Chciałem być wzorem bo byłaś dla mnie czymś więcej
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem
Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę
Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu
Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz