Brak skazy na sumieniu by osłaniać twarze
Jedynie czasem cytryny dałem więcej
Nie odwracałem się od ciebie by uciec na pięcie
Choć czasami to wręcz o tym marzę
Wstają poranki i czas by zaparzyć kawę
Brać szklankę, łyżeczkę i mleko
I papierosa zapalić, a wciąż myślę co z tego
Skoro i tak oddaję się nie tej sprawie
Ranią wciąż słowa, wspomnienie dawno już pali
A mimo wszystko czasem wyrzucasz uśmiech
To nie pułapka, mam wrażenie że utknę
W tym kręgu tajemnic co był między nami
Jak kiedyś My, dzisiaj ja, nikt więcej
A ranki już nie dają ciepła
To koniec, wiem, lecz nie sprawa zamknięta
Kiedy odcinając się odkrywam serce
poniedziałek, 17 kwietnia 2017
niedziela, 16 kwietnia 2017
Odmienne stany świadomości
Impas.. Przełamany! Proszę jednego drinka
W domu schlany przez to lecz ulga..
Czy to dla sumienia mego ujma ?
I brak perspektyw, i drink następny
I wielu ludzi w rytmach oklepanej piosenki
Ktoś chciał tu siódemki..
lecz HotSpot zamknięty ... przeklęty
I walka trwa w środku bo stan coraz gorszy
Już mówią wokoło, Odpocznij !
Choć nie mam pracy jak pracownik poczty
doniosę ten stan do granic wytrzymałości
Impas.. Przełamany! Proszę jednego drinka
W domu schlany przez to lecz ulga..
Czy to dla sumienia mego ujma ?
I brak perspektyw, i drink następny
I wielu ludzi w rytmach oklepanej piosenki
Ktoś chciał tu siódemki..
lecz HotSpot zamknięty ... przeklęty
I walka trwa w środku bo stan coraz gorszy
Już mówią wokoło, Odpocznij !
Choć nie mam pracy jak pracownik poczty
doniosę ten stan do granic wytrzymałości
wtorek, 11 kwietnia 2017
Stado wygnańców, co biegnie po szczęście
Rzuconych w miejsce zwane bulwarem
Nie są szaleni, lecz przyciągają gwarem
Tych co porządku pilnują w mieście
Nikt nie ucieka, gdyż troski uciekły precz
Sprawiedliwości zaznają niebawem
Już wiedzą, to będzie przerwa w zabawie
A czy to naprawdę konieczna rzecz ?
W służbie prawu notes wyciąga jeden z nich
Dwóch w sumie ich, i tak rzecz poczyna
Imię, nazwisko, zamieszkanie, harcy przyczyna ?
A może coś czego nie może ma któryś dziś ?
Na szczęście nie i kończy się przedstawienie
Miast reflektorów jest latarek snop światła
Aktorzy wszystko traktowali jako antrakt
Gdyż konsekwencją jest tylko pouczenie
Rzuconych w miejsce zwane bulwarem
Nie są szaleni, lecz przyciągają gwarem
Tych co porządku pilnują w mieście
Nikt nie ucieka, gdyż troski uciekły precz
Sprawiedliwości zaznają niebawem
Już wiedzą, to będzie przerwa w zabawie
A czy to naprawdę konieczna rzecz ?
W służbie prawu notes wyciąga jeden z nich
Dwóch w sumie ich, i tak rzecz poczyna
Imię, nazwisko, zamieszkanie, harcy przyczyna ?
A może coś czego nie może ma któryś dziś ?
Na szczęście nie i kończy się przedstawienie
Miast reflektorów jest latarek snop światła
Aktorzy wszystko traktowali jako antrakt
Gdyż konsekwencją jest tylko pouczenie
wtorek, 28 marca 2017
Lewa kieszeń, w kieszeni tylko portfel jest
W drugiej telefon, klucze i papierosy
Telefon dzwonił, dziś cisza, wciąż ten niedosyt
Że inną ścieżką podążając mogłem więcej mieć
I brak już zmartwień, kłótni i głupich rozmów
Została cisza, co pcha w me serce sztylet
Lubiłem słuchać jej, dziś pełna jest szyderstw
Nie doprowadza też do serca bodźców
Staję się zimny, nieufny i wyrachowany
To nie definicja, a wręcz zaprzeczenie
Oddałem serce by spełnić marzenie
Dziś owoc uczucia jest sfermentowany
W drugiej telefon, klucze i papierosy
Telefon dzwonił, dziś cisza, wciąż ten niedosyt
Że inną ścieżką podążając mogłem więcej mieć
I brak już zmartwień, kłótni i głupich rozmów
Została cisza, co pcha w me serce sztylet
Lubiłem słuchać jej, dziś pełna jest szyderstw
Nie doprowadza też do serca bodźców
Staję się zimny, nieufny i wyrachowany
To nie definicja, a wręcz zaprzeczenie
Oddałem serce by spełnić marzenie
Dziś owoc uczucia jest sfermentowany
niedziela, 26 marca 2017
Chciałem być wzorem bo byłaś dla mnie czymś więcej
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem
Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę
Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu
Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność
Chciałem być domem byś mogła w nim uwolnić serce
Chciałem wszystkiego, teraz myśl ta idzie w przestrzeń
Że od początku do końca biłem w sztylet sercem
Zostawiłem dumę by poznać Ciebie bliżej
Powoli ujawniałaś siebie, choć wciąż płochliwie
Za każdy sekret przepraszałem, lecz się szczerze brzydzę
Że za brak odwzajemnienia wkrótce Cię znienawidzę
Kolejny ranek i witasz dzień od uśmiechu
Szybko pijąc kawę znów plotkujemy w pośpiechu
I nie wiem czy to żal, czy też to kwestia lęku
Utwierdzają w przekonaniu iż Ciebie chcę tu
Lecz znów kłótnia pod słońca nieobecność
Kto wie.. może taka jest pisana mi wieczność
wtorek, 7 marca 2017
Dajesz jej serce, wyciskasz krwawicę swą
Jej tylko wierny co do targania duszą ma broń
Pragniesz spokoju, choć częściej krzyczysz przez złość
Że ile możesz z siebie dać to zawsze marna ilość
i nagle.. ucichnie brzmienie serca
Rytm bębnów tego mięśnia ucichnie..
Bo w końcu pęknie, gdyż nie ma w nim dla nikogo miejsca
A kiedyś było, lecz za dużo przetrwał ciśnień
Na horyzoncie przepaść, tragedia
Gdzie plącze nogi nad urwiskiem smutek
Dla niej to tylko kolejna komedia
W której to jeden aktor pada trupem
Jej tylko wierny co do targania duszą ma broń
Pragniesz spokoju, choć częściej krzyczysz przez złość
Że ile możesz z siebie dać to zawsze marna ilość
i nagle.. ucichnie brzmienie serca
Rytm bębnów tego mięśnia ucichnie..
Bo w końcu pęknie, gdyż nie ma w nim dla nikogo miejsca
A kiedyś było, lecz za dużo przetrwał ciśnień
Na horyzoncie przepaść, tragedia
Gdzie plącze nogi nad urwiskiem smutek
Dla niej to tylko kolejna komedia
W której to jeden aktor pada trupem
Subskrybuj:
Posty (Atom)