Czas wstać, już rano, na kawę mam znów chęć
Kuba Knap pił dwie ja ich pije razy sześć
Dawaj coś zjeść, żołądek potrzebuje żarcia
Kac gigant trzeci dzień, żołądek z syndromem wyparcia
Ogarniam mordę parszywą jak zwykle
Opaska na ręce, ale skąd? nie wiem, przywykłem
Dalej sprawdzam po kieszeniach i znajduje coś na ząb
Trochę kapsli po żubrach, co zawsze cisne w nią
Dalej portfel i z krzykiem o Boże !
jeszcze mam dwa złote czyli nie najgorzej
Napiłbym się piwka więc sprawdzam kapsle dziko
Wygrałeś dwa żubry mówią idź wymień na piwko
Tylko Pytanie jak ja tam dotrę
Spodnie całe brudne, a dotego mokre
A buty, nie chciałbym być na ich miejscu
Więc wychodzę w klapkach bez słów
Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje
Już godzina piąta, minut trzydzieści
Ziomek pyta co za faza, wczoraj wszyscy zeszli
No ale miał flashbeki, to mówi mi dla beki
Jak to ta dziwna laska wali z deski w klubie krechy
My nie bawimy się w to, tu bronek priorytet
Bez spiny czasem wóda i na kebab wypad w weekend
Albo po kiełbe bo jak każdy dobrze wie
Jest nocny otwarty to kiełby na łep dwie
Lecimy grubo szukać wrażeń nocnych
Czasem na kluby, albo domówka z tych akcji prostszych
A jak jest teren suchy, na plener mamy wczuty
I się dzieje wola nieba, jak są na nim chmury
Tu nie pamięta się krzywych akcji
A jak po mordzie lać to przez przypadki krzywych akcji
Sklejona piona, zawsze bo to daje chęć
Żeby wbić i rozjebac na free każdy stage
Melanż grozi kalectwem,
Ja jestem dzieckiem jeszcze
Wstaję jak się podoba
Nie patrze na konsekwencje
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz