Poranny budzik wstał chwilę później
Za oknem brzask wnet przywita mnie
Choć bliżej lata, to o ciepło trudniej
Jedyna nadzieja w braku szronu na szkle
Pierwsze pąki kwiatów majowych
Kołyszą się z wolna, bez werwy
Poczęły się śpiewy ptaków zbudzonych
O dziwo ten dźwięk koi nerwy
Kawa zbyt ciepła, odczekam ...
Dym smaga podniebienie i krtań
Przeszywa ból, niby nóż w żebrach
Lecz nie przeszkadza, bo ze mną od lat
W głowie pustka, czysta próżnia idei
Ciało wybudza się, w całości lekko kołysze
Czy tak się czują ludzie spełnieni ? ...
Pytanie wieńczy naparu łyk, przerwał ciszę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz