Wieczór mijał pod znakiem spotkania
Ivan już biegł by zobaczyć piękną
Niestety na nic jego starania
Maria nazwała zaloty biedaka brednią
On zrozpaczony rzucił bukiet zerwanych kwiatów
Ręce się trzęsły, łzy pokryły piach
Huragan myśli wiercił spętanego ze strachu
Uczuć otchłań, bieny Ivan zaliczył krach
Całe tygodnie osiągał nirwanę pijąc
Nie jadł za wiele, czasami nic
Do czasu gdy skończył mu się pieniądz
Marzył o jednym; by przestać być
Okrutny los, czy jego brak wiedzy o związkach
Co zawiniło, nie wiedział nikt
Nie skończył dobrze, jak bohater w książkach
Orszak niebiański głosi, iż uleciał w pył
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz