Myślałem nad, gdy zrozumiałem że zbyt wysoko
Marzyłem chciałem, kiedy czyn był największą mocą
Błądziłem boso, zamiast biec po co chcę, po co ?
Tak miesza uczuć okrąg, w stadium zwanym samotnią.
Wciąż to pochłaniam, durne myśli i tysiące słów
Marne wydźwięki rozmów, miny skłóconych głów
W tym stadzie dążeń jak pelikan w gnieździe mądrych sów
Brak bratniej duszy co wysłucha cierpień, powie "mów"
Fizyczna niemoc choć jutrznia wróży spraw poprawę
Walka mentalna co jest słuszne w biegu po nirwanę
Tysiące bodźców a wyraźne są jak kurz na trawie
Jeśli nie teraz, to kiedy sobie lepszy żywot sprawię
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz