niedziela, 24 lipca 2016
poniedziałek, 18 lipca 2016
Równowaga
Początkiem układu jest punk zero
Wtedy od początku jest pustka wewnątrz
Absorbcja tego co wokól często staje się pełnią
Kiedy ciało z wszechświatem zamienia się w jedność
Klarowność myśli i mętlik przy problemach
Natura ludzka wybacza niepewność gdy dylemat
Czasem choć błędny powtarza się ten schemat
Niepewność jest słuszna, gdy mało znany nam jest temat
Ciało nie chce nowych doznań doświadczyć
Kiedy równowaga siłę i pewność ma dostarczyć
I cofa się wtedy kreatywności zmysł poznawczy
Tylko przez brak chęci i przekonanie że to wystarczy
A zbiegiem lat, po pościgu za marzeniami
Gdy porzucony cel, się nie zmieniamy
Walka z myślą trwa, co nam dały te blokady
Skoro teraz zamiast żyć..
poniedziałek, 11 lipca 2016
Punkt Widzenia
Z samego rana budzi mucha mnie szukając wrażeń
Jej żywot kruchy, krótki, lecz ma też wiele marzeń
Tak samo komar, co krew spija wprost z mego ciała
Niby denerwuje, lata, a jemu to odpowiada
Jak szukać dalej to czarny kot też się napatoczy
Misterny plan miał, by pech ludziom przynosić?
Nie! Po prostu lubi błąkać się w poszukiwaniu przygód
A jeśli pecha przyniósł? Cóż, może to tylko psikus
Gdy leci chmara ptaków, jedna jest tylko reakcja
To przecież nalot nazistów, ich cel to defekacja
Zniszczenie mienia, zatrucie pokarmów ludzkich
O wielkie nieba, przecież to nie cel jest wróbli !
A sami, przecież mamy też swój rozum własny
Codzienne knucia z perspektywy tego który traci
Nie ważne ile lat wstecz chcemy spojrzeć
Każdy jeśli chce, potrafi celowość dojrzeć
A przecież chcemy żyć ciągle szczęśliwie
Mocząc nogi w oceanie zatruwamy sferę rybie
A samolotem lecąc mamy za priorytet
Dotrzeć prędko, zwierzętom odbieramy życie
Trywializując własne szkodliwe poczynania
Odrzucamy interes środowiska, to nas otumania
Przez głupi egocentryzm łatwo zmienić przekonania
I wpaść w wir zawiści, żalu, bez sensu znajdowania
Jej żywot kruchy, krótki, lecz ma też wiele marzeń
Tak samo komar, co krew spija wprost z mego ciała
Niby denerwuje, lata, a jemu to odpowiada
Jak szukać dalej to czarny kot też się napatoczy
Misterny plan miał, by pech ludziom przynosić?
Nie! Po prostu lubi błąkać się w poszukiwaniu przygód
A jeśli pecha przyniósł? Cóż, może to tylko psikus
Gdy leci chmara ptaków, jedna jest tylko reakcja
To przecież nalot nazistów, ich cel to defekacja
Zniszczenie mienia, zatrucie pokarmów ludzkich
O wielkie nieba, przecież to nie cel jest wróbli !
A sami, przecież mamy też swój rozum własny
Codzienne knucia z perspektywy tego który traci
Nie ważne ile lat wstecz chcemy spojrzeć
Każdy jeśli chce, potrafi celowość dojrzeć
A przecież chcemy żyć ciągle szczęśliwie
Mocząc nogi w oceanie zatruwamy sferę rybie
A samolotem lecąc mamy za priorytet
Dotrzeć prędko, zwierzętom odbieramy życie
Trywializując własne szkodliwe poczynania
Odrzucamy interes środowiska, to nas otumania
Przez głupi egocentryzm łatwo zmienić przekonania
I wpaść w wir zawiści, żalu, bez sensu znajdowania
czwartek, 7 lipca 2016
Odpoczynek
Cały tydzień pracy, na głowie marzeń w brud
Trochę więcej niż problemów, to chyba cud
I przychodzi zasłużony ten wytchnienia dzień
Potrzebny tylko hamak, zakąski i chmiel
Z samego rana niczym na wezwanie kura wstaję
By tę chwilę umilić dopijam wczorajszą zimną kawę
Oh, jest taka gorzka, swym smakiem kusi
Wypiję jeszcze ciepłą, by do żywych wrócić
Tak bez śniadania, bo nie chce mi się siedzieć długo
Wyruszam w świat szukam wrażeń, by zmysły ująć
Wymieszać marzeń sto, potem to w wierszach wysnuć
Trywialny świat paranoików umysł krzyczy : Wyrzuć !
Jestem na miejscu, podziwiam faunę i florę
Już nie dobija nic, zakładam z pragnień korę
Nie umniejszając tu nikomu jestem ponad tym
Tak wiąże świat ukojenie, zamienia myśli w dym
Trochę więcej niż problemów, to chyba cud
I przychodzi zasłużony ten wytchnienia dzień
Potrzebny tylko hamak, zakąski i chmiel
Z samego rana niczym na wezwanie kura wstaję
By tę chwilę umilić dopijam wczorajszą zimną kawę
Oh, jest taka gorzka, swym smakiem kusi
Wypiję jeszcze ciepłą, by do żywych wrócić
Tak bez śniadania, bo nie chce mi się siedzieć długo
Wyruszam w świat szukam wrażeń, by zmysły ująć
Wymieszać marzeń sto, potem to w wierszach wysnuć
Trywialny świat paranoików umysł krzyczy : Wyrzuć !
Jestem na miejscu, podziwiam faunę i florę
Już nie dobija nic, zakładam z pragnień korę
Nie umniejszając tu nikomu jestem ponad tym
Tak wiąże świat ukojenie, zamienia myśli w dym
poniedziałek, 27 czerwca 2016
Szukamy krańca granic
Szukamy krańca granic
Wciąż skacząc myślą z grani
Pozostawiamy przyszłość dla nich
Jesteśmy dalej sami
Krzyknę; Precz z wyjątkami!
Regułę świetnie znamy
Czasem jak pociąg się wykolejamy
Kiedy swój tor zmieniamy
Walcząc o lepszy byt
O większy życia syt
Zbieramy drobny sztych
Cierpimy chcąc tak żyć
Dzisiaj pokażmy kły
Każdy może być zły
Bóg dał nam po to sny
By chęć zamienić w czyn
Wciąż skacząc myślą z grani
Pozostawiamy przyszłość dla nich
Jesteśmy dalej sami
Krzyknę; Precz z wyjątkami!
Regułę świetnie znamy
Czasem jak pociąg się wykolejamy
Kiedy swój tor zmieniamy
Walcząc o lepszy byt
O większy życia syt
Zbieramy drobny sztych
Cierpimy chcąc tak żyć
Dzisiaj pokażmy kły
Każdy może być zły
Bóg dał nam po to sny
By chęć zamienić w czyn
środa, 15 czerwca 2016
Kawa
Zaczyna każdy dzień uśmiechnięty,
Od dwóch łyków niebiańskiego trunku
Bez niego nie budowałby inżynier wiaduktu
Bo do życia nie miałby chęci
Jeden preferuje na słodko, z nutką mleka
Inny wrzuci parę kropli aromatu czekolady
Następny nie pije, dla zachowania ogłady
Lecz przez to, na wybudzenie dłużej czeka
Piją w samotni i w gronie
Przy rodzinie, kochankach i na służbie
Daje radość ukojenie, myśli rzuca w próżnie
Nadmierne, bo od pomysłów po niej myśl płonie
Od wieków ją opiewają różni wieszcze
Co bez paru kropli nie tworzyli by dzieła
Zarówno od wroga jak od przyjaciela
Po pierwszej filiżance chcesz jej więcej
Od dwóch łyków niebiańskiego trunku
Bez niego nie budowałby inżynier wiaduktu
Bo do życia nie miałby chęci
Jeden preferuje na słodko, z nutką mleka
Inny wrzuci parę kropli aromatu czekolady
Następny nie pije, dla zachowania ogłady
Lecz przez to, na wybudzenie dłużej czeka
Piją w samotni i w gronie
Przy rodzinie, kochankach i na służbie
Daje radość ukojenie, myśli rzuca w próżnie
Nadmierne, bo od pomysłów po niej myśl płonie
Od wieków ją opiewają różni wieszcze
Co bez paru kropli nie tworzyli by dzieła
Zarówno od wroga jak od przyjaciela
Po pierwszej filiżance chcesz jej więcej
Subskrybuj:
Posty (Atom)