Powód wypadów na nasz squot prosty
Puste butle tu jak martwe zarodki
bo każdy niewypał to pomysł bezpłodny
Oczy pijane jak ekipy budowlane
Co czteropak od rana, nietrzeźwy na śniadanie
Pijane jak od rana ekipy na spontanie
Co kleją w paczce bity na zawołanie
Oczy zjarane jak plecy przez słońca promień
ulotną uciechą akcja bongo zapalniczka płomień
bo siedzi sam dziś miał siedzieć koło niej
lecz wybrała wypad w miasto ale z nim to nie
oczy kalibrują niczym zoom w aparacie
dziwna myśl idzie bóg, lepiej zmów pacież
te wszystkie trzy stany są w dwóch źrenicach
Przechadzka nocą to po naszych ulicach
Spojrzenie wywołąne jest nostalgią
Wzrok wiedzie mgła, błędnik, brak go
a nogi tu do rytmu niby disco polo
Ważne że na nich stoi wraz ze swą swawolą
Przypomina się praktyka przy bruku
gdzie starczyło śniadanie mu do nastuku
Później cały dzień, drzewa dają cień
Szef o tym wie, lecz tu każdy taki dzień
I wcześniejsze hulanki z przyjaciółmi
Kiedy każdy na drinka odpowiadał zrób mi
Piękne dziewczyny i dobrzy kumple
Czasem bójki ale klimat uldzie
Tak natrafił na ekipę z miasta swego
W sumie co się dziwić, tu jeden zna drugiego
też z zajawką na rap jak większość grona
A dzisiaj znoiszczony, wyszedł na jednego brona
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Xrenice przekrwione przez jamajskie rytmy
Oczy czerwone niby z pomocą brzytwy
uśmiech na twarzy lecz czy szczery, przejrzysty
powód tej urzywki dla każdego oczywisty
Odmienny stan, świat wiedziony bocznym torem
lecz czy te myśli nasze czy cudze ? chore
Ulotna uciecha gdy odpala się by dym zatlić wnet
jeden, drugi trzeci, teraz taki bieg
wszystko przez odrzucenie od niewiasty
Miał plan wyjść lody park kupić jej vansy
następnie na kolację gdzie stolik przy kapeli
Rytmy ekwadoru jak tej pamiętnej niedzieli
jej plany jak sinusoida się zmieniły wcześniej
jest u koleżanki na studiach w innym mieście
najpierw wino później duża na średnim cieście
ma czas tylko dla siebie by szaleć nareszcie
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
Czy to kamera termowizyjna, czy żywy typ
Leci jakaś melodia, jego głowa bije rytm
zęby zaciśnięte, pełne w nich strumienie krwi
I nie wie czy on steruje czy sterują nim
po paru dłuższych wciągniętych jest niepokonany
choć nie jest za ciężki to z bara czołg przestawi
Ktoś wiedzie z a nim wzrokiem, niech chyli czoła
Wiedzie go za bóstwem a to nie ta droga
Szybko trzeba działać, bawić się walczyć
Ciało pobudzone pragnie chwycić za fraki
choć wcześniej z kumplem leciały sześciopaki
wieczorem tulipany rozdaje tak dla draki
Tej nocy nie zaśnie lecz nie przez myśl długą
Jak posypali pierwszą, to później dali drugą
Stan majestatyczny, gdzie ta endorfina jest ułudą
A portfel jak brzuch bez jedzenia schudnął
Alko mgli te oczy wspomnieniami
Jaranie daje odbić w nieznane stany
Po wciąganiu niczym robocop z Miami
Trzy stany związane z miejskimi ulicami
https://www.youtube.com/watch?v=HGXGye8e3us
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz