Z brązu wylany stał, dumnie oczy cieszył
Przedstawiał praojca, by serca pokrzepić
Nienazwany przedwieczny, drogowskaz dla ślepych
Zawsze w głębi serca, każdy z nim przez wieki
Lecz nadszedł dzień końca ery, nie był nam potrzebny
Co dawniej w modlitwie, dziś nie ma odbicia
Gdzie zawsze uciekać, już nie ma pokrycia
A wielu przy starym zostało, duch zawsze jest wierny
Ostali przy praojcu, ku zdziwieniu ludu
Uśmiechem twarz swą słali, brak w tym obłudy
Co krok wciąż bliżej celu, nawet jak rok chudy
To była motywacja, napęd dla tych ludzi
Bo zawsze warto wierzyć, to serce mniej trudzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz