Brak skazy na sumieniu by osłaniać twarze
Jedynie czasem cytryny dałem więcej
Nie odwracałem się od ciebie by uciec na pięcie
Choć czasami to wręcz o tym marzę
Wstają poranki i czas by zaparzyć kawę
Brać szklankę, łyżeczkę i mleko
I papierosa zapalić, a wciąż myślę co z tego
Skoro i tak oddaję się nie tej sprawie
Ranią wciąż słowa, wspomnienie dawno już pali
A mimo wszystko czasem wyrzucasz uśmiech
To nie pułapka, mam wrażenie że utknę
W tym kręgu tajemnic co był między nami
Jak kiedyś My, dzisiaj ja, nikt więcej
A ranki już nie dają ciepła
To koniec, wiem, lecz nie sprawa zamknięta
Kiedy odcinając się odkrywam serce
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz