Cieszy nienawiść ludu do księży
Gdy niejeden kąt wśród męży
Umysły w dolinie węży, ugrzęzły
Jak to jest być sobą w pełni?
Czy to znaczy, że człowiek jest zupełny?
Ogólnie uznaję miłość do bliskich
Tak już mam, swoich kocham wszystkich
Nie ważne z jakiego miejsca przyszli
Oni w chwili próby byli wszystkim
Kiedy zespołem w siebie, czułem się przegrany
To pomogli zmienić ciężkie psychiczne stany
To ich na piedestały, moje małe ideały
Podziwiam z osobna, bo każdy ma własne rany
Jestem otwarty jak wielka księga
Gdy otworzysz, gdzie jest wstęga
Tam pakt, swoista przysięga
Że nie odpuszczę, metą końca życia wstęga
Więc mam marzenie które muszę spełnić
By ducha swego nie więzić
Ostatnią posługę wypełnić
Uczyć się, a nie kpić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz